Dom Strachu Mrok to jedna z dwóch wrocławskich propozycji na tego typu zabawę. Czy jest tym bardziej przerażającym? Przekonałam się o tym na własnej skórze.

Dom Strachu Mrok to miejsce, w którym sześcioletnia Amy została zamknięta po śmierci jej rodziców. I zapomniana. Nadszedł więc czas na jej zemstę…

W podobny sposób na stronie tego domu strachu opisany jest scenariusz dostępnej gry. Tylko tej jednej historii, ale po wcześniejszym zderzeniu z House of Fear, byłam tak podekscytowana, że nie potrzebowałam niczego więcej. Tym razem do naszego składu dołączyła znajoma, której największą fobią jest ciemność. Wiedzieliśmy zatem, że nasze odczucia po wyjściu stamtąd mogą być nieco inne. I właśnie tak było.

Mrok znajduje się się w podwórku jednej z kamienic na Kazimierza Wielkiego. I tutaj też liczyła się punktualność. Przed wielkimi drewnianymi drzwiami czekał na nas pracownik, który zaprowadził nas w dół ciemnymi schodami. I tam, oczywiście, standardowa biurokracja. Zgody, podpisy, regulamin, zasady. I oczywiście pytania. Klimat Mroku zaraz po wejściu sprawił, że zaczęłam czuć niepokój. Może to nie był mój dzień, a może tak dobrze wykonują tam swoją pracę. I chociaż nie chciałam tchórzyć już na początku, zapytałam prowadzącego, ile osób nie daje rady psychicznie i wychodzi przed zakończeniem  całego scenariusza. Usłyszałam, że około piętnastu procent. Oczywiście w swojej głowie myślałam, że wcale nie będzie tak źle. A później zakryto nam oczy i zaprowadzono do pierwszego pomieszczenia. A później usłyszeliśmy wyraźny głos z góry: zabawę czas zacząć.

Amy chce się bawić

Kiedy jeden zmysł (w tym przypadku wzrok) zostanie wam odebrany, pozostałe się wyostrzają. Mocniej odczuwacie to, co dzieje się wokół. Mając zasłonięte oczy wpadałam w paranoję: myślałam, że coś głaszcze mnie po twarzy, puka w ramię. Najgorsze jest to, że to chyba wcale mi się nie wydawało. Przedzierając się przez kolejne pomieszczenia, raz po raz spoglądając przez ramię, czułam, jak moje serce bije szybciej. Bałam się od samego początku, a wszystkie pokoje, rekwizyty i światła przerażały mnie coraz bardziej. Jednak to było nic w porównaniu z tym, kiedy uświadomiliśmy sobie, że nie jesteśmy sami. Moje pierwsze spotkanie z „gościem” skończyło się na podłodze. Ze strachu wpadłam na ścianę, kończąc wielkim siniakiem na plecach.

Dystans między upiorami a nami był o wiele mniejszy, niż sobie tego życzyliśmy. Tym razem krzyczałam równie głośno, co reszta moich koleżanek. Tylko jedyny w naszej grupie chłopak zachowywał zimną krew i oprócz łamigłówek i zamaskowanych postaci musiał się zajmować czterema rozhisteryzowanymi dziewczynami. Przyznam się jednak, że to ja i Magda (ta bojąca się ciemności) byłyśmy najbliżej rezygnacji z zabawy. Trzęsły nam się ręce, oddech był przyśpieszony. Stojąc w pozornie pustym pokoju nagle coś łapało nas za kostki. A kiedy okazało się, że jedyna droga ucieczki prowadzi przez coś niemożliwie przerażającego, byłam bliska płaczu. W jednym z pokojów byłam pewna już tego, że nie chcę brać w tym dłużej udziału. Na moje szczęście okazało się, że był to ostatni przystanek w drodze do wolności.

Podsumowanie

Mrok uświadomił mi, że wcale nie jestem taka twarda, jak mi się wydawało. Przeżyłam prawdziwy horror. Wszystkim, którzy tam pracują gratuluję świetnej roboty, bo przez kolejne parę godzin nie mogłam dojść do siebie. A każdy uczestnik, który choć trochę się nie przestraszył, jest moim bohaterem. Polecam każdemu. Idźcie i sprawdźcie. Pamiętajcie jednak: Amy i tak potrafi krzyczeć głośniej niż wy.

Jeśli chcecie przeczytać o wrażeniach z Domu Strachu House of Fear, kliknijcie tutaj.


Autor: Karolina Szachniewicz
Zdjęcia: oficjalna strona Domu Strachu Mrok na Facebooku