Wrocławski raper, właściciel niezależnej wytwórni muzycznej Play More Records, współtwórca projektów AA TV oraz Bebzacze. Rafał „Antone” Antoszewski swoją profesjonalną karierę muzyczną rozpoczął na przełomie 2001 i 2002 roku. Preferuje oldschoolowe klimaty, ale jest otwarty na różnego rodzaju eksperymenty z nowoczesnymi bitami. Wiosną tego roku będzie miała miejsce premiera jego najnowszego krążka pt. „Antologia”.

Jak zaczęła się twoja przygoda z tworzeniem muzyki?

To była pierwsza klasa gimnazjum albo szósta klasa podstawówki, kiedy wpadłem w klimat pewnej ekipy, z którą słuchaliśmy rapu i pisaliśmy pierwsze rymy. Mieliśmy prymitywne studia w domach, gdzie tworzyliśmy swoją muzę. Freestyle, ławeczka czy granie w zośkę były na porządku dziennym. Ja jeszcze jeździłem na deskorolce, przez co poznawałem wielu ludzi z klimatu hip hopowego, który zaczepił się w moich żyłach po dziś dzień. Nagrywaliśmy kawałki na jamniki dzięki rozmaitym patentom. Bit z jednej kasety łączyliśmy z wokalem i to razem nagrywało się na drugiej kasecie. W tamtych czasach naprawdę dużo się działo i z czasem ta zajawka przerodziła się w coś poważniejszego. Kompletowałem sprzęt, dziś realizuję w swoim studio sporo osób – od swoich ludzi po obcych klientów. Założyłem własny label – Play More Records i prowadzę projekt Bebzacze (red. – organizacja eventów, produkcja odzieży).

Skąd pomysł na prowadzenie kanału AA TV?

Założyłem ten kanał razem z Olą, moją byłą dziewczyną, którą serdecznie pozdrawiam. Tak naprawdę to był duży spontan. Kiedy razem biegaliśmy, to wpadały nam do głowy różne szalone pomysły, a stworzenie AA TV było jednym z nich. Kanał ten miał być w założeniu totalnie niezależną, poświrowaną telewizją, która miała oderwać widzów od standardowej formuły wywiadów i pokazywać w jaki sposób goście odcinków zachowują się na co dzień. Chcieliśmy to osiągnąć dzięki nietypowym i pokręconym pytaniom.

W twojej twórczości wyraźnie widać stylowe nawiązania do starej szkoły. Od jakich artystów czerpiesz inspiracje do tworzenia nowych utworów?

Najczęściej czerpię inspiracje z życia. Opowiadam o tym, co dotyczy mnie bezpośrednio oraz o tym, co dzieje się blisko mnie. Wpadam na pomysł stworzenia tracka i mogę go zrealizować dzięki bitom od bardzo utalentowanych producentów. Dzięki tak dobrze układającej się współpracy tracki piszą się praktycznie same. Mocno inspiruje mnie także klimat oldschoolowej, amerykańskiej sceny rapowej. Należy tu wspomnieć m.in. o Lords of the Underground, Jedi Mind Tricks, Army of the Pharaohs, R.A. the Rugged Man czy Wu-Tang Clan. Bardzo lubię też klimat utworów Gang Starru.

Niedługo wychodzi twoja nowa płyta – „Antologia”. Czy mógłbyś zdradzić ogólną koncepcję krążka i jej motyw przewodni?

Płyta jest motywująca ale nie jest to w stuprocentowo wesołe wydawnictwo. Jest tam sporo egzystencjonalnych treści, które dadzą ludziom do myślenia Są też oczywiście tracki, które będą ich podbudowywać na duchu. Piszę o tym, co się dzieje na bieżąco i po swojemu interpretuję wszystkie bodźce zewnętrzne związane z moim najbliższym otoczeniem, obecnym stanem naszego kraju oraz z relacjami międzyludzkimi. Na płycie znajdują się mocne, głębokie bity, dzięki którym płyta nabiera prawdziwie oldschoolowego klimatu. Dogrywane są też żywe instrumenty. Goście zostali odpowiednio dobrani, nie ma tam przypadkowych osób. To ludzie, których darzę szacunkiem i podzielam ich poglądy, a skoro znaleźli się na moim albumie, to zapewne podzielają też moje. Cała płyta jest bardzo spójnym materiałem – to fajny produkt, który według mnie będzie stanowił ścisłą całość od pierwszego do ostatniego tracka.

Co sądzisz o współczesnym rynku hip-hopowym? Czy planujesz w przyszłości poeksperymentować z newschoolowymi klimatami?

