Dla fanów seriali początek czerwca stał pod znakiem premiery najnowszego sezonu serialu Black Mirror. Na platformie Netflix pojawiły się trzy nowe odcinki, jednak trudno się oprzeć wrażeniu, że serial stracił swój dawny klimat. 

Z wyjątkiem premiery pojedynczego odcinka interaktywnego Bandersnatch, trzeba było czekać prawie półtora roku na nowe odcinki uwielbianego przez wielu Black Mirrora. Nie zabrakło klasycznych wątków technologicznych oraz znaku charakterystycznego tej produkcji czyli tak zwanych easter egg. Jako, że każdy epizod tego serialu jest oddzielną historią, najlepiej będzie ocenić te odcinki osobno.

Striking Vipers

 

 

 

 

 

 

Dwóch starych znajomych spotyka się po latach. Przypominają sobie czasy, gdy mieszkając razem, grali w grę o nazwie Striking Vipers. Nowoczesna technologia pozwala im przenieść się bezpośrednio do wirtualnego świata, gdzie nawiązują bardzo bliską więź.

Odcinek ma swoje plusy i minusy. Oparcie go na technologii znanej z czwartego sezonu (USS Calister) jest posunięciem dość mało ambitnym. W kwestii kreatywności, którą zawsze zaskakiwał Black Mirror, tym razem twórcy poszli po najmniejszej linii oporu czym niewątpliwie rozczarowali. Plusem jest ciekawe podejście do problemu społecznego poruszanego w przypadku Striking Vipers. Temat zatracenia granicy między wirtualną a realną rzeczywistością jest bardzo dobrze przedstawiony. Widz, po zakończeniu seansu jest zmuszony do przemyślenia, czy czyny popełnione w wirtualnym świecie, powinno się mierzyć tą samą skalą, co te popełnione w realnej rzeczywistości.

Smithereens

Kierowca taksówki codziennie ustawia się pod firmą Smithereen, czekając na klienta, który będzie jej pracownikiem. Gdy wreszcie trafia na młodego stażystę, porywa go. Jego celem jest dotarcie do szefa korporacji – Billy’ego Bauera.

Zdecydowanie najlepszy odcinek nowego sezonu. Starsze epizody Czarnego Lustra charakteryzowały się tym, że każda kolejna minuta angażowała widza emocjonalnie i skłaniała do głębokich przemyśleń, a po obejrzeniu, zostawało się z potężnym „kacem”. Wszystko to było zawarte w Smithereens. Ponad godzinny seans cały czas trzymał w napięciu. Ciekawym pomysłem było osadzenie fabuły w 2018 roku. Doskonale skomponowało się to z poruszanym problemem, jakim było zatracenie się społeczeństwa w social mediach. Pod tym względem można znaleźć punkt wspólny z odcinkiem sezonu trzeciego – Hated in the Nation, jednak tutaj jest to przedstawione w zupełnie inny, lepszy sposób.

Poza tym poruszana jest kwestia problemów, które są dosyć powszechne. Cierpienia, straty bliskiej osoby, czy braku wizji na przyszłość. Smithereens wbija w fotel. Niewątpliwie, jest bardzo „ciężkim” materiałem, jednak idealnie oddaje istotę serii Black Mirror i wyróżnia się na tle pozostałych odcinków z tego sezonu.

Rachel, Jack and Ashley Too

Nieśmiała dziewczyna przenosi się do nowej szkoły, gdzie nie ma problem z nawiązaniem znajomości. Dostaje w prezencie lalkę Ashley Too, która ma w sobie cząstkę osobowości młodej gwiazdy muzyki – Ashley O.

Sposób realizacji tego odcinka jest nietypowy dla serii Czarne Lustro. Zawiera elementy przygody, dosyć sporo humoru i sprawia wrażenie płytkiego. Wykorzystana technologia była obecna w kilku poprzednich epizodach, jednak to nie ona jest największym problemem. Uznałbym nawet, że to całkiem dobry odcinek, gdyby nie był on z serii Black Mirror. Poruszone zostają problemy, z którymi zmagają się nastolatki w szkole, oraz młode gwiazdy muzyki, ale odniosłem wrażenie, że elementy przygodowe oraz humorystyczne zdominowały tutaj główny przekaz. Nie za to uwielbia się Czarne Lustro. Mimo że nie nudziłem się oglądając ten odcinek, nie tego oczekuję włączając Black Mirror.

Prawdopodobnie był to jeden ze słabszych sezonów, być może nawet najsłabszy jeśli chodzi o tę produkcję Netflixa. Zdecydowanie warto zobaczyć Smithereens. Pozostałe dwa odcinki są w porządku, jednak nie określiłbym ich mianem „must watch”.


Autor: Grzegorz Krawczyk
Zdjęcia: Instagram