Startując 1 maja w Wietnamie, na arenie GG Stadium w Ho Chi Minh City, rozpoczną się coroczne rozgrywki Mid-Season Invitational w League of Legends. Jak co roku, udział w turnieju będą brali mistrzowie Spring Splitów z całego świata. 

Regionem, który będzie starał się obronić tytuł mistrza, będą Chiny. W tym roku to jednak nie Royal Never Give Up, zeszłoroczni mistrzowie wiosennych rozgrywek w Chinach a potem MSI, będą je reprezentować. Zespół Jian „Uzi” Zi-Hao odpadł u siebie na etapie ćwierćfinałów. W finale Spring Splitu LPL zatriumfowali zeszłoroczni mistrzowie świata, Invictus Gaming. Zobaczymy, czy będą w stanie powtórzyć swój międzynarodowy sukces.

Jak wygląda format rozgrywek?

Tradycyjnie, zgodnie z wieloletnią już zasadą międzynarodowych mistrzostw w LoLu, MSI podzielone jest na trzy etapy. Pierwszym z nich, trwającym do 7 maja, są Play-Iny. To w nich zmierzą się reprezentanci najsłabszych na świecie regionów, takich jak Turcja, czy też Brazylia. Osiem drużyn podzielonych jest na dwie grupy, których zwycięzcy zagrają serie Best of Five z Team Liquid bądź też z Flash Wolves. Są to mistrzowie Ameryki Północnej i Tajwanu, regionów znacznie mocniejszych niż te w grupach, i historycznie bardziej sukcesywnych. Triumfatorzy obydwu serii kwalifikują się do głównej części wydarzenia. Przegrani za to zagrają jeszcze jeden mecz Best of Five, który zadecyduje o ostatniej, trzeciej ekipie, która również przejdzie dalej.

Tak wyglądają grupy na fazę Play-In.

Te trzy składy dołączą do grona G2 Esports, Invictus Gaming i SK Telecom T1 w głównej części turnieju. Są to wiosenni mistrzowie Europy, Chin i Korei, najsilniejszych obecnie i historycznie regionów. Kolejne starcia odbywać się będą w National Convention Center w Hanoi. Od 10 maja każdy zagra ze sobą po dwie gry Best of One. Po zakończeniu batalii na Summoner’s Rift 14 maja, cztery najlepsze z nich kwalifikują się do fazy play-off. Trwać będzie ona trzy dni: półfinały odbędą się 17 i 18 maja, a sam finał w niedzielę – 19 mja. Faza pucharowa zakończy podróż po Azji Południowo-Wschodniej, docierając aż do Heping Basketball Gym w Tajpeju.

Kto jest faworytem?

Starając się przewidzieć to jak potoczy się turniej, można wyciągnąć parę wniosków. Przede wszystkim, nie można zignorować potężnego Invictus Gaming, które niespodziewanie wygrało mistrzostwa świata w listopadzie poprzedniego roku. Od tamtego momentu, nie mieli żadnego słabego okresu, a w Chinach grali bezbłędnie. Na pewno będą się starali wygrać trzecie trofeum z rzędu.

Faker jest najbardziej utytułowanym graczem w historii LoLa. MSI 2019 może zostać jego kolejnym trofeum.

Drugim faworytem zdecydowanie wydaje się być SK Telecom T1. Koreańczycy mocno zawiedli fanów na całym świecie podczas mistrzostw świata. Do poprzedniej edycji wygrywali każde z nich, posiadając w ćwierćfinałach prawie zawsze 3 na 8 drużyn. W roku 2018 do fazy play-off weszła tylko jedna koreańska ekipa, Afreeca Freecs, która odpadła już w pierwszej serii. Ich potęga i status nietykalnych została obalona. SKT jako zespół nie będą walczyć jedynie o honor kraju, ale także swój własny. Wygrali trzy puchary świata, lecz w zeszłym roku nawet się nie zakwalifikowali do mistrzostw. W przerwie zimowej kompletnie przebudowali zespół wokół swojego najlepszego, legendarnego gracza, Lee „Fakera” Sang-Hyeoka. Dołączyli do niego między innymi tacy zawodnicy jak Kim „Khan” Dong-Ha, czy też Kim „Clid” Tae-Min. Są to osoby bardzo uzdolnione, aczkolwiek nie odniosły jeszcze sukcesu na skalę światową. Mają nadzieję, że z pomocą Fakera, to się zmieni. Są na dobrej drodze.

Czarne konie Zachodu.

Trudno jest oceniać obecnie G2 Esports czy też Team Liquid. Oba zespoły mają w tym roku bardzo podobne historie. Dominowali na początku sezonu, a potem przyszło załamanie. W fazie play-off niespodziewanie znowu dominują. Na MSI oczekują na nich jednak trudniejsi przeciwnicy.

Liquid sięgnęło po 3 tytuł mistrza Ameryki Północnej z rzędu. Sukcesu na scenie międzynarodowej nadal szukają.

Chciałoby się rzec, że reprezentanci Ameryki Północnej naprawdę wyglądają solidnie i są innowacyjni. Bo w zasadzie tak to wygląda. Jednak za każdym razem w historii profesjonalnego LoLa, kiedy chwalono grę Amerykanów, za każdym razem zawodzili. Może więc nie oczekujmy od Liquid zbyt wiele, i powoli, z gry na grę, śledźmy ich poczynania.

Czy Polak będzie w stanie poprowadzić Europejczyków do wygranej?

Więcej wiary można mieć w Marcina „Jankosa” Jankowskiego i jego skład G2. Na mistrzostwach świata w Korei doszli aż do półfinałów, a teraz posiadają jeszcze lepszych zawodników na niektórych rolach. W wielu meczach wykazują się pewnością siebie, a błędów popełniają bardzo mało. Takie wartości będą im potrzebne, żeby na MSI zajść jak najdalej.

 


Autor: Mateusz Miter
Zdjęcia: Instagram @lolesports, @t1lol