Prezentem od MPK z okazji Dnia Kobiet jest nowy system biletowy. Podarek ten spełnia teoretycznie wszystkie wymogi prezentu idealnego – jest nowoczesny, drogi, elegancki, a jednocześnie przydatny. Brzmi – perfekcyjnie, tradycyjnie – tylko brzmi. Bo i co, że kasowniki czarne, lśniące, jak wypastowane, przeglądać się można w trakcie podróży, skoro – coś nie działa.

Coś się kończy, coś zaczyna, coś pomiędzy tymi dwoma się komplikuje. Ekran dotykowy, ale jakiś dziwny, biletu nie drukuje, tylko na jakiejś karcie zapisuje, ale której? Że niby swoje pieniądze mam zakodować na bilecie? A jak ukradną? Kto, gdzie, może pani pomóc mi bilet kupić, bo mi tutaj czerwony krzyżyk się pojawia zamiast autoryzacji… I mnożyć się będą te pytania i komplikacje, dopóki każdy z pasażerów nie opanuje nowego systemu. A, jak wiadomo, opanowywanie będzie przebiegało metodą pantoflową – pani pokaże panu, pan pokaże pani, dziecko nauczy babcię… Mnożyć się będą sposoby, techniki, plotki i motywy (z tym, że kiedyś było lepiej, na czele). Może po roku wszyscy będą wiedzieć, co i jak, a przede wszystkim – po co ulepszać, skoro było dobrze. A może nie było? Może wystarczyłby bukiet różowych tulipanów dać kobiecie, a nie nowy kasownik? Stare, żółte, wiszą wciąż i szydzą ze zdezorientowanych podróżnych, przełykając gorzko pójście w odstawkę (zawsze zdarzy się ktoś, kto wręczy ósmego marca czekoladki innej dziewczynie, niż w zeszłym roku). I tak ktoś już odkleił humorystyczne wlepki, jakimi ozdobiono je na te ostatnie trasy, co mnie cieszy. Zapewne wiele osób, ze mną na czele, zauważyło komiksowe oczy naklejone ponad dziurką do kasowania w późnych godzinach nocnych, po spożyciu kilku delicji z wszelkiej maści barów i pubów, i zastanawiało się, czy to z otaczającym światem stało się coś dziwnego, czy ich umysł odkrył nowy stan świadomości. Zmiany zawsze są konfundujące – stwierdzenie tak banalne, że aż smutne, tak jak użycie przeze mnie anglicyzmu zamiast wyrazu rodzimego.

Niestety, czasem nikt nic poradzić nie może; pozostaje przystosować się, aby przetrwać, nadążyć za rzeczywistością, nie zginąć. Kupić ukochanej bilet w nowym kasowniku zamiast kwiatka, imponując jednocześnie znajomością świeżutkiego systemu (bilet jest trwalszy niż róża). Chyba że ktoś woli bardziej tradycyjną, lecz wciąż zmotoryzowaną w pewnym stopniu metodę poruszania się po mieście – rowerem. Ale korzystanie z systemu rowerów miejskich to temat na osobny felieton.


Tekst i zdjęcie: Nina Paśniewska