Jeśli ktokolwiek pokusi się o stwierdzenie, że musical jako gatunek filmowy umarł wraz z dwudziestym wiekiem, gdzie został Grease czy Skrzypek na dachu, powinien schować się pod ziemię i tam obejrzeć Chicago.

Historia Roxie Hart (w tej roli urocza Renée Zellweger) to niebanalna opowieść o ślepym podążaniu za marzeniami o wielkiej scenie. Mężatka oddaje się sprzedawcy mebli, który miał przez „znajomości” wprowadzić ją w świat kabaretu. Gdy obietnica okazuje się być kłamstwem, dochodzi do morderstwa. Słodka Roxie ląduje w więzieniu, gdzie poznaje Velmę Kelly – gwiazdę estrady, również oskarżoną o morderstwo –  w którą była ślepo zapatrzona. Gdy media zaczynają interesować się Roxie, odkrywa ona sposób na odzyskanie wolności i karierę. Kluczowym elementem w jej planie jest Billy Flinn, ceniony adwokat, który najpierw musi dowieść, że pani Hart jest „niewinna”. Nie da się ukryć, że aktorzy zostali dobrani z aptekarską precyzją, co zostało nie raz docenione na czerwonym dywanie. Richard Gere jako showman prawniczego świata potrafi rozgrzać lodowate serca, Zeta -Jones jako niezastąpiona bogini seksu walcząca o sławę i Queen Latifah, kobieta o wielkim sercu i jeszcze większym talencie, nadają produkcji zadziornego charakteru.

Reżyser Rob Marshall i scenarzysta Bill Condon stworzyli arcydzieło, które subtelnie przenosi widza z więziennej rzeczywistości do ociekających seksapilem scen rodem z Broadway’u. Pomimo płynnych przejść między tymi dwoma światami, dość wyraźnie pokazano kontrast pomiędzy wyobrażeniami głównej bohaterki, a brutalną rzeczywistością, w której toczy się akcja. Nie dzieje się to tylko przez fabułę, ale przede wszystkim przez kolorystykę i dynamikę poszczególnych scen. W Chicago zakocha się każdy nieuleczalny esteta i miłośnik kostiumów. Błyszczące suknie i kolorowe marynarki wprowadzą w sceniczny klimat nawet najspokojniejszą duszę świata. Bez wątpienia stanowią ucztę dla oka, lecz w filmie nie należy doszukiwać się specjalnego przesłania. Chicago nie wychowa ani widzów, ani ich dzieci.

Chicago jest filmem, który albo się kocha, albo nienawidzi. Połączenie musicalu i kryminału skradło moje serce, jednak z pewnością znajdą się ludzie, dla których fabuła będzie „tania i oczywista”, wstawki muzyczno-taneczne niespójne, a poziom aktorski turlał się w piwnicy ­­– to wszystko kwestia gustu. Jednak niepodważalnie jest jedną z najlepszych produkcji zeszłej dekady, o czym świadczą liczne nominacje i statuetki prestiżowych nagród filmowych (w tym sześć Oscarów oraz trzy Złote Globy) i pozostanie w obiegu jeszcze długo.


Autor: Joanna Kowalska

Zdjęcie: impawards.com

- POLECAMY -
Eleven Bike Fest