W świecie esportu kwota 600,000$ nie jest małą sumą. Właśnie o takie pieniądze, i o tytuł mistrza 9. sezonu ESL Pro League, rywalizować będą zespoły w Montpellier, we Francji. 

Przez ponad dwa miesiące przeróżne drużyny walczyły w kwalifikacjach, żeby móc zagrać przeciwko światowej czołówce we Francji. ESL Pro League to jedne z najbardziej prestiżowych rozgrywek w świecie Counter Strike’a. W poprzednim sezonie triumfowało Astralis, które obecnie boryka się z wieloma problemami. Jak zapowiadają się finały dziewiątej edycji?

Czy Duńczycy będą w stanie odzyskać tron?

Najwięcej do udowodnienia w Montpellier posiada właśnie Astralis. Obrońcy tytułu byli mocno krytykowani za unikanie LANów w ostatnim czasie. Przez długi okres tłumaczyli się oni tym, że właściwie już wszystko wygrali, i potrzebują przerwy. Z jednej strony, jest to poprawny argument – Duńczycy wygrali wszystko co można, pieniędzy im na pewno nie brakowało, a każdy też chcę spędzić trochę czasu z rodziną. Counter Strike to esport, w którym jest to trudne, ze względu na wielką liczbę podróży, które się odbywa. Z drugiej strony, przez niepojawianie się na wielkich scenach, ich imię tak naprawdę straciło renomę. Nie są już najsilniejszą drużyną na świecie, to miejsce zajęło Amerykańskie Team Liquid, które dodatkowo wygrywa w wyścigu po Intel Grand Slam. Co więcej, kiedy Duńczycy stawili się ostatnio na finałach ECS, to odpadli już na poziomie rozgrywek grupowych, popełniając tak naprawdę podstawowe błędy. Jeszcze niedawno byli ekipą, która miała legendarną serię 31 zwycięstw na Nuke’u. Obecnie, mają na nim trzy porażki z rzędu. Astralis nie musi udowodnić, że jest najlepszą drużyną na świecie. Muszą pokazać, że zasługują na miejsce w globalnej czołówce. Przed rozpoczęciem finałów ECS, lider zespołu, Lukas „gla1ve” Rossander, powiedział, że wierzy, że potrafią oni znaleźć w grze stare, dobre Astralis. Jestem pewien, że liczy na to każdy fan Counter Strike.

https://platform.twitter.com/widgets.js

Wielka szansa dla polskiego akcentu

Polskich fanów zdecydowanie będą interesować wyniki FaZe Clan we Francji. Głównie ze względu na niedawne pozyskanie przez nich weterana sceny Counter Strike’a, Filipa „Neo” Kubskiego. Będzie to ich drugi wielki event z Polakiem na czele. Pierwszym z nich był Dreamhack Masters w Dallas, gdzie międzynarodowy skład odpadł w półfinałach, po zaciętej walce z ENCE. Od finałów w Teksasie mieli sporo czasu, żeby skorygować swoje błędy, i żeby umocniło się dowództwo Neo. Z bardziej przetestowanymi taktykami, i tak naprawdę już miesięcznym stażu Polaka, powinni pokazać się we Francji jeszcze silniejsi.

Filip „Neo” Kubski to legenda Counter Strike. Aż się serce cieszy, kiedy możemy go ponownie oglądać w akcji.

Team Liquid oczekuje kolejnego tytułu

Amerykanie nie zwalniają. Odkąd pozyskali na początku roku Jake’a „Stewie2k” Yipa, zaliczają coraz więcej sukcesów, i nie są już „królami drugiego miejsca”. Po pozyskaniu Stewiego potrzebowali oni kilku turniejów, żeby dobrze się zgrać. Wraz z początkiem maja, zaczęli w końcu wygrywać. Najpierw był to IEM w Sydney, miesiąc później Dreamhack w Dallas. Daje im to już dwa z czterech potrzebnych tytułów, aby wygrać tegoroczny Intel Grand Slam. Finały 9 sezonu ESL również zaliczają się do rankingu IGS, więc Team Liquid definitywnie ma oczy zwrócone ku pucharowi w Montpellier.

https://platform.twitter.com/widgets.js

Początek rozgrywek już we wtorek 18.06. o godzinie 12:00 czasu polskiego.


Autor: Mateusz Miter
Zdjęcia: Instagram @ESL,