W przyszłym tygodniu, 20 kwietnia, ukaże się album niespodziewanego, jednego z najciekawszych duetów roku – Stinga i Shaggy’ego. Muzycy zeszłym roku spotkali się w studiu, by nagrać jeden utwór, a skończyli, proponując słuchaczom „44/876” – album z dwunastoma nagraniami w klimacie reggae.

Jak przyznają muzycy, to Shaggy zaproponował wspólną pracę w studio. Jamajski wokalista zna Brytyjczyka od kilkunastu lat. Sting zaprosił go nawet do wspólnego wykonania Roxanne w 2004 roku. Mimo tego basista żartuje, że poznał się z Shaggim na Tinderze. Po zeszłorocznych sesjach nagraniowych utworu Don’t Make Me Wait, muzycy postanowili, że stworzą materiał na długogrającą płytę.

Na biurku Iana Fleminga

Czy artyści, oprócz wspomnianego występu, mają ze sobą coś wspólnego? Wbrew pozorom więcej, niż może się wydawać. W czasie swojej ponad czterdziestoletniej kariery Sting lubił wracać do klimatu reggae. Wystarczy przywołać znakomitą część dorobku The Police, w którym sekcja rytmiczna była akcentowana na dwa. Co więcej, Sting pomieszkiwał w latach 80. w jamajskim domu pisarza Iana Fleminga, autora powieści z Jamesem Bondem w roli głównej. Muzyk twierdzi nawet, że pisał słowa Every Breath You Take na biurku autora. Shaggy, znany z przebojów Mr. Boombastic, Angel czy Feel The Rush, należy do tej samej wytwórni, co basista The Police. Za duetem stoi też Martin Kierszenbaum – współpracownik Jamajczyka i menedżer Brytyjczyka.

Klimat lat 90.

Optymistyczna płyta „44/876” ma być odpowiedzią muzyków na niepewną sytuację polityczną na świecie. Muzycy opublikowali do tej pory trzy single promujące wydawnictwo. Don’t Make Me Wait zdążył zadomowić się już na radiowych listach przebojów, a teledysk liczy prawie 8 milionów wyświetleń. Utwór ma chwytliwy refren, a muzycy mają swoje oddzielne zwrotki. Warto zauważyć, że Sting przejmuje liryczne, śpiewane partie, a Shaggy wtrąca swoje rapowane wstawki. Na takiej samej zasadzie zbudowany jest Morning Is Coming, w którym gościnnie na saksofonie sopranowym zagrała legenda jazzu, Branford Marsalis. Trzecią, opublikowaną jak dotąd kompozycją jest 44/876. O ile poprzednie utwory przypominają produkcją lata 90., o tyle tytułowy utwór to esencja tego, co obecnie na czasie. Całość opiera się wyłącznie na syntezatorach i elektronicznym beacie.

Połączenie dwóch światów

Dostrzegalne jest już na pierwszy rzut oka – zerkając na tytuł albumu. Numery oddzielone slashem to numery kierunkowe kolejno do Wielkiej Brytanii i Jamajki. Dwa światy dostrzegalne są również, przeglądając nazwiska artystów występujących na płycie. Sting i Shaggy zaprosili do studia muzyków, z którymi pracują na co dzień w swoich zespołach. I tak, oprócz wspomnianego Marsalisa, Sting delegował również do gry Dominica Millera, wszechstronnego gitarzystę, który występuje z basistą od blisko trzydziestu lat. Na instrumentach klawiszowych grał Martin Kierszenbaum. Shaggy zaprosił do studia jamajskich muzyków, m.in. Dwayne’a „iLL Wayno” Shippy’ego, klawiszowców Stevena Marsdena i Geoffreya Keezera oraz basistę Roberta Shakespeare’a.

Już w najbliższy piątek premiera kolejnego singla – Waiting for the Break of Day  w którym według plotek ma śpiewać wyłącznie Sting. Duet wzbudza zarówno ekscytację fanów, jak i wiele kontrowersji. Wszystko będzie jasne 20 kwietnia, w dzień premiery krążka.


Tekst: Marcin Obłoza
Zdjęcie: youtube.com