Wszyscy znamy ten schemat. Jedni wydają krocie na pięknie wykończone smartfony, z najmocniejszą na rynku specyfikacją i gwarancją aktualizacji. Inni biorą wysoki abonament, w ramach którego mogą co dwa lata cieszyć się nowym telefonem. I wszystko to wydaje się być w porządku do momentu, gdy zdjęcia w galerii zaczynają ładować się nieco dłużej, a aplikacje nie otwierają się chwilę po kliknięciu w ich ikony. Dlaczego niemal każdy telefon po kilku miesiącach dostaje zadyszki, a jego użytkowanie staje się irytujące?


Zanim odpowiemy na te pytania, uprzedzamy, że nie jest to poradnik dotyczący tego, jak pozbyć się problemów, a jedynie nakreślenie ich dla głębszego zrozumienia. Jednak ci z was, którzy orientują się „co jest pięć”, na pewno z tego tekstu skorzystają.

Karty SD są powolne

Większość telefonów z Androidem ma możliwość rozszerzenia pamięci za pomocą kart micro SD. Telefon posiada wtedy dodatkową partycję, na której można umieszczać zdjęcia, muzykę, filmy, a w zależności od producenta także aplikacje. Od Androida 6.0 można scalić pamięć karty SD z pamięcią telefonu. Jednakże od tamtego czasu niektórzy producenci, jak Samsung w przypadku modelu Galaxy S6, rezygnowali z tej opcji. Powód? Dostępne wtedy karty micro SD oferowały prędkość zapisu, która ustępowała szybkości wbudowanej w telefon pamięci. Większość kart na rynku to Class 10, które odczytują dane z prędkością większą niż 10MB/s, ale nieprzekraczającą 30MB/s. Nowszy, ale rzadko spotykany przy okazji premiery Galaxy S6 standard U3 pozwalał na odczyt z prędkością powyżej 30MB/s, ale nie szybszy niż 90MB/s. Tymczasem nowe kości pamięci instalowane w S6 oferujące standard UHS (Universal Flash Storage) pozwalają na odczyty powyżej 300MB/s. Twórcy telefonów, zezwalając na korzystanie z kart micro SD jak z dysków, musieliby się nieźle nagimnastykować, żeby użytkownicy nie poczuli spowolnienia w odbiorze danych. Na szczęście na rynku pojawiły się już karty w standardzie UHS, a gdy dotrą pod strzechy, korzystanie z nich nie będzie spowalniać oprogramowania.

Śmieciowe oprogramowanie

Telefon kupiony od operatora charakteryzuje się tym, że do systemu zostaje wtłoczonych wiele dodatków. Od tapet, których nie da się wykasować, po animacje włączania, zmienione ikony aplikacji, aż po usługi dodatkowe – najczęściej serwisy sieci komórkowych i aplikacje firm, z którymi ta sieć współpracuje (chociażby Ipla w przypadku telefonów od Plusa). Na tego typu oprogramowanie mówi się bloatware. Pół biedy, kiedy można je usunąć z telefonu. Niestety, operatorzy stali się ostatnimi czasy bardziej zuchwali, uznając, że ludzie nie powinni go usuwać. O ile było to do zrozumienia w czasach, gdy telefon posiadał zaledwie kilka funkcji, nie instalowało się na nim aplikacji, a wygląd interfejsu nie miał dużego znaczenia, tak dziś zmuszanie użytkowników do używania smartfonów w określony sposób jest śmieszne. No i obciąża system.

