Spędził prawie trzy miesiące, jeżdżąc autostopem po Iranie i Pakistanie. Odwiedził bazę wspinaczy pod Mount Everestem. Młody reportażysta, absolwent dziennikarstwa, kilka lat temu wziął plecak i wyruszył, by poznawać świat. Podróże Artura możemy śledzić na stronie „Gdzie jest Czermak?”, a już niedługo przeczytamy o nich w jego debiutanckiej książce.

Twoja pierwsza samodzielna podróż była poszukiwaniem czy ucieczką?

Myślę, że to już było bardziej szukanie niż uciekanie. Jechałem wtedy z konkretnym celem, ze wstępnym zarysem tego, co mnie interesowało.

Wiąże się to w jakiś sposób z tym czy podróżujesz sam czy w grupie?

Tak, jasne. W pierwsza podróż – w założeniu trzymiesięczną – wyruszyłem sam, nie mając zielonego pojęcia o autostopie. Zupełnie nieprzygotowany wsiadłem w samolot, bo wiedziałem, że już wtedy nie będzie odwrotu. Kupiłem najtańszy bilet do Holandii. Później wszystko szło bardzo nieporadnie. W pewnym momencie, gdy dotarłem do Paryża, byłem nawet przekonany, że to wszystko nie jest dla mnie i chciałem wracać do domu. Przeżyłem krótką przygodę, spróbowałem. Nie wyszło – trudno. Mam jednak szczęście do znajdowania się w odpowiednim miejscu i czasie. Będąc już gotowym do powrotu, poznałem grupkę autostopowiczów z Lęborka, których serdecznie pozdrawiam! Zintegrowaliśmy się i przeżyliśmy świetną międzynarodową imprezę pod Wieżą Eiffla, po której zaproponowali mi, bym podróżował z nimi. Gdyby nie oni, moja przygoda z wyprawami skończyłaby się szybciej, niż zaczęła. Sześcioosobową grupą przemierzaliśmy Europę przez trzy tygodnie i w tym czasie wprowadzili mnie w tajniki autostopu, niezmiernie pomogli. Po powrocie do domu natychmiast zacząłem planować kolejne podróże. Przez następny rok czy dwa zawsze podróżowałem z kimś, nabywając potrzebne doświadczenie. Koniec końców tak się jednak poukładało, że postanowiłem wyruszyć samotnie.

Jakie cechy charakteru zmieniła w Tobie lub właśnie ukształtowała samodzielna podróż?

Chodzi o dojrzenie do pewnych spraw i wyciągnięcia wniosków, co zwykle jest długotrwałym procesem. Powiem z własnego doświadczenia – bo nie chcę wypowiadać się za ogół podróżujących – że bycie w drodze uczy zaradności. Zarówno sytuacyjnej, jak i życiowej. Nabiera się pokory i cierpliwości. Uświadamia się sobie, że w życiu nie należy bać się podejmowania decyzji. Jednocześnie ta „nauka” wykracza poza sferę podróżniczą, bo człowiek przebywający przez długi czas z dala od domu, przyjmuje inną perspektywę i bardziej szanuje to, co ma i do czego wraca.

Mówisz, że podróże z jednej strony pomogły Ci dojrzeć, ale z drugiej pielęgnować w sobie wewnętrzne dziecko. Jak to rozumiesz?

Dojrzalszy stałem się na pewno w kwestii bycia z bliskimi, właśnie ze względu na wspomnianą perspektywę. Nauczyłem się planować. Wcześniej miałem milion pomysłów na minutę, ale do większości z nich słomiany zapał. Teraz jestem konsekwentny w tym, co robię i w planach na przyszłość, nawet jeśli ich realizacja miałaby potrwać. A co z wewnętrznym dzieckiem? Staram się cieszyć każdą chwilą, lubię się po prostu śmiać. To jest coś, czego w naszym westernizującym się społeczeństwie – stety lub nie – zaczyna brakować. Ludzie nie pozwalają sobie na beztroskę, na czerpanie z życia. I nie mówię tu o rzuceniu wszystkiego i wyjechaniu w Bieszczady, a o balansie. Moje wewnętrzne dziecko stara się znajdować czas na spokój, zabawę i dla bliskich. Cieszyć się małymi rzeczami.

Takiego podejścia nauczyłeś się od ludzi, których poznawałeś w trasie?

Między innymi tak! Dla mnie definicją podróży w ogóle jest właśnie poznawanie ludzi. Nie jeżdżenie do ładnych miejsc i robienie sobie w nich zdjęć. Oczywiście uwielbiam obcować z naturą. Zdarza mi się na przykład iść samemu w góry i siedzieć tam przez parę dni. Najważniejsi są jednak ludzie. Szczególnie podróżując po miejscach, gdzie nie ma takiego pędu i zachodniego systemu wartości. Tam, gdzie nie ma nieustannej pogoni za karierą, jest czas, który społeczeństwo poświęca sobie nawzajem, tworząc pewne kolektywy. Obserwując takie podejście do życia, w głowie świeci mi się lampka zachęcająca do tego, by w miarę możliwości przekładać je na własne.

W podróży organizujesz akcje i zbiórki charytatywne. Dlatego skupiasz się na pomocy innym? Co Tobie to daje?

