Na stojąco, na siedząco, na wesoło, na smutno, śmiesznie, prześmiewczo, spokojnie, żywiołowo… Debiutanci, debiutantki, weterani i weteranki… 52 uczestników, na 52 sposoby, przedstawiło swoje utwory na 29. Turnieju Jednego Wiersza im. Rafała Wojaczka w Literackim Klubie Proza. O niebanalną atmosferę zadbał prowadzący, Karol Pęcherz, wraz z swoją wyjątkową towarzyszką, pieskiem Barceloną. Recytujący walczyli o nagrody pieniężne, rzeczowe oraz o najważniejsze, uznanie jury.


– Ładna data – rzucił ktoś z tłumu przy „prozowym” barze. 12.12.2019 roku. Zwycięzca nie będzie miał problemu z zapamiętaniem daty swojego poetyckiego tryumfu. I właśnie w ten dzień, mroźny czwartek, byliśmy świadkami walki na poezję. 29. Turniej  Jednego Wiersza im. Rafała Wojaczka przyciągnął tłumy. Nadciągnęli z korporacyjnych korytarzy, z literackiego świata, z pracy, z uczelni, z innych miast, zza ulicy i z odległej dzielnicy. Uczestnicy i obserwatorzy. Tak tłumnie, że Proza pękała w szwach. Po sufit unosił się zapach grzanego wina i nadchodzącej nieuchronnie chwili prawdy dla 52 twórców, poetów, doświadczonych i niedoświadczonych adeptów sztuki pisania i deklamacji.

Uczestnicy mieli za zadanie odczytać osobiście jeden wiersz (swojego autorstwa) o objętości nie przekraczającej 1800 znaków ze spacjami. Wystąpienia, a raczej ich walory literackie, oceniane były przez jury w składzie: Konrad Góra (trzykrotny laureat Turnieju), Marcin Hamkało, Klara Nowakowska, Waldemar Okoń oraz Magda Piekarska. W tym wątku nie można zapomnieć o publiczności. Tłumy! Młodsi, starsi, znajomi, nieznajomi: wypełnili najdalszy zakątek prozowych korytarzy. Siedząc i stojąc, bo pozycja siedząca okazała się luksusem, dla nadpunktualnych i najsprytnieszych – wiwatowali, żywo reagowali, klaskali, milczeli, żyli tym wieczorem razem z, niejednokrotnie, zestresowanymi uczestnikami.

 

Jak sprawiedliwie ocenić tak różne utwory? Było o homoseksualizmie, chrześcijaństwie, hipokryzji, banalnej miłości, niebanalnej miłości, o korporacjach, katastrofie klimatycznej, milenialsach. O starości, przemijaniu, nowych początkach, starych zakończeniach. O milczeniu, nostalgii, PROZIE codzienności, popularyzowaniu kultury. O przeszłości i przyszłości. O Jezusie, i o Zbyszku Cybulskim, o L4 od bycia Bogiem, wychodzeniu poza schematy, o moralizowaniu… Cały przekrój emocji, problemów, tematów, pigułka XXI wieku w interpretacji ludzi między 18 a 35 rokiem życia. Idealna sytuacja do przeprowadzenia badań socjologicznych, pt: „Co frapuje młodych ludzi?„. Co autorzy mieli na myśli – to jedno, co powstało i zostało w głowach odbiorców – to druga sprawa. Wiele perspektyw, wiele par oczu skierowanych w stronę sceny, umysłów chłonnych i otwartych na płynące w ich stronę słowa. Zachwytów było wiele, ale nie na nich świat i sukces został zbudowany.

– Bardzo mnie raziła dykcja. Wielu tekstów nie zrozumiałam i wyłączałam skupienie, dlatego że nie słyszałam wyraźnie wielu słów. Nie żałuję, że tu jestem, ale… dykcja – mówiła Ewelina Dąbrowska, studentka szkoły aktorskiej.

– U niektórych zabrakło mi świadomości literackiej, solidnej obróbki tekstu. Wiersz powinien brzmieć, być zwyczajnie obrobiony literacko, umiejętnie umiejscowiony w kontekstach społeczno-polityczno-literackich. Innymi słowy ten gniew, który część autorów chciała wykrzyczeć powinien być też w tekście jakoś umiejętnie rozłożony. Tymczasem w niektórych prezentowanych wierszach często był na pierwszym planie i przez to stawał się jednowymiarowy i płaski – dodał Rafał Różewicz.

Jedni uczestnicy deklarowali, że przyszli wygrać, inni, że absolutnie nie pojawili się w Prozie po tytuł laureata.

