W poprzednim sezonie nie znalazł się w meczu All-Star, pomimo średniej 26.6 punktów na mecz. Devin Booker, przed którym piąty sezon w NBA, wciąż musi walczyć o markę swojego nazwiska w źle zarządzanym Phoenix Suns.

Devin Booker to niekwestionowana gwiazda Phoenix Suns. Do sukcesów potrzebna jest jednak drużyna, a w Arizonie brakuje graczy dużego kalibru. Pomimo to, koszykarz próbuje walczyć i stworzyć „coś wielkiego”. Czy to czekanie ma jakikolwiek sens, podczas gdy właścicielem pozostaje Robert Sarver?

Devin Booker
Booker podczas rozgrzewki przed jednym z meczów

Nikt nie chce pracować dla skąpego bogacza

Porozmawiajmy chwilę o właścicielu Phoenix Suns. Wyżej już wspomniany Sarver jest uznawany za jednego z najgorszych w swoim fachu w NBA. 8 miesięcy temu było tak źle, że sami mieszkańcy Arizony chcieli, aby klub został sprzedany innemu właścicielowi. Sarver w pewnym momencie nalegał, aby hala Talking Stick Resort Arena była opłacana z podatków mieszkańców Phoenix, a nie z jego własnej kieszeni. Groził przy tym przenosinami do innego miasta. W grę wchodziły Seattle czy Las Vegas. Sytuacja uspokoiła się, gdy właściciel publicznie wyznał, że nie przeniesie zespołu.

Robert Sarver lubi kontrolę. Udowodnił to zwalniając trenera Igora Kokosova, już w pierwszym sezonie. Trudno jest ożywić coś martwego. Jeszcze gorzej, gdy dostaje się na to tylko jeden sezon. Zarówno zawodnicy, jak i szkoleniowcy nie chcą uczetniczyć w przedstawieniu Sarvera. Nadzieją może być Monty Williams, który ma szansę zostać w klubie na dłużej.

Monty Williams
Nowy Trener Phoenix Suns – Monty Williams

Chęć przywrócenia sukcesów

Devin Booker udzielił rok temu wywiadu dla Azcentral.com, w którym powiedział:

Zawsze chciałem odnowić tę drużynę, żeby było tak, jak kiedyś. Oglądam powtórki Charlesa Barkley’a czy Steve’a Nasha i tego, jak żywa była niegdyś ta publika. To jeden z moich celów”

Pomimo, iż wywiad ma już ponad rok, to wciąż wydaje się aktualny. Booker w poprzednim sezonie podpisał pięcioletni kontrakt opiewający na 158 milionów dolarów, a więc liczy na odnowienie potęgi franczyzy. Chęci to jednak czasem za mało.

Na papierze Phoenix wydaje się przeciętne – DeAndre Ayton, którego czeka drugi sezon w lidze. Pojawił się nowy nabytek – Ricky Rubio, czyli solidny rozgrywający, którego Suns potrzebowali jak „wody”. Niestety na tym kończy się wymiana mocnych stron drużyny. Reszta zespołu to niedoświadczeni zawodnicy, lub przestarzali weterani. Jak można od 9 lat „tankować” i wciąż nie mieć cienia szans na miejsce w najlepszej ósemce konferencji? Przypomnę tylko, że Phoenix Suns w poprzednim sezonie zdołali wygrać tylko 19 z 82 spotkań.

Stoicki spokój

Wiara w przywrócenie koszykarskiej wielkości do Phoenix wymaga cierpliwości. Devin Booker mimo to wciąż próbuje. Prosty przykład – sytuacja miała miejsce pod koniec poprzedniego sezonu. Book trzy mecze z rzędu zdołał rzucić kolejno 59, 50 i 48 punktów, a mimo to jego drużyna przegrała wszystkie z trzech spotkań. W 2017 roku, przeciwko Celtics, rzucił 70 oczek, co jest dziesiątym najlepszym wynikiem w historii NBA, a mimo to przegrali.

26.6 punktów na mecz, czyli średnia Bookera, przewyższa większość rozgrywających i rzucających w NBA. Jak wyglądałaby jego kariera, gdyby zamiast do Phoenix trafił do lepszej drużyny? Oczywiście nie oddawałby tylu rzutów co teraz (średnio 19.6 prób na mecz), jednak jego wyniki byłyby doceniane. Zobaczymy, czy w najbliższych latach Book’owi uda się odwrócić losy drużyny, czy też powie „dość” i poszuka szansy w innej drużynie.


Filip Skiba
Zdjęcia: Instagram