Wielka Brytania podpisała umowy wyjściowe i niebawem może wystąpić z Unii Europejskiej. Jeśli do tego dojdzie, wrocławscy studenci mogą mieć problem z dotarciem na Wyspy i rozpoczęciem tam edukacji. Studia na pewno staną się droższe, bo nie będziemy traktowani jak Brytyjczycy – mówi Jacek Wasik z biura Komisji Europejskiej. Co jeszcze się zmieni?

W niedzielę 25 listopada delegacja Wielkiej Brytanii wynegocjowała warunki wyjścia ze struktur Unii Europejskiej. Prawie 600-stronnicowy dokument nie zawiera żadnych umów handlowych ani międzynarodowych, informuje tylko o warunkach Brexitu. Kwestie takie jak los studentów nie są jeszcze umocowane prawnie. To dobry czas, by wynegocjować lepsze porozumienia. Wielkiej Brytanii zależy na studentach z Europy – tłumaczy dr Justyna Bokajło z Katedry Studiów Międzynarodowych Uniwersytetu Wrocławskiego. Optymistycznie patrzy ona na negocjacje międzynarodowe: To spory rynek zatrudnienia dla profesorów i pracowników akademickich. Na pewno nie znikną stypendia dla studentów – tzw. kredyty studenckie. W części uczelni mogą wzrosnąć opłaty, ale europejscy absolwenci są dla brytyjskich pracodawców ważni. Jak informuje nasza rozmówczyni, program Erasmus+ w roku akademickim 2019/2020 nie zmieni swojej formy. Nie oznacza to jednak, że będzie to bezproblemowa procedura.

Długa walka Brytyjczyków

O Brexicie mówi się już od dwóch lat. W czerwcu 2016 roku 52% obywateli Anglii, Szkocji oraz Irlandii Północnej i Walii przegłosowało wyjście ze wspólnoty. Końca sprawy długo nie było widać. Dlatego co do jej rozwiązania bardziej sceptyczny jest Jacek Wasik, dyrektor Regionalnego Biura Komisji Europejskiej we Wrocławiu:

Rząd brytyjski chciał wynegocjować porozumienia, na zasadzie których mógłby sobie wybierać z europejskiego menu to, co jest dla nich korzystne, nie stosując się do innych, obowiązujących w Unii Europejskiej przepisów.

Wszelkie pertraktacje mogą jednak zdać się na nic, jeśli Izba Gmin Parlamentu Europejskiego nie zgodzi się na przywiezione przez Theresę May z Brukseli porozumienie. Wtedy zamiast “uporządkowanego Brexitu” możemy mieć do czynienia z jego twardą odmianą, które w życie zacznie wchodzić od 29 marca.

Na miękko czy na twardo?

Jeśli Wielka Brytania zgodzi się na zatwierdzone przez państwa Unii porozumienie, zmian nie odczują ani obywatele UE przebywający w Wielkiej Brytanii, ani Brytyjczycy będący w krajach wspólnoty. Natomiast w przypadku twardego Brexitu może pojawić się całkowity chaos. – tłumaczy Jacek Wasik i wylicza:

Przynajmniej na początku mogą zostać zawieszone połączenia lotnicze – przede wszystkim z portów regionalnych, również z Wrocławia. Będzie też trudniej przekraczać granicę. Może się okazać, że nie wystarczy dowód osobisty i konieczny będzie paszport.

Nie będzie jednak trzeba mieć wizy, jak zapewniają w biurze Komisji Europejskiej. Można jednak spodziewać się wydłużonej kontroli na lotniskach.

Brexit nie jest jednogłośną decyzją parlamentu brytyjskiego. 11 grudnia może on głośno wyrazić swoje niezadowolenie wobec porozumienia z UE.

Zmiany dotkną też sektora komercyjnego. W początkowej fazie może być problem z korzystaniem ze sklepów z wysyłką z Wielkiej Brytanii, np. Amazona. Przy radykalnym wyjściu z Unii mogą także pojawić się  kłopoty ze sprowadzaniem brytyjskich aut. Na szczęście do końca 2020 roku nie odczujemy konsekwencji. Wszystko za sprawą okresu przejściowego. Jak tłumaczy Justyna Bokajło, Brytyjczycy stracą prawo głosu w obradach organów Unii Europejskiej, ale będą płacić na rzecz wspólnoty oraz negocjować umowy handlowe z krajami członkowskimi, a przez ten czas wszystko będzie działać na dawnych warunkach.

Nie pozostawia ona jednak złudzeń: Polska straci bardzo dużo z finansowego punktu widzenia. Jeśli odejdzie trzeci największy płatnik, to gdzieś ten budżet trzeba będzie wyrównać. Nasze dotacje się zmniejszą, a składka wzrośnie. Możemy też mieć problem z zawarciem nowych umów ekonomicznych: Polska nie jest w strefie Euro. Dodatkowo może dojść ryzyko kursowe, a kwestia przewalutowań będzie dyskusyjna.

To jak będzie?

Jak przewidują analitycy, możemy spodziewać się twardego Brexitu, ponieważ zarówno rządząca partia konserwatywna, której przewodzi May, jak i Partia Pracy są przeciwko obecnemu kształtowi porozumienia. Sytuacji bacznie przyglądają się media europejskie i światowe, a także komentują ją politycy z całego globu. Shizno Abe, premier Japonii, radzi Wielkiej Brytanii zrobić wszystko, by uniknąć agresywnego wyjścia ze wspólnoty. Sami Brytyjczycy zaś nie do końca wiedzą, co sądzić o sprawie. Wg Yahoo News porozumienie popiera 37% ankietowanych, a 35% jest przeciw. Natomiast aż 26% osób jest niezdecydowanych. Brytyjski parlament przegłosuje przyjęcie ustaleń 11 grudnia.


Autor: Michał Mielnik
Zdjęcie: Max Pixel