Po niezwykle emocjonującym spotkaniu Ślęza Wrocław wygrała na wyjeździe z CCC Polkowice 54:51. Tym samym w Energa Basket Lidze Kobiet nie ma już niepokonanej drużyny.

Ślęza podchodziła do tego spotkania po dwóch porażkach. Na zakończenie roku przyszło im się jednak zmierzyć z kimś, z kim tę passę było niezwykle trudno przerwać – z CCC Polkowice. Polkowiczanki wygrały do tej pory wszystkie mecze w EBLK, ale mimo to w tym starciu nie były zdecydowanymi faworytkami.

Dobry początek to za mało

Wrocławianki natychmiastowo objęły prowadzenie. Pobudziło to do gry gospodynie, które zdobyły osiem punktów bez odpowiedzi rywalek. Ślęza powróciła na właściwe tory po poprawieniu się w defensywie. Ostatecznie po trafieniu Marissy Kastanek żółto-czerwone zmniejszyły straty do czterech punktów i po pierwszej kwarcie przegrywały 9:13.

Drugą odsłonę Ślęza rozpoczęła równie dobrze jak pierwszą. Najpierw z dystansu trafiła Kastanek, a następnie dwa rzuty osobiste wykorzystała Taisiia Udodenko. Kolejny raz odpowiedziały jednak zawodniczki CCC. Podobnie jak wrocławianki nie grzeszyły one skutecznością, ale prezentowały się minimalnie lepiej od przeciwniczek. Szczególnie we znaki przyjezdnym wdała się Temi Fagbenle. Skrzydłowa gospodyń była najlepszą zawodniczką CCC w pierwszej połowie. Koszykarki Arkadiusza Rusina potrafiły jeszcze jej dorównać, ale na popis Tiffany Hayes nie dały rady już odpowiedzieć. Azerka zakończyła kwartę zdobyciem sześciu punktów z rzędu, co pozwoliło polkowiczankom prowadzić przed przerwą ośmioma oczkami (31:23).

Najgorszy możliwy scenariusz

Po zmianie stron przyjezdne szybko zniwelowały przewagę gospodyń do czterech punktów. Na to odpowiedziały im jednak Fagbenle i Jasmine Thomas. Obie zdobyły w sumie dziewięć punktów, a szczególnie upokarzający mógł być kosz drugiej z wymienionych. Rozgrywająca rzuciła zza łuku i z nieprzygotowanej pozycji, a mimo to trafiła do obręczy. Na wydarzenia boisko zareagować wzięciem czasu musiał trener Rusin. Chwilę po przerwie Ślęza zmniejszyła stratę do ośmiu punktów, za sprawą rzutu za trzy Darii Marciniak. Niezawodna Fagbenle jednak znów powiększyła przewagę do dziesięciu oczek i przed ostatnią kwartą Ślęza miała spory problem jeśli wciąż myślała o wygranej (45:35).

Cuda cuda ogłaszają

Wrocławianki w decydującej części spotkania podjęły wyzwanie odrobienia strat. Grały one przede wszystkim dobrze w tym z czego słyną – z defensywy. Sygnał trafieniem za trzy punkty dała Udodenko. Celne rzuty osobiste pozwalały żółto-czerownym systematycznie zmniejszać dystans do rywalek. Skuteczne wejście pod kosz Agnieszki Kaczmarczyk dało gospodyniom trochę oddechu (50:45), ale chwilę później po zdobytych punktach przez Terezię Palenikovą na tablicy wyników widniał remis (50:50). Ślęza poszła za ciosem. Kolejne kosze Udodenko pozwoliły przyjezdnym wyjść na prowadzenie. W kluczowym momencie, w zespole CCC zawiodła Fagbenle. Z dobrej strony pokazała się Sydney Colson. Amerykanka, która do tej pory rzucała tylko z linii rzutów osobistych, w końcówce dołożyła również punkty z gry. Po jej trafieniu polkowiczanki mogły doprowadzić już tylko do dogrywki. W ostatniej akcji piłka trafiła w ręce Hayes, a ta celnie rzuciła zza łuku. Radość nie trwała jednak długo. Z powodu dotknięcia przez piłkę tylniej części kosza po odbiciu się od poręczy rzut został nieuznany i to Ślęza mogła cieszyć się ze zwycięstwa (54:51).

Dzięki zwycięstwu nad aktualnymi mistrzyniami Polski wrocławianki sprawiły, że W EBLK nie ma już drużyny z kompletem zwycięstw. Dodatkowo koszykarki Arkadiusza Rusina zyskały prestiż pokonując CCC na wyjeździe w meczu derbowym. Teraz żółto-czerwone będą miały tydzień wolnego, a tuż przed nowym rokiem wznawiają treningi i przygotowania do następnego spotkania.


CCC Polkowice – Ślęza Wrocław 51:54 (13:9, 18:14, 14:12, 6:19).

CCC: Fagbenle 19, Hayes 10, Thomas 9, Kaczmarczyk 4, Gajda 3, Kizer 3, Owczarzak 3, Leedham 0, Kaltsidou 0.

Ślęza: Colson 13, Udodenko 12, Kastanek 8, Burdick 8, Marciniak 3, Szybała 3, Dobrowolska 0, Miletić 0.


Autor: Łukasz Leski
Zdjęcie: Michał Rygiel / Ślęza Wrocław