– Czekam teraz na wyniki nie z nadzieją, że wygram cokolwiek tylko dlatego, że chcę wiedzieć kto wygrał. Bo zazwyczaj wygrywają osoby, które nie są kompletnie moimi typami – twierdziła Marta Litwin, uczestniczka.

– Jeśli wygram to kupię sobie lutnię i nagram płytę z balladami – zapewaniał Kamil Figas, debiutant.

Obrady jurorów trwały, i trwały, i trwały… Czwartek chylił się ku końcowi, atmosfera jakby zdjęła krawat i zmieniła się chwilowo w after-turniej-party. Nawiązały się nowe znajomości, brzdękały o siebie pełne i puste szklanki, Barca pilnowała porządku… Snuły się po Prozie rozmowy głębsze i nie, poważne i zupełnie przyziemne. Tylko w niektórych kącikach widać było kontury zestresowanych, oczekujących na wynik poetów. No i nadszedł i ten moment. Czas ogłosić do kogo trafia uznanie, nagrody książkowe i pieniężne. 2184 zł. Netto, bo…

brutto to sobie skojarz, że brzmi jak smutno„- skwitował Karol Pęcherz.

Uwierzcie na słowo, reakcje jak na Mistrzostwach Świata w piłce nożnej. Zachwyty, rozczarowania, nieskrywana dezaprobata, niekontrolowane okrzyki szczęścia – tak właśnie było po ogłoszeniu wyników. II Nagroda: Anna Adamowicz. I… dwa pierwsze miejsca! Zwycięzcami zostali: Kamil Kawalec i Rafał Różewicz.

 

Rafał opowiada, że jak zobaczył pełną Prozę – chciał zwiać. Debiutował na Turnieju w 2009 roku. Po 10 latach sięgnął po wygraną, w listopadzie ukazała się jego trzecia książka poetycka „Po mrok”. Kamil w „Wojaczku” walczył drugi raz. Tym razem przyszedł z ciekawości, w czapce, z plecakiem na plecach, tak też wystąpił na scenie. Jakby wpadł tylko na chwilę… wygrać i wrócić do swoich obowiązków.

– To był drugi raz kiedy brałem udział w Turnieju. Fakt, że jury wybiera wiersze jest lekko nobilitujący ale i krzywdzący dla innych uczestników. To bardzo trudne zadanie wyłonić właściwy wiersz przy takiej frekwencji, gdzie miesza się mnóstwo stylów, dykcji i tym podobne. Takie konfrontacje pokazują jakie jest zainteresowanie sztuką, a przede wszystkim są okazją do nawiązania relacji z wieloma ciekawymi autorami, biorącymi udział w turnieju, bo oprócz lokalsów byli tacy, co przyjechali z daleka. I to jest ważne – mówił po wygranej Kamil Kawalec.

– W wierszu mam taką frazę „I to była Polska, jej okno na świat”. Chciałem, żeby ta „Polska” wybrzmiała stadionowo, postanowiłem więc parę razy tupnąć na scenie przy słowie „Polska”- co miało imitować klaskanie na trybunach. I „Barca” najwyraźniej poczuła się zagrożona, więc podarowała mi pamiątkę w postaci dziury w spodniach kupionych dzień wcześniej. Tłumaczę sobie to tak: turniej Wojaczka to było takie Gran Derbi  – na prowadzenie wyszła Barcelona, ale ostatecznie to Real Madryt okazał się zwycięski. Za wygraną najprawdopodobniej kupimy z narzeczoną nową mikrofalówkę. Poprzednia zepsuła się nam… po 24 latach. A więc zwykła proza życia w tej rozmowie o poezji   – opowiadał po ogłoszeniu wyników Rafał Różewicz.

Dużo emocji wzbudziła ta bitwa na słowa, emocje, światopoglądy. Konfrontacja koncepcji na przekazanie światu tego, co w duszy gra, sprawdzenia warsztatu literackiego i faktu, jak wygląda się w świetle ciepłych, prozowych reflektorów. Jeśli dobrze- to znak, że należy robić wszystko, by stać w ich blasku jak najczęściej. „Wiesz, byłam wczoraj na takim TURNIEJU! Trwał aż do północy, a prowadził go Karol z psem! Było..”- no właśnie, jak było? Nowe Dziennikarstwo rozemocjonowane dyskutuje o tym już od kilku dni. Było tak, że grzechem byłoby nie zaprosić na kolejną edycję… Wskazówka dla uczestników:

Zła Barcelona to dobra wróżba.

Po dziewiąte: życie jest nic niewarte. Po dziesiąte: może jest wiersza warte?” – Rafał Wojaczek.


Autor: Karolina Augustyn
Zdjęcia: Karolina Augustyn