Czy akcja filmu zamknięta w jednym pomieszczeniu, z kamerą skupioną na pojedynczym bohaterze może być wciągająca? I to jeszcze jak! 

Gustav Möller stworzył emocjonujące dzieło, które sprawia, że oderwanie wzroku od ekranu, choćby na chwilę, jest praktycznie niemożliwe. Thriller Winni, zgodnie z zapewnieniami producentów, to 85 minut czystej adrenaliny.  

Głównym bohaterem jest Asger Holm (Jakob Cedergren) dyspozytor linii 112, policjant, który z nieznanego nam powodu został tymczasowo odsunięty od czynnej służby i czeka na proces sądowy. Ogromne chapeau bas dla odtwórcy tej roli, na którym przez cały czas skupia się czujne oko kamery. Myślę, że Jakob Cedergren stanął w obliczu niezwykle trudnego wyzwania. Na barkach praktycznie jedynego aktora, fizycznie pojawiającego się na ekranie, ciążyła odpowiedzialność przyciągnięcia i utrzymania uwagi widzów przez 85 minut. Cedergren nie tylko sprawił, że śledziłam akcję z zapartym tchem, ale także współodczuwałam emocje towarzyszące głównemu bohaterowi. Miałam ochotę rzucić słuchawką i krzyczeć, odczuwałam jego frustrację, bezsilność, strach.

Film czy słuchowisko radiowe?

Asger podczas dyżuru odbiera telefon od uprowadzonej kobiety, która przebywa w samochodzie ze swoim porywaczem. Namierzenie pojazdu okazuje się niemożliwe, a porwana, która markuje rozmowę z dzieckiem nie może podać istotnych informacji.  Połączenie zostaje przerwane. Funkcjonariusz prowadzi batalię z czasem, mając do dyspozycji tylko telefon. Fabuła oparta jest na rozmowach telefonicznych. Z offu słyszymy histerię uprowadzonej, przerażenie jej dzieci pozostawionych w domu czy protekcjonalny ton policjantki. Napięcie rośnie z każdą sekundą, a dźwięki uruchamiają naszą wyobraźnię. Podobnie jak nasz bohater jesteśmy skazani na bezradność. Możemy tylko słuchać. Porwanie, pościg, morderstwo czy samobójstwo? Zaskakujące zwroty akcji i docierające do nas informacje sprawiają, że w pewnym momencie nie jesteśmy pewni kto jest winny.  

Dopracowany montaż dźwiękowy, muzyka budująca napięcie, umiejętne prowadzenie i przerywanie rozmów w punktach kulminacyjnych sprawiają, że tego filmu się nie ogląda, tylko się go przeżywa. Do ostatniej chwili, nie możemy być pewni kto jest ofiarą, a kto katem. Jedyną wskazówką jest tytuł. Winny nie jest jeden. A może Winni jesteśmy wszyscy?


Autor: Natalia Twardzik
Zdjęcia: materiały prasowe