Fantastyczny Paul George, najlepsza obrona w lidze, triple-doubles Russela Westbrooka. Jeszcze niedawno o Oklahomie City Thunder mówiło się w samym superlatywach. Ich sezon zakończył się jednak już w kwietniu.

Naturalnie o niepowodzeniu Oklahomy zadecydował szereg czynników. Postaram się jednak wyróżnić trzy główne powody, dlaczego z takiej dużej chmury, spadł mały deszcz.

Westbrook buduje dom

W żargonie koszykarskim, na rzuty, które obijają obręcz, nie mając większej szansy na dotarcie do kosza, mówi się – „cegły” (bricks). Żartobliwie mówiąc, Russell Westbrook stał się w minionym sezonie specjalistą w tej dziedzinie. Rozgrywający rzucał z  najgorszą skutecznością w karierze – 42.8% z gry (przy 20.4 próbach na mecz), 29% za trzy i 65.6% z osobistych (przy 6.2 próbach). Procenty – jak na rozgrywającego – niedopuszczalne. Były MVP ligi zapowiedział, że w przyszłym sezonie poprawi swoją grę w tym elemencie. Zobaczymy, czy rzeczywiście dotrzyma słowa.

Nieużyteczny Adams

Podstawowe zadania podkoszowego w obecnej NBA ograniczają się do trzech rzeczy. Po pierwsze – mobilność. Nowoczesny center musi być w stanie przejąć w kryciu szybkiego rozgrywającego i ustać z nim w pojedynku jeden na jeden. Po drugie – wykończenie. Nowoczesny center powinien z wysoką skutecznością zdobywać punkty spod kosza, skupiając się na łapaniu podań lobem. Po trzecie – obrona obręczy. Nowoczesny center wykorzystuje swój atletyzm oraz zasięg do zatrzymania atakujących kosz rywali.

Jak się okazuje – zawodników, których spełniają te trzy cechy można znaleźć tanim kosztem. Chociażby w Eurolidze albo pobocznej G-League. Za najlepszy przykład stanowi Thomas Bryant. Zwolniony z Lakers 21-letni podkoszowy, podpisał minimalny kontrakt z Washington Wizards (1.3 mln) i perfekcyjnie odnalazł się w nowej rzeczywistości (średnio 10.5 punktów, 6.3 zbiórek, 0.9 bloków w 20.8 minut). Bryant nie należy do specjalnie wszechstronnych koszykarzy, ale jest skoczny, silny, szybki i doskonale kończy podania nad obręcz. Steven Adams też wiele nie potrafi, ale zarabia około 25 mln za rok gry, pochłaniając znaczną część budżetu Oklahomy. W klubie dopiero teraz zaczynają dostrzegać, jak duży stanowi to problem. Nauczka na przyszłość – nie przepłacać wysokich!

Dziura w żelaznej piątce

Oklahoma musiała radzić sobie w minionym sezonie bez Andre Robersona. Kibice Thunder mieli nadzieję, że skrzydłowy zdąży wyzdrowieć na fazę play-off, ale już w marcu okazało się, że kontuzja wykluczy go na wszystkie 82 spotkania. Roberson to bez wątpienia bardzo specyficzny zawodnik. W lidze, w której rzut zza łuku jest absolutną konieczność u każdego zawodnika z pozycji 1-4, Andre rzucał z poniżej 50% z linii osobistych i niewiele ponad 20% za trzy. To, co niwelował po jednej stronie parkietu, nadrabiał po drugiej. Pod względem defensywy Roberson był tytanem. Posiadając znakomite warunki fizyczne – ponad 200 cm wzrostu i 213 rozpiętości ramion, był w stanie pokryć niemal każdego zawodnika w lidze (nie licząc wyjątkowo rosłych i wyszkolonych podkoszowych). To, co jednak zabolało Oklahome nawet bardziej niż kontuzja Robersona, był brak solidnego zmiennika. Zarówno Hamidou Diallo, jak i Terrance Ferguson nie posiadali odpowiedniego doświadczenia i boiskowego IQ koniecznego do granie w pierwszej piątce.


Autor: Kacper Marciniak
Zdjęcie: Instagram