Piosenka Bohemian Rhapsody zespołu Queen została niedawno ogłoszona przez Universal Music Group najczęściej odtwarzanym utworem XX wieku. Zdaje się, że to między innymi za sprawą filmu biograficznego, dzięki któremu ten i tak już kultowy zespół zyskał drugie życie.

Chyba nie ma takiej osoby, która nie zna zespołu Queen, nie kojarzy Freddiego Mercury’ego lub nie słyszała nigdy Bohemian Rhapsody. Nic więc dziwnego, że Bryan Singer pokusił się na stworzenie filmu na temat tego światowego fenomenu.

W 1975 roku singiel Bohemian Rhapsody ujrzał światło dzienne na antenie londyńskiego Capital Radio, a prawie 45 lat później (dokładnie 24 października 2018 roku) biograficzny film muzyczny o tym samym tytule zadebiutował na ekranach kin. Pokazuje on historię jednego z najbardziej popularnych wokalistów na świecie – Freddiego Mercury’ego (Rami Malek), który sam nadał sobie ten pseudonim sceniczny. Naprawdę nazywał się Farrokh Bulsara i urodził się w Zanzibarze. Zawsze był przewrażliwiony na punkcie swojego wyglądu ze względu na cztery dodatkowe siekacze. Nie mając jeszcze 25 lat, dołączył do małej kapeli jako wokalista. Kariera zespołu rozwinęła się w bardzo szybkim tempie, a Mercury nie tylko nadał sobie nowe imię, lecz wymyślił także nazwę Queen. Potem już tylko na członków zespołu czekały platynowe płyty i miliony fanów na całym świecie.

Show must go on

Film ukazał pełne barw i energii życie sceniczne Freddiego, ale również w bardzo subtelny sposób przedstawił jego życie prywatne. W moim odczuciu nie został pokazany jako rozwiązły imprezowicz, choć pojawiły się sceny szalonych domówek, lecz jako bardzo wrażliwy i samotny człowiek. Również sprawa jego zachorowania na AIDS w filmie została poruszona bardzo delikatnie. Oglądając Bohemian Rhapsody  poznajemy także postać Mary Austin (Lucy Boynton) – najlepszej przyjaciółki i miłości życia Mercury’ego oraz manipulującego nim Paula Prentera (Allen Leech). Uśmiech na twarzy wywołują sceny, ukazujące powstawanie poszczególnych piosenek, które wybrzmiewają przez cały czas trwania filmu.

Szczególne uznanie należy się odtwórcy głównej roli, którym jest Rami Malek. Jego zadanie było o tyle trudne, że nie grał on roli istniejącej tylko na kartach scenariusza, lecz musiał zagrać prawdziwą, żyjącą kiedyś postać. Malek zrobił to niemal perfekcyjnie. Częścią jego charakteryzacji była nakładka na zęby, która miała odwzorować specyficzne uzębienie Freddiego Mercury’ego i stanowiła z pewnością duże utrudnienie, jeśli chodzi o mowę i mimikę. Rami Malek wywiązał się jednak ze swojego zadania doskonale, odtwarzając ruchy gwiazdy Queenu. Porównać go z oryginałem można szczególnie w scenie, która ukazuje koncert Live Aid na stadionie Webley.

W filmie Bohemian Rhapsody nie zabrakło mi niczego. Podczas seansu otrzymałam całe spektrum emocji, dobrze przedstawioną fabułę (choć było oczywiście kilka nieścisłości z prawdziwą historią), świetne aktorstwo oraz piękne zdjęcia. Zarzut z jakim się spotykałam względem tej produkcji, to że jest ona zbyt cukierkowa i idealna. Jednak jasne jest, iż film jest hołdem w stronę Freddiego Mercury’ego oraz zespołu Queen, a nie ma obnażać kontrowersyjne wątki z życia muzyków. Bohemian Rhapsody do tej pory zgarnęło już dwa Złote Globy (najlepszy dramat, najlepszy aktor w dramacie), dwie nagrody BAFTA (najlepszy aktor pierwszoplanowy, najlepszy dźwięk) i wiele innych. Teraz już tylko czekamy, jak rozstrzygnie się 5 nominacji do Oscarów.


Autor: Oliwia Rybiałek
Zdjęcia: screeny z YouTube