Rozmawiałem z człowiekiem, który piłkę nożną zna z trochę innej, o wiele bardziej wymagającej strony. O trudach gry z niepełnosprawnością, funkcjonowaniu drużyny niesłyszących, perspektywie ruszających dziś Mistrzostw Europy Grecja 2019. O planach, nadziejach i celach do zrealizowania. Przede wszystkim jednak o rzeczywistości, której na co dzień muszą stawiać czoła piłkarze uprawiający dyscyplinę nie aż tak rozpoznawalną. Rozmawiałem z Kacprem Gdakiem, Reprezentantem Polski Niesłyszących w piłce nożnej.

Zacznijmy od początku. Rzeczywistość wygląda tak, że niewielu ma szansę dotrzeć do informacji na temat reprezentacji niesłyszących, dlatego chciałbym żebyś mi o niej opowiedział. Jaką jesteście drużyną?

Kacper Gdak: Drużyna składa się przede wszystkim z zawodników z wadą słuchu. Naszym mankamentem jest oczywiście komunikacja, która osobie nie będącej obeznaną z naszą rzeczywistością wydaje się niemożliwa. Na szczęście nie jest z tym aż tak źle. Z kolei ogromnym atutem jest wyostrzenie pozostałych zmysłów – widzimy więcej, nasze czucie piłki jest lepsze. Jesteśmy ekipą chłopaków, która na co dzień gra w 4. lidze lub ligach okręgowych. Z powodu klubowego zakazu na mistrzostwa nie pojedzie z nami zawodnik, który jako jedyny występuje na co dzień na poziomie 3. ligi. Na pewno będzie go brakować. Jesteśmy mieszanką młodości z doświadczeniem, średnia wieku drużyny to około 26-27 lat. Na pewno nie brakuje świeżej krwi, a weterani przekazują wszelkie potrzebne wskazówki i opiekują się nowymi zawodnikami.

Wasza przynależność klubowa jest dość ciekawą sprawą. Każdy z was należy jednocześnie do dwóch zespołów – dla niesłyszących oraz słyszących.

Kacper: Tak, większość z nas trenuje i gra dla dwóch klubów. Wiąże się to z systemem rozgrywek niesłyszących. Zawody rangi Mistrzostw Polski w Polsce odbywają się cztery razy w roku, jest to zbyt mało, żeby być w dobrej dyspozycji. Dodatkowo gra z zawodnikami słyszącymi niesamowicie nas rozwija, pozwala poszerzać horyzonty, umiejętności, bo – co oczywiste, jest dla nas trudniejsza. To przekłada się na późniejsze powołania do kadry.

Wspominałeś o problemach komunikacyjnych. Jak to wygląda w praktyce? Domyślam się, że wasza komunikacja to nie tylko gesty, które zna każdy przeciętny kibic futbolu, a dużo więcej.

Kacper: Mamy co prawda swoje gesty, których fani tej popularnej części piłki nożnej nie zrozumieją, ale głównie posługujemy się językiem migowym. Oczywiście komunikacja jest utrudniona, bo musimy zwracać uwagę bezpośrednio na migi i mimikę twarzy, co wiąże się z określoną odległością – im dalej, tym trudniej. Nasi rywale mają jednak dokładnie ten sam problem więc nie przejmujemy się tym specjalnie. Mecz również wygląda trochę inaczej, bo sędzia nie używa gwizdka, a chorągiewki. Trudno się czasem połapać.

Najlepsza okazja, by zobaczyć Was w akcji już niedługo. Mistrzostwa Europy w Grecji ruszają 2 czerwca, a wy zagracie odpowiednio z Chorwacją, Niemcami i Rosją. Cały turniej odbywa się na Krecie więc klimat na pewno sprzyjający, ale nie jedziecie tam na wakacje, tylko zrobić dobry wynik. Jaki cel macie na ten turniej? Zebrać doświadczenie, zrobić niespodziankę, a może zajść na szczyt? Co możesz powiedzieć o grupowych rywalach?

Kacper: Celować zawsze trzeba wysoko, ale żeby ten cel osiągnąć, musimy najpierw wyjść z grupy. Oczywiście przede wszystkim jedziemy po doświadczenie, ale nie po to ciężko trenujemy, żeby patrzeć, jak grają inni. Wierzymy w drogę, którą podążamy i liczymy, że cel uda się osiągnąć. Tak, chcemy sprawić niespodziankę. Dla mnie to grupa śmierci, ale nie możemy myśleć, że rywale są nie do pokonania. Rosjanie są w naszym zasięgu, o Chorwatach piszą, że są mocni, ale osobiście nie widziałem jeszcze ich gry. Z Niemcami natomiast zawsze było pod górę, przegrywaliśmy, ale teraz mamy dużo silniejszą kadrę i liczymy na rewanż za ostatnie lata. Piłka nożna czasem pisze piękne scenariusze, o jednym z nich mogę Ci później opowiedzieć.