W 2004 roku, kiedy nagrywałem swój pierwszy materiał z Symptomem aka GPD, już wtedy bawiłem się w tworzenie bitów i często podczas produkcji ocierałem się o newschoolowe brzmienia. Symptom jest producentem tworzącym wiele gatunków muzycznych w tym hip hop, elektronikę czy drum & bass. W tamtych czasach lubiłem nagrywać utwory właśnie na podkładach junglowych czy dubstepowych. Po tym, jak wydaliśmy wspólną płytę, dalej nagrywałem w oparciu o newschoolowe brzmienia. Efektem tego jest m.in. Prawo Talionu. Jest tam trochę bitów, które zahaczają o dubstep, a wtedy jeszcze nikt na polskiej scenie nie nagrywał utworów w takim stylu. Po stworzeniu tej płyty wróciłem do trueschoolu, na przekór wszystkiemu i wszystkim. Czułem, że odnajduję się najlepiej na oldschoolowych brzmieniach – bitach „banalnych” czyli z dobrą perką, głębokim basem, pojedynczym samplem, bez kombinowania i przesadnych aranżacji. W przyszłości chciałbym zrobić płytę na bitach w stylu ostatnich krążków Tech N9ne’a czyli na podkładach łączących newschoolowe brzmienia z klasycznymi instrumentami, przy okazji zachowując konwencję oldschoolu. Nie są to utwory plastikowe, techniawkowe, dyskotekowe czy hip-hopolowe. To jest muzyka stworzona przez ludzi, którzy znają się na rzeczy. Przypiekę to szybkimi nawijkami. Po Antologii chciałbym stworzyć album właśnie w takich klimatach. Jestem otwarty na nowości ale mam swoje określone ramy i preferencje.

Czy nagrałbyś coś na typowo trapowym podkładzie?

Pod trapy też mógłbym nawinąć. Tym bardziej, że mój człowiek, DJ Liquid, gra w klubach trapy i czasami nakręcam pod to imprezy w roli hosta (projekt Bebzacze). Według mnie tempo trapu niewiele różni się od tempa dubstepowego, a pod dubstepy radzę sobie całkiem fajnie. Musiałbym to jednak dobrze poczuć, żeby nagrać utwór w takiej stylistyce. Jaram się bardzo różnymi remixami, np. kawałkiem Damiana Marleya ze Skrillexem – Make it Bun Dem. Niestety, na rynek muzyczny wysypało się teraz bardzo dużo słabych trapowych numerów . Nie chciałbym nawijać na takich bitach, jak większość nowoczesnych polskich raperów, bo kłują mnie w uszy. Potrzebuję podkładów z dobrym klimatem, samplem, melodią i duszą, które nie byłyby przeze mnie traktowane jako disco hip-hopolowe. To co się teraz dzieje na rzekomym polskim rynku hip-hopowym to dramat.

Mówisz, że lubisz połączenia muzyki elektronicznej z hip-hopem. Słyszałeś o kooperacji Marshmello z amerykańskimi raperami, między innymi z Logiciem? Odpowiada ci taki styl muzyczny?

Średnio kojarzę ten projekt, ale wiem mniej więcej jak to brzmi.

Dopuszczałbyś do swoich kawałków taki rodzaj remixów?

Akurat znajdujemy się w miejscu, gdzie powstają „żywe nuty” na mój drugi projekt – The Gang Band. Muzycy z zespołu tworzą tu nowe produkcje w klimacie podobnym do Rage Against The Machine. Myśleliśmy ostatnio o tym, by naszą nową EP-kę, którą mamy w planach, pozostawić na newschoolowe trapowe remixy. Zobaczymy, bo to wciąż temat otwarty. Nigdy nie mówię nie, grunt, żeby w utworach był dobry przekaz, żeby ta muzyka była grana „z jajem”, bez autotune’a. To nie może być zwykłe, tępe nawijanie bez żadnego sensu.

Jaeśli miał szansę nagrać feat z dowolnie wybranym raperem, to kto by to był?

Najchętniej nagrałbym ze świętej pamięci ODB. Tak jak wcześniej wspominałem, lubię klimat oldschoolowego rapu ze Stanów więc chętnie nawinąłbym z Vinnie Pazem, z Rugged Manem albo z kimś z Wu-Tangu.

A z polskiej sceny?

Nagrałem już kawałki z wieloma ludźmi z polskiej sceny, z którymi chciałem coś wspólnie stworzyć. Szanuję bardzo donGURALesko za to, co broi muzycznie, więc jak uda mi się kiedyś zrealizować z nim jakiś tune, to będę się tym jarał.


Rozmawiał: Michał Krawczyk
Zdjęcie: Anna Kochet (Facebook – Antone)