Pierwszym krokiem była walka o przeżycie. Drugim odbudowanie zerwanych więzi. Trzecim uświadomienie sobie tragedii. A czwartym rozczarowanie dalszym życiem. Katarzyna Boni w reportażu „Ganbare! Warsztaty umierania” przyjrzała się Japonii po potrójnej tragedii z 2011 roku –trzęsieniu ziemi, tsunami i awarii elektrowni atomowej.

„Ganbare!” oznacza tyle co „daj z siebie wszystko!” „trzymaj się!”, „walcz!”. To pozostało Japończykom, z których około 18 tysięcy zabrało tsunami, a kolejne tysiące wciąż odczuwają skutki awarii elektrowni jądrowej Fukushima I. Katarzyna Boni przyjrzała się ich życiu kilka lat po katastrofie. Matsumura jako jedyny z 14 tysięcy pozostał w napromieniowanej wiosce Tomioka. Masaaki i Yasuo nauczyli się nurkować i robią to wraz z turystami – tyle że szukają ciał swoich krewnych, a nie rozrywki. A wielu innych postanowiło przygotować się na własną śmierć, by ze spokojem móc przeżyć resztę dni.

Co było, a co jest?

W marcu 2011 roku oczy świata były zwrócone ku Japonii. Niewyobrażalna tragedia przyciągnęła uwagę i wsparcie milionów ludzi. Jednak nasza pamięć jest krótkotrwała. Dla wielu z nas tsunami, które nawiedziło ten kraj, i awaria elektrowni atomowej są już przeszłością. Dla osób mieszkających w regionie Tōhoku, i nie tylko, to wciąż żywa historia. Reporterka wybrała się tam kilka lat po kataklizmie, by się o tym przekonać i uświadomić swoich czytelników.

Miasta i wioski widma – to dziś częsty obraz północno-wschodniej Japonii. Były w nich rzędy domów i ogrody. Nie ma. Główne zakupowe ulice. Nie ma. Porty. Nie ma. Autorka często posługuje się długimi wyliczeniami, by zobrazować wymiar tragedii. Na wybrzeżu to, czego tsunami nie zdołało zabrać w odmęty wody, często jest skażone promieniowaniem. Wtedy albo zabronione jest zbliżanie się do tych terenów, albo sporadycznie można przyczynić się do ich oczyszczania, by za kilkadziesiąt lat móc wrócić.

Co więc zostało? W Rikuzentakacie sosna, której po roku umarły korzenie. Przekonanie, jak u pana Żaby, że w każdym pomieszczeniu trzeba przyjrzeć się przymocowaniu półek i zdecydować, czy jest bezpieczne. Przeterminowane, bo już powinny pozostać puste, tymczasowe osiedla, gdzie żyje się ściana w ścianę z sąsiadami i czeka na przeprowadzkę – tylko ile razy można zaczynać od nowa? Traktowanie hibakusha, napromieniowanych, jak trędowatych, z którymi lepiej się nie zadawać, i ich ciągłe zastanawianie się, czy coś jest efektem napromieniowania, czy jednak nie? To tylko cząstka przejmujących relacji, które udało się zebrać reporterce.

Od baśni do rzeczywistości

Boni doskonale łączy w swojej książce relacje Japończyków dotyczące życia przed i po tsunami z przybliżaniem czytelnikowi ich kultury. Dlaczego odnalezienie ciał bliskich jest szczególnie ważne? Ponieważ bez odpowiedniego pochówku ich dusza nie zazna spokoju – wróci do swoich niedokończonych spraw na Ziemi.

Intrygująco przechodzi od świata baśni do rzeczywistości. Wylicza rodzaje zjaw z wierzeń Japończyków, tych mniej i bardziej niebezpiecznych, by zaraz dojść do duchów w Tōhoku, które „zaczęły pojawiać się mniej więcej pięć miesięcy po tsunami”. A jeszcze później przytacza powtarzaną historię o mayoiga, chacie ukrytej w lesie przynoszącej szczęście odwiedzającym. I wypisuje nazwy miasteczek pełnych opuszczonych domów, które nikomu już szczęścia nie przyniosą.

Zjesz ten ryż?

Przeczytanie „Ganbare! Warsztaty umierania” z poczuciem obojętności wydaje się niemożliwe. Nie tylko ze względu na temat, ale i sposób, w jaki autorka prowadzi z czytelnikiem dialog. „Co zrobisz, jeśli ziemia zatrzęsie się, kiedy będziesz w sklepie i ze sklepowych półek będą na ciebie leciały butelki i puszki? A co zrobisz, kiedy będziesz w biurze i zaczną spadać segregatory z dokumentami, a drukarki ustawione na szafkach z kołkami będą jeździć po pokoju?”. Nie wiemy, bo trudno nam sobie takie zdarzenie wyobrazić.

