Znamy już finałową parę NBA. W serii do czterech zwycięstw zmierzą się Golden State Warriors oraz Toronto Raptors. Już teraz warto cofnąć się w czasie i spojrzeć na zawodników, którzy świetnie zaprezentowali swoje umiejętności w tegorocznych play-off.

Tylko najlepsi w lidze dają radę w play-off. To wtedy gra weryfikuje wytrzymałość fizyczną i psychiczną zawodnika. Niektórzy potrzebują całych 82 meczów, aby obudzić swoją najlepszą koszykarską wersje w drodze po tytuł. Przed wami krótka lista nazwisk zawodników, którzy zaskoczyli kibiców wzrostem formy.

1. Draymond Green

Draymond Green

Ciężko jest wyróżniać się w jednej z najlepszych drużyn NBA. Drużynie naszpikowanej gwiazdami wielkiego formatu. Jednak Draymond Green w świetny sposób wykorzystał nieobecność Kevina Duranta i Andre Iguodali. To on zwykle zajmuje się kryciem najlepszych zawodników drużyny przeciwnej. Często tylko do tego ogranicza się jego rola w Warriors. Teraz dostał większe pole do popisu. Razem ze Stephenem Currym wpisali się na karty historii, gdy oboje zdobyli triple-double w jednym meczu play-off. Obecnie znajduje się na czwartym miejscu w liczbie asyst na mecz (8,8). Można go uwielbiać, lub nienawidzić, jednak seria przeciwko Portland Trail Blazers udowodniła, że Green wciąż jest ważnym elementem układanki Golden State.

2. George Hill

George Hill

Prawdziwa rezurekcja kariery George’a Hilla. Nie zawsze trzeba grać w pierwszej piątce, aby wywiązywać się ze swoich zadań z nawiązką. Podobnie jak w przypadku Greena, tutaj również „pomogły” kontuzje kolegów z drużyny – w tym przypadku Malcoma Brogdona. To on znacząco pomógł w serii z Bostonem Celtics, gdy pełnił rolę drugiego rozgrywającego. Po finałach konferencji jego Milwaukee Bucks pożegnali się z play-off. Hill jest idealnym przykładem pokazującym, że nie zawsze trzeba być gwiazdą drużyny. Czasem bycie małą częścią dobrze pracującej drużyny wystarcza.

3. Rodney Hood

Rodney Hood

W przypadku Rodney’a Hooda mamy najprawdopodobniej do czynienia z krótkim przebłyskiem formy. Nie można mu jednak odebrać świetnego meczu numer sześć przeciwko Denver Nuggets. Dzięki jego 25 punktom i 66% skuteczności rzutowej jego Portland Trail Blazers doprowadziło do remisu 3-3, aby trzy dni później przypieczętować awans do finałów konferencji. W pierwszym meczu przeciwko Golden State poradził sobie również dobrze, jednak następne porażki przyćmiły krótki wybuch skuteczności. Portland wciąż pokłada w zawodniku duże nadzieje i nie można się dziwić – Hood to przykład talentu wymagającego pracy.

4. Al Horford

Al Horford

Al Horford, czyli niedoszły pogromca Giannisa i jego Bucks. Nawet podczas sezonu zasadniczego Horford udowadniał, że nie przypadkowo gra w wyjściowej piątce Bostonu Celtics. Mało kto widzi w nim lidera, gdy w drużynie znajduje się ktoś taki jak Kyrie Irving. Pomimo świetnego pierwszego meczu w jego wykonaniu, Celtics szybko skończyli serię przegrywając cztery kolejne spotkania. Możliwe, że w przyszłym sezonie Big Al będzie częściej kreował grę ofensywną zespołu, ponieważ Irving znajduje się na radarze kilku drużyn NBA.

5. Fred VanVleet

Fred VanVleet

Gdy dzisiaj patrzymy na Toronto Raptors widzimy przede wszystkim Kawhiego Leonarda. Później pojawiają się Kyle Lowry, Pascal Siakam czy Marc Gasol. Natomiast Fred VanVleet dopiero od niedawna skupia na sobie większą uwagę. W meczu numer pięć przeciwko Milwaukee cały swój dorobek punktowy zdobył zza łuku rzucając skutecznie aż siedem razy (21 punktów). Pomimo tego, że w tych play-off był dość „cichy” ofensywnie, tak od momentu narodzin syna gra na zdecydowanie wyższym poziomie. Jeżeli Toronto zdobędzie tytuł mistrzowski, to VanVleet będzie nazwiskiem godnym zapamiętania.


Autor: Filip Skiba
Zdjęcia: Instagram