Dawno, dawno temu żyła sobie Emma Swan (Jennifer Morrison), zwyczajna kobieta. Pewnego razu do jej domu zapukał chłopiec imieniem Henry Mills (Jared S. Gilmore), który twierdzi, że jest jej… synem. Od tej pory życie Emmy już nigdy nie wyglądało tak samo.

Dawno, dawno temu…

Emma Swan myślała, że jest zwyczajną kobietą. Dopóki nie odkryła, że jej rodzicami są Królewna Śnieżka (Ginnifer Goodwin) i Książę (Josh Dallas). Trafia do bajkowego miasteczka Storybrooke. Na jego mieszkańców została rzucona klątwa i żadna z postaci nie pamięta kim naprawdę jest. Mieszkańcy prowadzą normalny tryb życia. Nad wszystkim czuwa Pani Burmistrz Regina Mills (Lana Parrilla), czyli Zła Królowa, która odpowiada za całe zamieszanie. Emma jest wybawczynią, która może ocalić całe miasto i złamać klątwę. Musi jednak uwierzyć, że bajki istnieją naprawdę.

W pierwszych odcinkach po kolei poznajemy historie różnych postaci. Oprócz losów Królewny Śnieżki i Księcia odkrywamy opowieści m.in Czerwonego Kapturka (Meghan Ory), Belli (Emilie de Ravin) czy Rumpelstiltskina (Robert Carlyle). Sposób w jaki zostały stworzone ich historie jest nieprzewidywalny i niebanalny. Wątki poprowadzone są w bardzo sprytny i intrygujący sposób, ponieważ w pewnym momencie okazuje się, że każda z postaci ma ze sobą związek. W tym serialu nic nie dzieje się przez przypadek, a twórcy ciągle sypią nowymi pomysłami jak z kapelusza.

 

Nie tylko księżniczki

Zdecydowanie zrezygnowano z typowego wzoru księżniczek Disneya, za to stworzono prawdziwe wojowniczki. Każda z bohaterek jest wyrazista i każdej aktorce należą się brawa za wykreowanie fantastycznej postaci. Czy jest to Elsa (Georgina Haig), Mulan (Jamie Chung), Kopciuszek (Jessy Shram), Ariel (JoAnna Garcia Swisher), Aurora (Sarah Bolger) czy Dżasmina (Karen David), każda z nich jest prawdziwą wojowniczką, dążącą do obranego przez siebie celu. Nie boją się ubrudzić czy chwycić miecz do ręki i czasami nawet noszą spodnie, zamiast sukni. Oprócz dobrych bohaterów w serialu mocno zarysowana jest również sfera czarnych charakterów oraz motyw walki dobra ze złem. W zasadzie przez cały serial przewija się wątek happy endu i walki z mrokiem. Z czasem obserwujemy przemiany złych na dobrych. Wydaje się przewidywalne? Nic bardziej mylnego. Antybohaterowie mają swoje oddzielne historie, które są równie poruszające, co opowieści „dobrych” postaci. Wszystko jak zwykle opiera się o miłość, poświęcenie i dobro rodziny, ale nie jest to banalne, wręcz intrygujące. Moje serce od początku skradła Zła Królowa jej droga od okrutnej władczyni, po kochającą matkę jest niezwykła i wzruszająca. Jednak mimo przemiany, wcale nie straciła pazura. Lana Parilla w tej roli sprawdziła się doskonale i nie wyobrażam sobie lepszej Złej Królowej. Oprócz niej w Storybrooke namieszają również m.in. Królowa Śniegu (Elizabeth Mitchell), Zła Czarownica z Zachodu (Rebecca Mader), Maleficent (Kristin Bauer van Straten) czy Cruella de Vil (Viktoria Smurfit).

Między światami

Na uznanie zasługuje również scenografia. W serialu przechodzimy przez różne wymiary, krainy i czasy. Raz jesteśmy w Storybrooke, raz w Zaczarowanym Lesie, Nibylandii, Agrabahu, a jeszcze np. w czasach Króla Artura. Jest tego sporo, jednak twórcy nie pozwalają się widzowi zgubić. Wszystko jest dokładnie wytłumaczone. Każde z miejsc oddaje ducha konkretnej bajki. Efekty specjalne nie zawsze są do końca udane i ma się wrażenie jakby były robione w latach 90., jednak wykreowanie konkretnych światów to prawdziwy majstersztyk. Twórcom na pewno nie brakuje wyobraźni. Tak samo jak kostiumologom. Każda postać, obojętnie w jakim znajduje się świecie ma doskonale dobrany strój. Bohaterowie do złudzenia przypominają postacie z bajek, a stroje odwzorowują konkretne czasy i konkretny świat. Z niebywałą precyzją zostały wykonane suknie, zbroje czy makijaże aktorów. Nie mogłam oderwać oczu od charakteryzacji.

Ciąg dalszy nastąpi…

Produkcja stacji ABC trwa już 7 lat (pierwszy sezon ukazał się w 2011 roku), od niedawna można oglądać już 7. sezon, w którym przenosimy się do zupełnie nowego miasteczka z zupełnie nowymi bohaterami. Henry Mills jest już dorosły i pragnie napisać własną bajkę. Wraz z nim na ekranie ze starej obsady pojawiają się Kapitan Hook, Zła Królowa, Zła Czarownica z Zachodu i Rumpelstiltskin. Twórcy bardzo zachłysnęli się sukcesem produkcji i wciąż starają się tworzyć nowe historie. Pomysłów im nie brakuje, jednak niektóre opowieści są już naciągane. Czasami lepiej skończyć w odpowiednim momencie niż produkować tasiemca. Nowe odcinki cały czas są kręcone, więc możemy spodziewać się jeszcze więcej bajek, więcej magii i więcej przygód. Serial zasługuje na uwagę, jest jedyny w swoim rodzaju, a bajki jeszcze nigdy nie zostały przedstawione w taki sposób. Oby tylko przesada nie okazała się zgubna dla tak intrygującego serialu. Ale jak to zwykle bywa i, jak mówi motto całej produkcji, wszystko ma swój szczęśliwy koniec.

 


Autor: Adrianna Machalica
Zdjęcia: instagram