Facebook – mistrz konsumpcji/onizmu

Jeśli jesteśmy przy odinstalowaniu jakichś aplikacji, to pierwszymi winowajcami spowalniania telefonu są Facebook i Messenger. Co prawda proponowanie usunięcia tych aplikacji brzmi jak element hipisowskiego życia, pozbawionego sideł internetu, ale dla telefonu będzie to na pewno spora ulga. Dlaczego Facebook i Messenger spowalniają działanie? Głównym powodem jest słaba optymalizacja tych aplikacji. Trudno jest przygotować dobrze działającą aplikację przy ponad miliardzie pobrań i setkach tysięcy modeli telefonów, na których musi ona działać. Problem z optymalizacją Facebooka i Messengera polega przede wszystkim na działaniu tych aplikacji w tle. Jak się okazuje, aplikacje te pozostają aktywne w tle, ale nie w stanie uśpienia do momentu odebrania powiadomienia, a w stanie ciągłego oczekiwania na włączenie. Messenger, wraz z nadpisywaniem danych i ciągłym pobieraniem danych o konwersacjach, nie ustępuje Facebookowi, który poprzez aktywne powiadomienia ustawia swoje działanie jako wysoki priorytet dla telefonu, nie robiąc w tym czasie nic poza oczekiwaniem, zabierając zasoby dla innych procesów.

Mało pamięci? Usuń czyścik, nie „śmieci”

Problem z niewielką ilością pamięci flash, jak i RAM towarzyszy Androidowi od początków tego systemu. Nie zmieniają tego kolejne wersje ani coraz to lepsze specyfikacje. Spowolnienie telefonu może wynikać z źle zoptymalizowanego jądra systemu, które często musi nadpisywać dane. Te pozostawiane są w przestrzeni pamięci cache – wydajniejszej części, która ma za zadanie zapisywać stałe elementy systemu i aplikacji. Deweloperzy używają jej, aby zapisywać w niej stałe składowe interfejsu, elementy graficzne, skrypty, które pozwalają szybko przełączać się między funkcjami. Niestety, im większa liczba aplikacji, tym rywalizacja o przestrzeń cache jest poważniejsza. Popularne aplikacje, które obiecują oczyszczanie systemu również stanowią pułapkę dla płynności działania telefonów. Najczęściej usuwają one aplikacje z kolejki procesów do wykonania (tej samej, w której uciążliwie stoi mobilny Facebook) oraz czyszczą pamięć cache. Niestety, jest to rozwiązanie doraźne. Częste kasowanie kolejki procesów z RAMu odciąża go, ale tylko na chwilę, potem aplikacje ponownie ustawiają się w tej kolejce. A jeśli chodzi o pamięć cache, to telefon działa szybciej, do momentu, gdy znowu nie uruchomimy jakiejś aplikacji. Wtedy aplikacja ponownie musi zapisać wszystkie elementy interfejsu, zdjęcia, a także pobrać je z internetu i wczytać). Dlatego popularne czyściki nie radzą sobie tak naprawdę z problemem płynności, dając jedynie chwilowe przyspieszenie.

Mniej efekciarstwa, więcej efektywności

Wszelkie animowane tapety i widgety mogą okazać się użyteczne, ale w pewnym momencie warto zadać sobie pytania: Na ile tak naprawdę przyda ci się informacja o pogodzie, jeśli obok masz aplikację i po jednym kliknięciu taką informację otrzymasz? Czy potrzebujesz widgetu z e-mailami, jeśli nie jest ci wygodnie z niego skorzystać i nie dowiesz się z niego niczego więcej, aniżeli z powiadomienia, które pojawi się u góry? Czy ten wielki zegar na pół ekranu naprawdę pomaga w sprawdzaniu, która jest godzina? A jeśli słuchasz muzyki na słuchawkach, to musisz ją odpalać za pomocą widgeta, czy wystarczy dołączony do nich pilot? Problem z widgetami jest taki, że z reguły są to zajmujące sporo pamięci procesy, gdyż pobierają one informacje z samego serca aplikacji, de facto uruchamiając ją. Użytkowanie interfejsu spowalniają też przaśne animacje, wszelkie iskierki i przejścia między ekranami. Można to wyłączyć, ale twórcy często ukrywają dostęp do tej opcji pod ustawieniami deweloperskimi, gdyż w ich rozumieniu jest to część DNA telefonu. Cóż, jeśli mój telefon ma w DNA mieć spowolnienia i przycinki, to ja rezygnuję.

 


Autor: Michał Mielnik
Zdjęcia: Wikimedia commons (1,2,3), Flickr (4)