Uniwersytet Wrocławski gościł profesor Annę Applebaum. Znana korespondentka dała adeptom dziennikarstwa poznać się jako profesjonalistka. Żaden wysiłek intelektualny nie idzie na marne, niezależnie od tematyki – przekonywała laureatka dziennikarskiej nagrody Pulitzera. 

Wydarzenie zostało zorganizowane wspólnymi siłami Samorządu Studentów Uniwersytetu Wrocławskiego oraz WISS – Wrocławskiej Inicjatywy Samorządów Studenckich. Choć profesor Anna Applebaum urodziła się w Waszyngtonie, jej losy były silnie związane z Polską. To tutaj rozpoczęła swój pierwszy staż dziennikarski w The Economist, gdzie z miejsca obserwowała transformację ustrojową. W 2004 roku zdobyła nagrodę Pulitzera za swoją pierwszą książkę Between East and West. W 2013 roku uzyskała polskie obywatelstwo. Do dziś jest poważaną komentatorką polityczną, która precyzyjnie wyjaśnia wszelkie zależności między relacjami w Europie Centralnej, Wschodniej a Stanami Zjednoczonymi. Spotkanie odbyło się tuż przed wręczeniem nagrody wrocławskiej profesury im. Fritza Sterna.

Wgląd w życie wschodnio-zachodnie

Forma wydarzenia była nastawiona na danie młodym adeptom szansy poznania zawodu od podszewki. Pytania pochodziły z forów, dyskusji i bezpośrednich spotkań. Oczywiście podczas rozmów nie ominięto też osobistej historii dziennikarki.

Skąd zainteresowanie Europą Centralną?

Pierwsze spotkanie z ustrojem miałam w 1987 roku we Wrocławiu. Wszystkim się wydawało, że będzie tu tak szaro, tak ponuro, że Związku Radzieckiego nie da się ruszyć. Jak przyjechałam pierwszy raz do Polski, byłam w szoku. Choć kraj był kontrolowany przez ZSRR, był żywy i kolorowy. Odkryłam też Pomarańczową Alternatywę. Traktowali opór jako sztukę, oni się śmiali, się bawili, a policja nie wiedziała, jak reagować. Ta część świata, to poczucie humoru, ten bunt przeciwko reżimom autorytarnym – to dlatego tutaj zostałam. To była miłość do historii, zamiłowanie do buntu.

W późniejszej części spotkania pojawiło się pytanie, dlaczego więc dzisiaj młodzi Polacy się nie buntują i jak autorka Washington Post się z tym czuje:

To jest pytanie nie dla mnie, a dla was. Rzeczywiście, te zmiany nie są takimi, które się czuje. To nie jest jak PRL, że widzimy policjantów na ulicach. Będziemy czuć i będziemy widzieć, jak sądy będą uzależnione od rządu.

Przy okazji zahaczono o kwestię znudzenia demokracją:

Ten problem jest wszędzie. Tak się stało, że Orban wygrał Węgry i powoli wprowadził zmiany. Można powiedzieć, że demokracja nie ma głębokich korzeni jak w innych miejscach, ale to nie tak, że Europa Centralna jest jakaś inna. To ogólne tendencje. Nie wydaje mi się, by była to specyfika regionu.

Anna Applebaum opowiedziała, co dał jej pobyt w Polsce i jak na początku patrzyła na kraj: Dziś Warszawa się zmieniła, ale od zawsze była intrygująca. Nieważne, gdzie zaczynasz rozmowę w tym mieście, to zawsze mówi się o wojnie. Tłumaczenie rzeczywistości historią zawsze mnie intrygowało i dlatego tu zostałam. Choć poznałam historię Żydów dopiero, jak przyjechałam do Polski.

Polityka jest jej bliska

Redaktorka Washington Post zwracała uwagę na to, jak życie w Polsce wpływa na postrzeganie świata polityki. […] Mam poczucie, że lepiej rozumiem pewne rzeczy, bo mieszkam tutaj. Jak się uczysz, to masz inne spojrzenie na świat. Po mieszkaniu w Polsce od razu zrozumiałam podział polityczny w Izraelu. Tam jest podział jak w Polsce przedwojennej: jeden mocny ruch lewicowy jak Piłsudski oraz mocny narodowy jak Dmowski.

Oczywiście nie mogło zabraknąć wątku życia i małżeństwa. W momencie spotkania Anny z Radosławem Sikorskim obydwoje byli jeszcze dziennikarzami, co profesor podkreślała:

To oczywiście jedna z przyczyn, dla których tu zostałam. Szczerze mówiąc jest bardzo trudno powiedzieć mi, jaki on ma wpływ na mnie, ludzie raczej pytają, jaki jest mój wpływ na niego. Jesteśmy małżeństwem ponad 30 lat, więc nasze opinie są już często wspólne. Nie chciałam mieć wpływu na jego decyzje polityczne. Nie pisałam o Polsce, bo nie chciałam, by wyglądało, że tworzymy razem.

