Czego słuchają Berlińczycy w podróży? Czym dudni metro w stolicy Niemiec? Co gra w duszy tej multikulturowej metropolii? Włącz głośniki – zapraszam na małą wycieczkę po dźwiękach, tekstach i emocjach – pisze Izabella Kmieć.

 

Zapytałam kilku przyodzianych w słuchawki pasażerów berlińskiego metra, czego słuchają w tym momencie. Nie wszyscy zgodzili się na to pytanie odpowiedzieć – no cóż, przecież w jakimś sensie chciałam wprosić się na prywatny koncert, grany tylko dla nich. Kilka osób jednak odważyło się i zdradziło mi, co im w uszach gra.

Pleo, młoda dziewczyna o azjatyckiej urodzie czekała na stacji U Alt-Mariendorf razem z Bruno Marsem, a konkretnie – z jego piosenka 24K Magic

Fantazyjnie ubrana Federike w średnim wieku słuchała czegoś o wiele bardziej klasycznego niż jej ubior — Oratorium Jephta HWV 70 skomponowanego przez G.F.Händla. W pomarańczowych, dużych słuchawkach Leny pobrzmiewał utwór Denkmal grupy Wir sind Helden. Nie zabrakło gwiazd światowej sławy – Karin podróżowała w rytm Can’t stop the feeling Justina Timberlake’a.

Choć Martin i Marco to nieco podobne imiona, gusta panów okazały się skrajnie różne. Pierwszy wsłuchiwał się w Hall of Mirrors zespołu The Distillers, drugi czekał na metro posilając się muzyka techno grupy An Active Trip Flash In The Night.

Wisienką na torcie jest czarnoskóry Vernon, a właściwie – Vernon D. Hill, który okazał się muzykiem słuchającym swojego własnego nagrania – Blood at the Roots. Niesamowity człowiek, który niemal wcisnął mi swoje słuchawki na uszy. I wiedział, co robi, bo warto było to usłyszeć.

Nie zabrakło oczywiście akcentów polskich. Irek zasłuchany był w zespół THUNDERMOTHERIt’s just a tease, a Nicola w nasz rodzimy Happysad. Konkretnie – w kawałek W piwnicy u dziadka.

A o rozrywkę populacji podróżującej bezsłuchawkowo zadbali uliczni muzycy stacjonujący na stacjach metra. Cóż, nie ucieknie się od muzyki…

Autor | Izabella Kmieć (z Berlina)