Borg/McEnroe przedstawia historię turnieju wielkoszlemowego Wimbledon 1980, a dokładniej jego dwóch głównych bohaterów – Bjorna Borga i Johna McEnroe. Dzieło skupia się przede wszystkim na ich zmaganiach poza kortem – walce ze słabościami i rozterkach w drodze na szczyt. Pokazuje także kulisy turnieju i odzwierciedla to wszystko, czego widzowie oglądający Wimbledon w 1980 roku nie mogli doświadczyć. 

Pozostały już tylko dwa najważniejsze spotkania tegorocznej edycji turnieju w Londynie. Wśród pań, w finale Wimbledonu zobaczymy najbardziej utytułowaną w tourze Serenę Williams i Rumunkę Simonę Halep. Później na kort centralny wyjdą panowie – Novak Djokovic i Roger Federer. To dobry moment, by wspomnieć o wielkich postaciach światowego tenisa. To dobry moment dlatego, że do głosu zaczyna dochodzić Leo Borg, syn Bjorna. Historia wielkiego meczu, który nie tylko był spektaklem najwyższej klasy, ale też zwiastunem zmian w życiu tenisistów.

Zupełnie różni, a jednak tacy sami

Sylwetka Bjorna Borga przedstawiona jest dość rozlegle i szczegółowo. Występuje wiele retrospekcji z dzieciństwa tenisisty, które kształtują jego obraz w świadomości widza. Na podstawie filmu można wywnioskować, że Szwed przeszedł ogromną metamorfozę, która była możliwa dzięki jego trenerowi – Lennartowi Bergelinowi. To Bergelin zobaczył w nim kogoś wyjątkowego, przede wszystkim człowieka, który tenisa traktuje jako najważniejszą sprawę w życiu i poświęca się jej w całości. Borg w swojej bardzo krótkiej, dziesięcioletniej karierze wygrał aż 64 turnieje, z czego 11 było wielkoszlemowych. – Bjorn będzie fenomenalny do momentu, w którym pierwszy raz przegra, wtedy wszystko się rozsypie – stwierdził Bergelin, podsumowując karierę i charakter swojego podopiecznego.

Z drugiej strony jest John McEnroe. Amerykanin jest postacią podrzędną dla filmu, jakby dopełnieniem Borga i jego lustrzanym odbiciem. W produkcji pełni rolę czarnego charakteru, ale mimo wszystko jego charakter nie jest tak prosty i czarno-biały. W późniejszych etapach dzieła okazuje się, że bohaterowie posiadają wiele wspólnych cech, które jednak na obu przekładają się zupełnie inaczej.

Fikcyjny dokument

By dobrze ocenić wartość dokumentalną filmu, należy zastanowić się jak obrazy w nim przedstawione kształtują rzeczywistość. W produkcji występują zarówno momenty skrajnie fikcyjne, jak i te odzwierciedlające fakty. Turniej Wimbledon 1980 rzeczywiście się odbył, turniejowa drabinka wyglądała tak samo, wyniki były identyczne, cała otoczka turniejowa została bardzo dobrze pokazana. Fikcja zaczyna się w momencie, gdy poznajemy sylwetki obu bohaterów.

Zarówno postać Borga, jak i McEnroe przedstawione są w sposób mocno przerysowany. Szwed owszem, był bardzo spokojny i małomówny, ale nie cechował się wyrachowaniem, gniewem, był pełen ciepła i dobroci. Z kolei Amerykanin nie był aż tak cyniczny i bezczelny, co zresztą sam podkreślił w jednym z wywiadów dla CanalPlus. – Nie byłem takim dupkiem – mówił McEnroe, jawnie krytykując produkcję. Borg film ocenił na chłodno, ale stwierdził, że ani on ani jego rywal nie byli zaangażowani w tworzenie dzieła.

Jak było naprawdę?

Film szeroko skomentował również były polski tenisista, który obu bohaterów zna z kortu – Wojciech Fibak. Zdementował, jakoby Borg cokolwiek powiedział do McEnroe w przerwie meczu, poza tym – co najważniejsze, obalił teorię lansowaną w filmie, że już od pierwszej rundy dwaj tytułowi bohaterowie czekali na siebie w finale. Profesjonalny zawodnik skupia się zawsze na każdym kolejnym rywalu, nie tworzy harmonogramów na ścianach pokoju hotelowego, nie analizuje gry rywala w każdym meczu z dozą niepewności. Tylko następny mecz.

– Jeżeli ja wychodzę na kort i nie mogę się doprowadzić do stanu, że będę nienawidził przeciwnika, sędziego i publiczności, to nie mogę grać swojego najlepszego tenisa. Ja muszę nienawidzić, bo dostaję wtedy takiego szału, że daję z siebie wszystko. Nie czuję bólu, niczego. Przyznał, że ze wszystkimi tak grał, tylko nie z Borgiem, bo miał do niego tak olbrzymi szacunek, że nie mógł wykrzesać w sobie tej złości – relacjonował Fibak.

Borg/McEnroe o emocjach, presji i ludziach

Dzieło Janusa Metza należy oceniać pozytywnie pod względem treści i sposobu przedstawienia rzeczywistości. Film, mimo wszystko, trzyma się faktów i to na nich buduje fabułę, rozbudowując przy tym sferę metafizyczną bohaterów. To z pewnością sprawia, że wrażenia audiowizualne widza są lepsze i film nie ogranicza pola zainteresowanych tylko do wielkich fanów obu dżentelmen czy tenisa, ale każdy znajdzie w nim coś dla siebie.

 


Autor: Dawid Walczuk
Zdjęcia: Instagram