Związek z politykiem nie wpływał jednak na jej pracę: Zawsze próbowaliśmy zachować swoje strefy wpływów. Ja pisałam pod swoim nazwiskiem po angielsku, dla angielskojęzycznych wydawnictw. Jako dziennikarka nie powinnam być przedmiotem wywiadu – moją rolą jest ich robienie, a nie tworzenie. 

A jak Amerykanka z pochodzenia ocenia obecny amerykański rząd i Donalda Trumpa?

Wydaje mi się, że to bardzo przełomowy moment. To pierwszy prezydent od 60-70 lat, który nie czuje się częścią wielkiego Zachodu. On nie zna historii, nie czuje historii wojny, nie czuje, że sojusze są ważne. Traktuje organizacje międzynarodowe jako początek dealu: wszystko jest do negocjacji. To duża zmiana. Jest to ważne dla całej Europy. To pierwszy rząd, który nie czuje sympatii w związku z historią. Trump ma negatywny stosunek do Europy. Próbuję zrozumieć, co to będzie dla Europy znaczyło.

Historia książek o historii

Jeszcze zanim została obywatelką Polski, Anna Applebaum w 2012 roku otrzymała od Bronisława Komorowskiego Order Zasługi Rzeczypospolitej Polski za książkę Gułag. Jak mówi autorka:

Wtedy zrozumiałam, że ten temat jest ważny dla Polaków. Zrozumiałam, że w tym orderze nie chodzi o mnie, a o pamięć o gułagu, którą trzeba udokumentować.

Sama autorka przyznaje, że podczas tworzenia książki miała niesamowite szczęście:  Pracowałam w Moskwie w momencie, gdy archiwa były otwarte. Dla rządu rosyjskiego historia była nieważna. Nikt się nią nie interesował i nie miałam wrażenia, że ktoś mnie śledził. Mogłam siedzieć cały dzień w archiwum. Było tam swoiste archiwum łagru. Były tam wszystkie dokumentacje dotyczące miejsca pracy. Najpierw zaczęłam jednak nie od archiwów, ale od pamiętników. W ten sposób zrozumiałam, jakie tematy są ważne dla ludzi. Dowiedziałam się o roli lekarzy. Byli oni ważni, mogli decydować o życiu i śmierci.

Anne Applebaum zwróciła uwagę na trzy filary książki: pamiętniki, dokumentacje i wywiady jako elementy dobrego wglądu w daną historię. Ale czy autorka pisze po polsku?

Mój polski jest zupełnie amatorski. Nie piszę po polsku, co najwyżej mejle. Ortografii nigdy się nie nauczyłam. 

Zupełnie skromnie przyznała, że nagroda nie jest do końca zasługą jakości pracy: Wiem, jakie te decyzje są… to jest trochę przypadek. Zawsze to zależy od priorytetów komitetu, od książek, które są w danym roku. Są ludzie, którzy mocno preferują jedną książkę albo jedną nienawidzą i nie chcą, by wygrała. W latach 90. dopiero pojawiła się możliwość pisania książki o gułagu, w końcu był dostęp do archiwów. Fakt, że książka otrzymała wyróżnienie wynikał chyba z tytułu podjętego tematu. Pewnie też wynikało to z faktu, że byłam pierwszą, która używała archiwów. To był bardzo dobry moment na bycie dziennikarzem.

Dwie ważne rady dla przyszłych dziennikarzy

Studenci dziennikarstwa otrzymali od dziennikarki ważne z perspektywy przyszłej pracy rady. Pierwsza z nich:

No intellectual effort is ever wasted. Nieważny jest przedmiot. Ważne jest, by zrobić to jak najlepiej i jak najszerzej. Nieważne, czym się zajmujesz, będzie to miało efekt. Moje studia literatury dają mi bardzo dużo na co dzień. Na studiach czytanie James Joice i Thomasa Manna. Nieważne, co czytasz, ważne, by zrozumieć to dogłębnie.

Druga rada jest mniej oczywista: Nauczyć się jednego dziwnego języka. Japońskiego, perskiego. Zawsze są potrzebni ludzie, którzy mają wiedzę, której inni nie mają. Jak dostać pracę korespondenta? Znać jeden dziwny język.

A skąd u autorki dziennikarska droga? Ja zawsze chciałam pisać – czy będę pisarką, czy dziennikarką, zawsze chciałam to robić. Próbowałam pisać fikcję, ale mi się nie udało, więc jestem dziennikarką. Nie jestem w stanie zmyślać. Chciałabym, ale nie mogę.

A co, gdybyśmy chcieli zostać korespondentami z jakiegoś niecodziennego miejsca? Applebaum podzieliła się swoimi doświadczeniami:

Po pierwsze: Musisz znać język. Po drugie: Jak najlepiej znać historię rejonu. Nie można być za dobrze przygotowanym. Jak znasz historię, to zadajesz lepsze pytanie. Gdy rozumiesz przyczynę, będziesz lepiej czuć politykę. Trzeba też czytać ich gazety. Jako ktoś z zewnątrz będziesz oczywiście inaczej patrzeć, ale trzeba ich rozumieć. Musisz rozmawiać z jak największą liczbą osób, ale nie tylko z politykami, także z ludźmi z innych sfer. Trzeba też zrozumieć jakiś dział gospodarczy albo jak działa konkretne miasto. Znaleźć jakieś przykłady. Bardzo dobrze jest mieć małe okno do dużej historii kraju. […] Ja temat zmian ekonomicznych potraktowałam bardzo pragmatycznie – zajęłam się fabrykami. Analizując kilka takich miejsc zyskujesz większy obraz. 

