Show nadal trwa. Foo Fighters wracają z nowym albumem, który jest chyba najlepszą odpowiedzią na zeszłoroczne plotki dotyczące rozwiązania zespołu. Concerete And Gold to dowód na to, że Dave Grohl i spółka rozumieją się tak dobrze, jak nigdy wcześniej.

Płyta rozpoczyna się bardzo niepozornie. T-Shirt to lekka piosenka oparta na gitarze akustycznej i marzycielskim śpiewie lidera zespołu. „Nie chcę być królową, chcę po prostu mieć czystą koszulkę” stwierdza. Wtem, bez żadnej zapowiedzi, do gitarzysty dołącza cały zespół. Foo Fighters daje o sobie znać i pokazuje, jak naprawdę będzie brzmiała ta płyta. Run, pierwszy singiel promujący wydawnictwo, to zespołowe, rozbudowane granie oparte na screamach Grohla i mocnych, niemalże metalowych gitarach. Dawno zespół nie wydał czegoś równie mocnego. Najlepszym dowodem było zdziwienie na twarzach fanów słyszących przedpremierowe wykonanie utworu na czerwcowym Openerze.

Make It Right to kolejna riffowa kompozycja. Bardzo udanym, zresztą niejednorazowym zabiegiem na płycie, było utworzenie chórków w refrenach, dodających nieco beatlesowskiego wyrazu. Smaczków związanych z legendarną czwórką z Liverpoolu jest na albumie zdecydowanie więcej, ale o tym później. Urzekają również osobne chórki, które stworzył Justin Timberlake, niepodpisany w booklecie. The Sky Is A Neighbourhood, kolejny singiel, to utwór z bluesowym zacięciem. Brzmienie opiera się zadziornej gitarze oraz delikatnych chórkach. Udanym połączeniem jest również mieszanie mocnych, przesterowanych gitar z instrumentami akustycznymi, które dodają nieco szlachetniejszego wyrazu. W tym przypadku w sesji udział brał kwartet smyczkowy, z Polką, Kingą Bacik, na wiolonczeli. W La Dee Da słyszymy w roli głównej Nate Mendela, z riffowym, brudnym basem. Głównym atutem tego drapieżnego utworu są zabawy rytmiczne Taylora Hawkinsa na perkusji oraz interesujące wstawki syntezatorowe Rami Jaffeego. Warto dodać, że „Concrete And Gold” to dla klawiszowca pierwszy album w roli pełnoprawnego członka zespołu. Grohl zaprosił do wykonania singla gości specjalnych – Alison Mosshart z The Kills, która udzielała się w chórkach, oraz saksofonistę Dave’a Koza. W przeciwieństwie do damskiego wokalu, partia jazzowego muzyka jest niemalże niesłyszalna i zasłania ją całe stado przesterowanych instrumentów. Foo Fighters lubi zaskakiwać i dobrym przykładem jest Dirty Water, z początku lekka, gitarowa ballada z szybkim rytmem i śpiewem w harmonii. To progresywna kompozycja, uzupełniana urzekającymi chórkami w wykonaniu Inary Geogre oraz gitarą Pata Smeara. Nagle głos zabierają mocniejsze brzmienia z przenikliwym syntezatorem w roli głównej. Co ciekawe, zagrał na nim producent płyty Greg Kurstin, który współpracował ostatnio m.in. z Adele przy płycie 25. Dirty Water to dobrze zaplanowane, pomysłowe granie i jeden z najmocniejszych punktów Concrete And Gold. Od tego momentu płyta będzie miała bardziej eksperymentalny charakter. Co prawda Arrows, to kolejny utwór o typowo singlowej, chwytliwej budowie, ale wstawki Mellotronu czy wibrafonu są na nagraniach Foo Fighters niemałym rarytasem.

Największą niespodzianką jest Happy Ever After (Zero Hour), całkowicie akustyczna, radosna kompozycja, utrzymana w klimatach The Beatles. Jest tu także miejsce na bluesową, delikatną solówkę oraz na kilka partii instrumentów klawiszowych z lat 60. Sunday Rain to stopniowy powrót do mocniejszych brzmień. Chwytliwy riff i podniosłe refreny są umiejętnie skontrastowane z klimatycznymi zwrotkami, w których dużo organów Farfisa oraz flangerowych gitar. Co ciekawe, to jeden z niewielu utworów zespołu, w którym to perkusista, Taylor Hawkins, śpiewa główną partię wokalną. Skojarzenia z Rogerem Taylorem z Queen są jak najbardziej odpowiednie, nawet w kontekście barwy głosu. Miejsce Hawkinsa przed bębnami zajął natomiast sam Sir Paul McCartney, który akurat gościł w hollywoodzkim studio. Były Beatles zagrał bardzo klasycznie, bez ambitniejszych wstawek i wariacji (może to dlatego, że usiadł z pałeczkami bez wstępnego przesłuchania kompozycji). Kolejny bardzo mocny punkt albumu, który dodatkowo wzbogaca klimatyczna, jazzowa partia fortepianu w outrze. Foo Fighters obiera nowe kierunki, szuka inspiracji i te barwne sześć minut muzyki bez dwóch zdań to potwierdza. The Line to ostatni z singlowców, w którym ujmują gitarowe harmonie i moc wokalu Grohla. Lider fightersów to bardzo pewny, niezawodny element układanki.

Album zamyka Concrete And Gold, zdecydowanie najwolniejsza i najmroczniejsza propozycja zespołu w zestawie. Oszczędna gra perkusji oraz potężne, minimalistyczne gitary wspaniale uzupełniają się z rozbudowanymi partiami chórków Shawna Stockmana. Urzeka również instrumentalna partia smętnej gitary, Mellotronu oraz umyślnie pozostawionego szumu wzmacniacza. To przykład nieszablonowej, pomysłowej produkcji. Utwór kończy się podniośle, a ostatni akord gitary, rozbrzmiewający przez ostatnie kilkadziesiąt sekund, nieodzownie kojarzy się z „A Day In The Life” Beatlesów. Foo Fighters nie jest jednak zespołem grającym proste piosenki o miłości. Z rozmarzenia i melancholii wybija nas Grohl. „Fuck You Darrell!” krzyczy w ostatnich sekundach albumu. Chodzi o Darrella Thorpa, który w trakcie sesji zajmował się inżynierią dźwięku.

Po Wasting Light i Sonic Highways nagrywanych kolejno na analogowym sprzęcie w garażu i w ośmiu różnych miastach, zespół planował nagranie nowego materiału w towarzystwie dwudziestotysięcznej widowni. Pomysł został jednak zarzucony, a Grohl przyznał w wywiadzie, że biorąc na wzgląd wcześniejsze „kombinacje”, największą niespodzianką mógł być dla fanów… brak kolejnej. Mam wrażenie, że tym razem muzycy skupili się przede wszystkim na muzyce, a cała otoczka jej tworzenia okazała się mniej ważna. Decyzja lidera okazała się słuszna. Sukces albumu to także zasługa producenta, Grega Kurstina, który na co dzień zajmuje się muzyką popową. Dzięki niemu paleta brzmień Foo Fighters została znacząco urozmaicona, a Concrete And Gold to wyróżniająca się pozycja w dyskografii zespołu.


Autor: Marcin Obłoza