Jeszcze silniej na czytelnika oddziałuje pytanie, czy zjadłby podany w lokalu przebadany ryż z Fukushimy? A podasz go swoim dzieciom, u których istnieje wysokie zagrożenie zachorowania na raka tarczycy? A kupisz go od rolnika, który w ten sam sposób sadzi go przecież od pokoleń? A gdy przyjaciel zaprosi cię na obiad i jego rodzice podadzą ryż? Boni w ten sposób zmusza nas do uświadomienia sobie, jak katastrofa wpłynęła na kruchość relacji Japończyków, co może ciągnąć się jeszcze latami.

Niebanalny język i przemyślana kompozycja

O wartości tego reportażu świadczy również jego literacki język, przemyślana kompozycja i zaskakiwanie czytelnika każdym kolejnym akapitem. Katarzyna Boni nie tylko sprawnie przechodzi od świata baśni do rzeczywistości. W część książki poświęconą katastrofie elektrowni i promieniotwórczości wprowadza poprzez, znaną z ekranów kin, radioaktywną Godzillę.

Autorka w niebanalny sposób potrafi nawet przedstawiać pierwiastki, w tym tryt: „Arystokrata wśród izotopów promieniotwórczych. W niewielkich ilościach powstaje w sposób naturalny – z pełnego ognia mezaliansu między promieniami kosmicznymi a gazami atmosfery ziemskiej”. W tych fragmentach zyskujemy pewność, że radzi sobie ona z pisaniem równie dobrze jak ze słuchaniem.

Do tego warto wspomnieć o rozdziałach opartych na „słowniku słów zakazanych” – słowa „trumna”, „trup” i „zabójca” bolą Teiichiego mniej w językach obcych – poradniku survivalowym, radzącym, jak zrobić toaletę bez wody albo kuchenkę polową z puszek i oliwy, czy sposobach sprzątania napromieniowanych terenów.

Jak żyć, a jak umierać?

„Ganbare! Warsztaty umierania” to reportaż o tym, jak radzić sobie ze śmiercią bliskich i przygotować na swoją własną. Część Japończyków odwiedza „Cafe de Monk”, by wyżalić się mnichowi Kanecie – doskonałemu słuchaczowi. Inni przyjeżdżają na ruikatsu, wieczory płakania. Ich organizator, Hiroki Terai, twierdzi, że ludzi wzrusza sześć sytuacji: „Zwierzęta, zwłaszcza psy odnajdujące właścicieli, relacje między dziećmi a rodzicami, małżeństwa, ktore dożywają spokojnej starości, dziadkowie z wnukami, no i oczywiście sport i historie miłosne”.

Po 2011 roku zaczęło przybywać chętnych na shukatsu – planowanie własnej śmierci. Co nam może wydawać się absurdalne, dla nich jest zwyczajne. „Ci, ktorzy już zaplanowali własną śmierć, mowią, że czują się spokojniejsi. Teraz naprawdę mogą cieszyć się życiem”.

Jednak kluczowe pozostają warsztaty umierania. Dwadzieścia kartoników. Na nich rzeczy, bez których się nie ruszasz. Ważne dla ciebie miejsca. To, co lubisz robić. Najbliższe ci osoby. A teraz wyobraź sobie życie osoby, która zaczyna źle się czuć, dowiaduje się o nowotworze, próbuje terapii, aż wreszcie umiera, i stopniowo wyrzucaj karteczki. Która z nich została ostatnia?

Książka Katarzyny Boni nie tylko przybliża nam prawdziwy wymiar katastrofy, która dotknęła Japonię, oraz kulturę tego państwa, ale też zachęca czytelnika do zastanowienia się, co w jego życiu jest najważniejsze. Mimo że to reportaż o kraju tak dalekim, stał się dla mnie szczególnie bliski.

Katarzyna Boni „Ganbare! Warsztaty umierania”, wyd. Agora, 2016, liczba stron: 300

Nagrody:

– Ogólnopolska Nagroda Literacka dla Autorki Gryfia,

– nominacja do Nagrody im. Ryszarda Kapuścińskiego za Reportaż Literacki.


Autor: Mariusz Bartodziej


REKRUTUJEMY