Dziennikarka poleciła młodym też kilka lektur:

Dziennikarstwo jest o prawdziwych historiach. Cenię sobie Hannę Krall i jej wywiady także do dzisiaj cenię. Kapuściński jest bardzo ciekawym pisarzem mimo kontrowersji – pisał o świecie z perspektywy Polaka. Tadeusz Konwicki – jego spojrzenie na świat pomogło zrozumieć Polskę. Czesław Miłosz pisał wspomnienia Litwy, które bardzo lubię. Nabokov pisał „Pamięci, przemów!” jako wielkie dzieło sztuki – tak naprawdę jest to książka o rewolucji rosyjskiej i o tym, jak patrzy na nią człowiek, który ją przeżył. Polska ma szczęście – macie dużo dziennikarzy i historyków z zagranicy piszących o Polsce – chociażby Timothy Snyder, Norman Davies. „Bloodline” to jedno z najciekawszych dzieł historycznych ostatnich lat. Opisuje, jak wyglądał cały stalinizm z punktu widzenia osób, które nim żyły.

Inne pokolenia, ale te same cele

To co się zmieniło, to świat informacyjny. Internet, social media – widzę, że my więcej czytaliśmy. Mieliśmy więcej czasu do czytania. Nie było mejli, podczas moich studiów były początki internetu – nie był on powszechnie używany. Nie wiem, czy to lepsze, ale to inne. Mieliśmy inne podejście do pisania i czytania, bo było to dla nas ważne. – podsumowuje profesor Applebaum. I dodaje: Kiedyś trzeba było iść do urzędu. Wszystko wymagało więcej siły i koncentracji. To musi zmieniać podejście do pracy i znajomych. Nie sądzę, że ludzie są inni.

Autorka niedawno wydanej książki Czerwony głód dostrzega, że społeczeństwo jest dziś zdynamizowane i nastawione na szybki rezultat:

Fakt, że wszystkiego można dowiedzieć się tak szybko to źródło braku satysfakcji z demokracji, sprawia, że mamy wrażenie, jakby wszystko działało wolno. Mamy wrażenie przez to, że urzędnicy i politycy są niekompetentni. Jest dysonans między tym, jak żyjemy, a co widzimy w urzędach i w polityce. To nie tylko w Polsce, to problem całego świata. Rewolucja informatyczna ma charakter personalny, sprawiła, że rządy są zawsze o krok z tyłu.

To, co zauważa, to także pewne ryzyko wynikające z obecności polityków w mediach społecznościowych. Jednak nie sami rządzący są tutaj problemem: Politycy nie mają wyboru – muszą być w mediach społecznościowych. Można go użyć jako narzędzie ataku albo do budowania zaufania. Nie wiem, czy problem tkwi w obecności mediów społecznościowych. Musimy rozmawiać, używając go, bo to główne źródło informacji. Jednak Twitter i Facebook akcentują mocno to, co jest sensacyjne. Nawet gorzej niż telewizja. Ci, którzy mają najwięcej lajków to ci, którzy są najbardziej sensacyjni i agresywni. Problemem nie jest brak informacji, ale nadmiar informacji. Social media może mieć zły wpływ na nas przez faworyzowanie gniewu, rozpaczy i histerii.

Widzi też inny problem: w przyszłości praca nad archiwami może być bardzo trudna, a manipulacja faktami – łatwa jak nigdy przedtem. W końcu Facebook niedawno zaliczył wyciek danych na rzecz Cambridge Analytica, prywatnej firmy, która zajmowała się kreowaniem wizerunku Donalda Trumpa. To budzi pewne obawy:

Boję się, że archiwum będzie w prywatnym miejscu, przechowywane przez prywatnych ludzi, którzy mogą nimi manipulować. Groźbą dzisiejszego dnia jest to, że nasze archiwa wpadną w niepowołane ręce.

Polskość to wyzwanie

Na koniec rozmowy pojawiło się pytanie, czy dziennikarka czuje, że zrozumiała polską duszę?

Tu bardziej odpowiedzi trzeba szukać u ludzi, którzy mnie czytają. Jest mi trudno. Ludzie często pytają, czy wolę być w Waszyngtonie, czy w Warszawie. W mojej głowie trudno już odróżnić, co jest w Polsce a co w Ameryce. Nie wiem, czy rozumiem, ja już tym żyję. Wydaje mi się, że tak. Są różne grupy Polaków i punkty widzenia się różnią. Ja nie mogę powiedzieć, że rozumiem myślenie wszystkich Polaków, ale próbuję. 


Autor i zdjęcia: Michał Mielnik