Wydawało się, że obecny w Formule 1 od 2016 roku Team Haas jest mądrze zarządzany i z sezonu na sezon będzie notował progres. Tak rzeczywiście było, aż do startu bieżącej kampanii. Wszystko co mogło pójść nie po myśli zespołu Gunthera Steinera, poszło jeszcze gorzej…

Podwaliny pod to, co dzieje się teraz zostały podłożone już w październiku 2018 roku. To wtedy Haas ogłosił pozyskanie nowego sponsora tytularnego – Rich Energy. Firma produkująca napoje energetyczne zarządzana przez ekscentrycznego Williama Storeya już wtedy budziła wątpliwości. W padoku krążyły żarty, mówiące że napój produkowany przez Rich Energy musi być niezwykle ekskluzywny, ponieważ nikt nie widział go jeszcze na własne oczy.

Szybcy w sobotę, wolni w niedzielę

Tempo Haasa w kwalifikacjach było naprawdę dobre. Amerykański zespół plasował się tuż za plecami trzech najlepszych ekip i tracił bardzo niewiele do Red Bulla. W inaugurującej sezon Grand Prix Australii, Kevin Magnussen zajął nawet szóste miejsce. Były to jedynie miłe złego początki. Haasy w trakcie kolejnych weekendów dalej potrafiły przejechać szybkie kółko w sobotę, ale kiedy przychodził czas na niedzielny wyścig, bolidy kompletnie gubiły tempo. Okazało się, że najnowsza konstrukcja nie współpracuje z oponami tak jak powinna. Samochody, które w kwalifikacjach miały pewne miejsce w czołowej dziesiątce, w wyścigu były prawie na szarym końcu stawki (jedynie Williams odstawał jeszcze bardziej).

Problemy z kierowcami

Początkowo wskazałem październik 2018, jako moment w którym Haas zaczął iść w dół. Dla niektórych wizja przyszłości mogła być jednak jasna już miesiąc wcześniej, gdy zespół potwierdził, że skład kierowców na kolejny sezon pozostanie bez zmian. Roman Grosjean i Kevin Magnussen w teorii są bardzo szybkimi zawodnikami. W praktyce, szczególnie ten pierwszy miał fatalny 2018 rok, a obecny wydaje się być dla niego jeszcze gorszy. Francuz popełnia mnóstwo prostych błędów, a i tempem wyraźnie odstaje od kolegi z zespołu. Nad jego karierą w Formule 1 zbierają się czarne chmury, a jego przyszłość jest już praktycznie przesądzona. Pozostaje tylko pytanie, kiedy zostanie wykonany wyrok?

Poza indywidualnymi wybrykami Grosjeana, zawodzi również komunikacja w zespole. Pierwszy incydent nastąpił podczas Grand Prix Hiszpanii, gdy obaj kierowcy walczyli o pozycję. Bolidy zderzyły się, a na kolizji bardziej ucierpiał Grosjean, który w konsekwencji stracił kilka pozycji. Szef zespołu – Gunther Steiner był wtedy wściekły i przeprowadził poważną rozmowę z kierowcami. Jak się potem okazało, niewiele to dało. Na pierwszym okrążeniu wyścigu o Grand Prix Wielkiej Brytanii, Magnussen i Grosjean ponownie się zderzyli, tym razem eliminując się nawzajem z rywalizacji.

Poor Energy

Sportowe rozczarowanie dopełniły perypetie ze sponsorem tytularnym. Firma Rich Energy sama miała kłopoty, ponieważ została oskarżona o skopiowanie loga Whyte Bykes. Proces sądowy przegrała, ale odszkodowania nie wypłaciła do tej pory. Następnie po fatalnym wyniku Haasa w Grand Prix Austrii, producent napojów energetycznych poinformował o zerwaniu umowy ze względu na słabe wyniki w wyścigach. Teoretycznie nie byłoby w ty nic dziwnego, jednak Rich Energy zrobiło to za pomocą Twittera, a przedstawiciele Haasa o niczym nie wiedzieli. Okazało się jednak, że tweeta napisał wcześniej zwolniony pracownik. Haas pojechał w Grand Prix Wielkiej Brytanii z tym samym sponsorem, ale saga była jeszcze daleka od końca. William Storey z dnia na dzień został odsunięty od władzy w firmie, która zmieniła nazwę i przestała być sponsorem tytularnym Haasa, mimo że teraz deklaruje chęć dalszej współpracy. Istny galimatias.

Ekipa Gunthera Steinera zawartych w kontrakcie pieniędzy raczej nie zobaczy, bo Rich Energy (obecnie Lightning Volt) prawdopodobnie nigdy ich nie miało. Zespół pogrążony w kryzysie sportowym, ucierpiał również marketingowo, a końca afery nie widać. W Haasie mogłoby się znaleźć miejsce dla Roberta Kubicy (który zastąpiłby Romana Grosjeana), jednak nawet mimo kryzysu amerykańskiego zespołu, chętnych by zasiąść za kierownicą ich bolidu nie zabraknie i Polak będzie miał kilku poważnych konkurentów.


Autor: Grzegorz Krawczyk
Zdjęcie: Instagram