Mówisz o Mistrzostwach Europy U-21 we Wrocławiu, 3 lata temu?

Kacper: Dokładnie. 3 lata temu na mistrzostwach zrobiliśmy wielką rzecz. Awansowaliśmy z grupy i w półfinale trafiliśmy na Rosjan. W regulaminowym czasie gry było 3:3, ale rzuty karne wygraliśmy 5:3. W finale trafiliśmy na Turcję, która gromiła rywali 4:0, 5:0, a nawet 7:1. Do 60. minuty przegrywaliśmy 1:2, ale ostatecznie wygraliśmy 3:2. Po prostu nas zlekceważyli, a my pokazaliśmy, że Polacy mają charakter i zawsze gramy do końca. To był mój pierwszy turniej tej rangi i na pewno w kontekście tych rozgrywek trochę więcej wiem o Rosjanach – bardzo mocny zespół, ale we Wrocławiu pokazaliśmy, że można.

Żeby zagrać dobry turniej, trzeba się dobrze przygotować. W turnieju chyba najważniejszym czynnikiem jest przygotowanie fizyczne, bo natłok meczów jest dość duży i nie łatwo wytrzymać takie obciążenia kondycyjnie.

Kacper: W tym roku mamy bardzo mało zgrupowań, mimo, że jest to okres przed tak ważnym turniejem jak Mistrzostwa Europy. Ostatnio spędziliśmy 6 dni w COS Setniewo we Władysławowie, gdzie trenowaliśmy po 3 razy dziennie. Wykonaliśmy tam naprawdę dobrą i intensywną pracę i jesteśmy z siebie zadowoleni. Mamy jeden, dość spory problem – brakuje nam sponsorów. Jedynym dofinansowaniem jest pomoc Ministerstwa Sportu i Turystyki, które stara się poskładać naszą rzeczywistość. Niestety, to i tak za mało, by być dobrze przygotowanym i do Grecji jechać jako faworyt. Poza zgrupowaniami niektórzy z nas trenują nawet po 2 razy dziennie, jesteśmy zdeterminowani.

Wakacje na Krecie brzmią dumnie, na pewno Heraklion was oczaruje. Pytanie tylko, czy sama organizacja turnieju może oczarować? Masz już jakieś doświadczenie w tego typu imprezach – pełen profesjonalizm czy zważywszy na dużo mniejsze środki wpompowywane w tę dyscyplinę, będą uchybienia w organizacji?

Kacper: Będą to dopiero moje drugie mistrzostwa więc nie mam dużego doświadczenia. We Wrocławiu trzy lata temu było wspaniale, wszystko na najwyższym poziomie. Każdy z zawodników nosił swój identyfikator na szyi, dużo obsługi, personelu, chłopaków podających piłki. Hotele na wysokim poziomie, autokary dla każdej reprezentacji, no i trzy boiska do rozgrywania meczów. Mecz otwarcia i finał zagraliśmy na starym stadionie Śląska Wrocław przy Oporowskiej. Medale, statuetki dla najlepszych, certyfikaty, mega. Jeżeli Grecy udźwigną ciężar organizacji turnieju na takim samym poziomie to nie będzie żadnego problemu.

Chyba najważniejsza rzecz, bo wypadałoby tę rzeczywistość w jakiś sposób zdefiniować i odnaleźć w czasoprzestrzeni. Czy będzie jakakolwiek możliwość śledzić wasze poczynania w Heraklionie?

Kacper: Media rzadko interesują się takimi imprezami, ale myślę, że niedługo się to zmieni. Na ostatnim turnieju były relacje live na kanałach na Youtube. Na naszym fanpage’u facebookowym z pewnością pojawi się link odsyłający do relacji z meczu. My – zawodnicy też będziemy to u siebie udostępniać. Bardzo liczymy na wsparcie i chciałbym prosić o trzymanie za nas kciuków podczas turnieju.

I na koniec z trochę innej beczki. Jakie cele macie na przyszłość, jakie plany? Dokąd zmierzacie?

Kacper: Chcemy dotrzeć do jak największej społeczności w Polsce osób słyszących i z wadą słuchu. Przede wszystkim tych niesłyszących, którzy grają gdzieś tam w Polsce i nie wiedzą nawet, że istnieją kluby dla takich jak oni, i przede wszystkim kadra Polski. Oczywiście dalej będziemy starać się o sponsorów, kogoś, kto pomoże nam się rozwijać i wykorzystać potencjał, by zwycięstwo w Mistrzostwach Europy U-21 trzy lata temu nie było jednorazowym zdarzeniem, a regularną stałą. Mamy też swój fanpage na Facebooku, lajkujcie, udostępniajcie – może zobaczy to ktoś, kto w nas uwierzy. Może dobry wynik na turnieju pozwoli nam ruszyć mocniej do przodu? Po to tam jedziemy.

________________________________________________________________________
Rozmawiał Dawid Walczuk
Zdjęcia: Facebook