Spektakl „I Capuleti e I Montecchi” Vincenzo Belliniego zainspirowany „Romeem i Julią” Szekspira zagościł na scenie Opery Wrocławskiej. Sztuka, choć nie jest wierna pierwowzorowi, daje do myślenia. Ci, którzy chcieliby ją zobaczyć, będą mieli na to okazję 26 i 28 kwietnia 2018 roku. Bilety już od 50 zł.  

Pierwsza scena wprowadza nas w problematykę opery Belliniego, którą jest spór między rodzinami Capulettich i Montecchich. Ów konflikt jest głównym „bohaterem” dzieła, determinującym losy postaci. Z kart historii wiemy, że dotyczy on dwóch skrajnych stronnictw, dwóch przeciwnych koncepcji politycznych. Jedna z nich – Gibelini – opowiadała się za władzą cesarską i wspólnotą narodów w ramach Świętego Cesarstwa Rzymskiego Narodu Niemieckiego; druga – Gwelfowie –  dążyła do niepodległości Italii i popierała Papieża w sporze z Cesarzem. Rodziny Capulettich i Montecchich są artystycznym symbolem tego konfliktu. Autorzy spektaklu dostrzegli zależność pomiędzy sytuacją XIII-wiecznych Włochów, a współczesnych Europejczyków, adaptując operę Belliniego i nadając jej modernistyczny charakter.

Spektakl rozpoczyna się z rozmachem – na scenie widzimy tłum mężczyzn, z którego wyłaniają się kluczowe postacie – Cepelio, ojciec Julii i przywódca Gibelinów, oraz Tebaldo – jego poplecznik, narzucony wolą ojca narzeczony dziewczyny. Uwagę widza zwraca zaskakująca scenografia, która swoją stylistyką przywołuje na myśl oficjalne siedziby partii i urzędów z połowy XX wieku: wysoka boazeria, okrągłe lampy, portrety na ścianach, trofea myśliwskie. Wśród stonowanej i wysmakowanej scenografii, zastanawiająca jest jednak obecność dwóch spreparowanych jagniąt stojących w jakimś przedziwnym terrarium. Nie sposób oprzeć się wrażeniu, że będą one miały później jakiś przedziwne, symboliczne znacznie.

Następne sceny odkrywają przed widzami niespodzianki, jakie scenograf dla nich przygotował – akcja przenosi się w głąb sceny, a widzowie co rusz spoglądają na przebieg wydarzeń z coraz dalszej perspektywy. W pierwszym akcie widać wyraźne inspiracje stylem klasycznej opery – kostiumy są przemyślane, każdy ma w sobie wyrazisty element, podkreślający charakter postaci. Scenografia zaś kreuje przestrzeń, w której poruszają się bohaterowie.

Niestety, akt II mnie rozczarował. Nie przekonała mnie scenografia, która okazała się być odwróconą dekoracją z poprzedniego aktu (szare płyty na metalowym rusztowaniu oświetlone jarzeniówkami). Kostiumy głównych bohaterów zostały jednak spójne ze scenografią, co nie zadowoli osób lubiących klasykę. Ubranie Romea w potargane dżinsy i jaskrawe adidasy, a Julii w sportowy t-shirt i srebrne buty, niepotrzebnie wprowadziło modę uliczną na deski operowe. Zdecydowanie najciekawszym elementem scenografii w drugim akcie był… grobowiec Julii w kształcie szklanego pudełka porośniętego bluszczem.

Niemniej jeśli nie jesteśmy zwolennikami nowoczesności w operze, to na nasze gorące oklaski zasługuje część muzyczna opery – orkiestra symfoniczna pod batutą Marcina Nałęcz-Niesiołowskiego, dyrektora Opery Wrocławskiej, uraczyła widownię muzyką niezmiennie piękną w swej szlachetnej prostocie i klasyce. Warto podkreślić, że główne role Romea i Julii zostały powierzone kobietom: Aleksandrze Opale i Hannie Sosnowskiej. Dzięki temu uzyskujemy zmysłowość, a delikatne kobiece postacie wyróżniają parę kochanków na tle męskich głosów i sylwetek.

Całość dzieła ma mroczny nastrój, dominuje w nim atmosfera smutku i rozdarcia. Nawet światełko w tunelu, jakim jest plan ucieczki snuty przez Romea i Julię nie napawa optymizmem. Żaden z widzów nie daje temu wiary, mając świadomość smutnego finału tej historii. Mimo tego, że jest to historia powszechnie znana, a śmierć z miłości zdaje się być banalną, twórcy spektaklu nadali jej świeżości; łzy Romea balansującego na granicy życia i śmierci, pochylonego nad ciałem ukochanej, poruszyły mnie tak, jak gdyby ta historia była mi opowiadana po raz pierwszy. Spektakl zgrabnie zespolił teatralną klasykę z postmodernistyczną formą wyrazu artystycznego. Przemówi on do osób lubiących nieoczywiste połączenia oraz nowe odsłony tematów dobrze znanych.

 


Autor: Marta Grzywna
Zdjęcie: Marek Grotowski / Opera Wrocławska

  • Premiera spektaklu odbyła się 23 marca 2018 roku.