Miałem szczęście wychować się w rodzinie, w której nigdy niczego nie brakowało. Z tej racji wpojono mi, że należy pomagać ludziom w mniej komfortowych sytuacjach. Od dłuższego czasu chodziło mi po głowie, by złapać się za wolontariat, co niestety nigdy nie doszło do skutku. W związku z tym, kiedy zobaczyłem, że to, co robię i piszę, dociera do pewnego grona odbiorców, postanowiłem to wykorzystać. Po prostu pomóc. Pierwsza akcja zorganizowana była dla córki ciotki mojego kolegi. Podczas kolejnej zebraliśmy pieniądze na kolonie dla dzieci z Domu Dziecka w Szklarskiej Porębie. Mówię “zebraliśmy”, bo gdyby nie dobrzy ludzie wokół mnie, nic by z tego nie wyszło. A co mi to daje? Na pewno swego rodzaju satysfakcję. Może to trochę egoistyczne podejście, ale każdy z nas trochę go w sobie ma. Uświadomiła mi to kobieta, zajmująca się regularną pomocą dla tego domu dziecka. Nie można wstydzić się faktu pomagania, należy mówić o tym głośno. Daje to człowiekowi satysfakcję. Trzeba być zarazem świadomym tej odrobiny egoizmu i nie pozwalać nikomu z zewnątrz jej wytykać.

Cele Twoich podróży to głównie kraje islamskie, a na ich temat w Polsce istnieje niestety wiele stereotypów. Dlaczego w dzisiejszym świecie są one tak krzywdzące?

Opinię na temat islamu i muzułmanów ludzie wyrabiają sobie przez to, co zobaczą i usłyszą w mediach. Pojęcie wolnych mediów zaś nie istnieje, one zawsze są stronnicze. Chociażby dlatego, że zwyczajnie nie podaje się wszystkich informacji. W polskim serwisie informacyjnym usłyszymy o Pakistanie jedynie to, że w Karaczi czy Kwecie nastąpił zamach terrorystyczny i zginęli ludzie. W Europie – tak samo. Imigrant to, imigrant tamto. Odbiorcy nie zdają sobie sprawy z tego, że najwięcej ofiar radykalnych muzułmanów stanowią inni muzułmanie – nie Europejczycy – a migracje na większą skale odbywały się choćby po wojnie w Jugosławii. Stereotypy są więc kreowane przez niekompletność i wybiórczość informacji w mediach. Społeczeństwo często wypowiada się bez świadomości na tematy, o których niewiele wie, jednocześnie nie poświęcając czasu, by to zmienić. I w ten sposób tworzą się właśnie te krzywdzące stereotypy.

Zdarzyło się już, że zainspirowałeś kogoś do podróży i poznawania świata. Ludzie jednak często boją się rzucić wszystko i wyjechać. Jak przełamać ten strach?

Po pierwsze, jak wspomniałem, nikt nie mówi o rzucaniu wszystkiego (śmiech)! To raczej kwestia zawzięcia i przemyślenia, czego się od życia oczekuje. Nie wszyscy muszą zmieniać swoje życie i ruszać w świat. Większość tego nie chce, bo strach przed nieznanym jest czymś naturalnym, to zwykły instynkt. Kiedy czegoś chcesz, to za wszelką cenę znajdziesz sposób, by zrealizować ten pomysł. Jeśli ktoś jest wykształcony, to nawet gdy rzuci pracę, prędzej czy później znajdzie nową. Nie nakłaniam jednak, nie mówię, jak trzeba żyć, bo tego nie wiem. Robię po prostu swoje i jeżeli komuś się to podoba i dzięki temu sam zechce spróbować przygody, mogę się tylko cieszyć.

Opowiedz więcej o swoich planach na ten rok. Szykujesz coś oprócz książki?

Książka jest już na bardzo zaawansowanym etapie, jest napisana i się składa. Premiera w połowie marca. Jest zbiorem reportaży z podróży i jednocześnie rozliczeniem przez ich pryzmat z niełatwymi wydarzeniami z życia, jakie spotkają każdego z nas. Wydaję jako self-publisher, więc jest mnóstwo roboty. Zachęcam do śledzenia prac i aktualizacji na mojej stronie na Facebooku: Gdzie jest Czermak? Niedługo ruszam też ze stroną internetową. Chcę podnosić poziom moich działań proporcjonalnie do wzrostu umiejętności pisarskich. Po premierze kilka miesięcy poświęcę na promocję książki w całej Polsce: Łodzi, Krakowie, Poznaniu, Warszawie i – mam nadzieję – innych miastach. Oprócz tego wspólnie z moim kolegą Dawidem, montażystą filmowym, prowadzimy podróżniczy kanał na YouTube. Z kolei na początku lipca chcę wrócić do tego, co dla mnie najważniejsze: podróży. W tym roku planuję odwiedzić Azję Centralną i dawne republiki radzieckie. Jestem bardzo ciekawy, jak wygląda połączenie islamu i pozostałości po sowieckich wpływach.


Rozmawiała: Karolina Szachniewicz
Zdjęcia: Artur Czermak, Facebook: Gdzie jest Czermak?