Stany Zjednoczone przegrały ostatni mecz na międzynarodowej imprezie trzynaście lat temu. Czy w obliczu braku największych gwiazd, ich dominacja chyli się ku końcowi?

Trzy złote medale olimpijskie, dwa złote medale mistrzostw świata, dwa złote medale FIBA AmeriCup. To dorobek amerykańskich koszykarzy od 2006 roku, kiedy jako murowani faworyci przegrali z Grekami w półfinale mundialu. Jak dawno temu to było? Wystarczy przytoczyć nazwiska niektórych z ówczesnych kadrowiczów: Joe Johnson, Kirk Hinirich, Antawn Jamison, Shane Battier, Dwyane Wade, Chris Bosh, Brad Miller oraz Elton Brand.

Każda kolejna przygoda kończyła się niezaprzeczalnym sukcesem. W 2008 i 2012 roku, Amerykanów reprezentowały największe gwiazdy światowej koszykówki. W innych latach personalia były nieco gorsze, ale wciąż nikt nie kwestionował ich jakości. Jak będzie wyglądać to w tym roku? Oto szeroka kadra Stanów Zjednoczonych na mistrzostwa świata w Chinach, które odbędą się w dniach 31 sierpnia – 15 września:

Obrońcy: Kemba Walker (Boston Celtics), De’aaron Fox (Sacramento Kings), Derrick White (San Antonio Spurs), Marcus Smart (Boston Celtics), Joe Harris (Brooklyn Nets), Donovan Mitchell (Utah Jazz)

Skrzydłowi: Harrison Barnes (Sacramento Kings), Jayson Tatum (Boston Celtics), PJ Tucker (Houston Rockets), Khris Middleton (Milwaukee Bucks), Kyle Kuzma (Los Angeles Lakers), Jaylen Brown (Boston Celtics)

Środkowi: Brook Lopez (Milwaukee Bucks), Myles Turner (Indiana Pacers), Mason Plumlee (Denver Nuggets)

Zaledwie jeden zawodnik został nominowany do tegorocznych najlepszych piątek NBA (Kemba Walker). Tylko dwóch grało w All-Star Game (Walker i Khris Middleton).

Czemu gwiazdy odmawiają gry?

Z gry na mistrzostwach już dawno temu zrezygnowali LeBron James, Stephen Curry czy Kawhi Leonard. W początkowej wersji szerokiej kadry, którą na początku lipca powołał trener Gregg Popovich, znajdowali się James Harden i Anthony Davis. Szybko odmówili tego przywileju, tłumacząc się przygotowywaniem do nadchodzącego sezonu w NBA. W ich ślady poszli m.in Bradley Beal oraz Damian Lillard.

Z czego bierze się niechęć zawodników do reprezentowania swojego kraju na międzynarodowej imprezie? Przede wszystkim, priorytetem jest NBA. Liga w tym sezonie ma być niezwykle wyrównana, stąd zawodnicy pochodzą do sezonu bardziej zmotywowani i głodni sukcesu niż kiedykolwiek. Wybierają treningi i czas na regenerację, zamiast wrześniowej rywalizacji.

Kolejnym powodem jest waga turnieju. O złocie olimpijskim marzą najwięksi, gry na igrzyskach zwyczajowo się nie odmawia. Mistrzostwa świata nie cieszą się taką popularnością. Amerykanie traktują je drugoplanowo. Pojechać, zrobić swoje, wygrać. Czy w tym roku będzie to jednak takie łatwe?

Chcemy waszego tronu

Kiedy król słabnie, wszyscy pragną korony. Inne reprezentacje wciąż nie wyglądają na papierze tak mocno jak Amerykanie, ale rozumieją, że taka szansa na sukces może się już nie powtórzyć. Szczególnie agresywny i nonszalancki w swoich wypowiedziach jest trener reprezentacji Serbii:

– Niech grają swoje. My też będziemy to robić. Jeśli trafimy na Stany, to niech Bóg ma ich w opiece – mówi Sasha Djordjevic.

Swojego apetytu nie ukrywa też Giannis Antetokoumpo. Grecki skrzydłowy zapewnia, że  bez wahania oddałby swoją statuetkę MVP sezonu 2018/2019, w zamian za złoty medal mistrzostw świata.

View this post on Instagram

This is how we roll babe! #NikosGikasVoice

A post shared by Giannis Antetokounmpo (@giannis_an34) on

Kogo obawiają się Amerykanie?

Odpowiedź jest prosta – nikogo. Mimo najsłabszej kadry od lat, żaden z amerykańskich ekspertów nie spodziewa się, żeby ich dominacja miała się skończyć. Każdy inny scenariusz niż komplet zwycięstw i złoty medal będzie uważany za sensację, a w oczach kibiców – za kompromitację.

Za największym kandydata do pokonania Stanów Zjednoczonych, uważana jest reprezentacja Serbii. Obecni wicemistrzowie olimpijscy i świata, przyjadą do Chin w bardzo mocnym składzie. Trener Djordjevic do dyspozycji będzie miał Nikole Jokica (Denver Nuggets) oraz innych zawodników grający na co dzień na parkietach NBA – Bogdana Bogdanovica i Nemanje Bjelica z Kings, Bobana Marjanovica z Mavericks i Marko Gudurica z Grizzlies. Skład uzupełnią gracze z znanych europejskich zespołów.

Trzecią siłą wydaje się być Grecja, dowodzona przez Giannisa Antetokounmpo. Towarzyszyć mu będą bracia – Thanasis oraz Kostas. Uwagę warto zwrócić również na gwiazdy Euroligi – Kostasa Sloukasa, Nicka Calathesa oraz Giorgosa Printezisa.

O miano czarnego konia turnieju bić będą się Hiszpanie, Australijczycy, Francuzi oraz Niemcy. Każdy z tych krajów zabierze do Chin zawodników z NBA, otoczonych solidną grupą z Europy. Mamy również nadzieję, że z dobrej strony pokaże się reprezentacja Polski.

Gra o tron zaczyna się za nieco ponad dwa tygodnie – 31 sierpnia. Król jest ranny, a pretendenci nie śpią. Transmisję mistrzostw świata przeprowadzi TVP Sport.


Autor: Kacper Marciniak
Zdjęcie: Instagram