Cztery dni Juwenaliów to czas, w którym działy się różne rzeczy – od pogo na koncercie Krzysztofa Krawczyka, po lejącego szampana ze sceny Tedego. Jednak najdziwniejsze, najciekawsze jak zwykle było ukryte – w tłumie studentów, który podzielił się na kilka kategorii.

Przedzierając się przez tłum na Polach Marsowych, chowając się przed rzucanymi na scenę biustonoszami, umykając na widok kropel rozlewanego w moim pobliżu piwa udało mi się przeprowadzić research typów studentów, którzy pojawili się na tegorocznych Juwenaliach.

Szturmowiec

Na Polach Marsowych zjawia się na ostatnią chwilę, tuż przed rozpoczęciem upragnionego koncertu, zdziwiony, że kolejka do bramek jest na co najmniej na trzydzieści minut, a na Polach nie ma już gdzie stanąć. Zażywając swojej tajnej broni – wódeczki – udaje się na boczne płoty w celu ich zdetronizowania i dostania się pod scenę, a co! Zawsze wyposażony w nożyk do cięcia metalu, niecenzuralne okrzyki i sportowe buty, coby ułatwić sobie przeskakiwanie przez płot, jest coroczną zmorą organizatorów, której nie idzie wyplenić.

Żabson Juwenalia 2018

 

Fanka-kombinator

Typ dotyczący głównie dziewczyn, które to bardzo, ale to bardzo chcą dostać się na backstage, byle by zrobić sobie zdjęcie z ukochanym (albo popularnym) artystą… i to tyle. Jeżeli uda jej się pożyczyć akredytację od koleżanki, to robi to z wielką klasą; jeżeli bierze tę zeszłoroczną albo z Juwenaliów z innego miasta, to podziwiam jej naiwność. Gdy już jej się uda – chowa się za namiotami, umyka przed czujnym wzrokiem organizatorów, (którzy zawsze namierzą ją na swoim radarze) w nadziei, że uda jej się przeczekać gdzieś za toi-toiem, aż gwiazda zejdzie ze sceny. Niestety, zazwyczaj jej przekręt zostaje odkryty szybciej, niż błyska migawka w telefonie.

Smakosz

Zainspirowany programami Roberta Makłowicza i Pascala Brodnickiego, egzotyczny kociołek Panoramixa gotuje już z rana pierwszego dnia Juwenaliów. Robi zapasy wcześniej, przez co zawsze jest przygotowany na ewentualne wykupienie z najbliższej Żabki wszelkiego alkoholu. Technikę chowania butelek w plecaku tak, by nie znalazła ich ochrona, opanował w specjalnych bunkrach wywiadu, a wszyscy biją mu brawo, gdy wyciąga flaszkę w środku koncertu. Gardzi monopolem piwnym na imprezie (co za marża! co za drożyzna!), skoro już kilka godzin przed koncertem zdążył poznać wszystkie dostępne w sklepie lagery. Po całym tygodniu świętowania jest skrajnie przemęczony i skrajnie odwodniony.

Bieg Juwenaliowy 2018

Dzieci Instagrama

Nie obchodzą ich koncerty, nie obchodzi ich wolność i swoboda, ważne jest, żeby światło na Polach Marsowych było dobre. Ten typ nie przychodzi na Juwenalia, żeby się bawić, tylko po to, aby cyknąc fotkę na insta. A nuż w tle załapią się Bitamina albo Krzysiu… W tym roku ich największym dramatem było błoto (jak mam ubrać białe trampki albo długą boho spódniczkę?!) oraz deszcz (Mogłyśmy zrobić więcej zdjęć w poniedziałek i wtorek, przynajmniej nie lało!). Jedyny typ, który budzi w redaktorce litość i współczucie.

Organizatorzy

Nie widzisz ich, lecz są cichą, niewidoczną ręką tej imprezy. Czasami myślisz, że ich plakietka nic nie znaczy, a na backstage’u jedyne, co robią, to opróżniają kolejne kegów piwa. Nic bardziej mylnego – to dzięki nim w magiczny sposób artyści dają koncerty, płoty stoją na swoim miejscu, a na Polach Marsowych na studentów czekają różne atrakcje… Juwenalia kosztują ich kilka miesięcy pracy, braku snu oraz dwie paczki papierosów dziennie. Gdyby mogli, podczas imprezy rozbiliby namioty na Polach Marsowych, bo i tak ciągle tam są. Cieszą się tak samo, jak cała reszta studentów, albo nawet i bardziej – bo wiedzą, że to wszystko odbyło się dzięki nim.


Tekst: Nina Paśniewska

Zdjęcia: Klaudia Keil, Ola Sopuch

Dziękuję Samorządowi Studentów Uniwersytetu Wrocławskiego oraz Politechniki Wrocławskiej za cudowne Juwenalia.