Podczas tegorocznego draftu NBA nie brakowało zaskakujących decyzji i ciekawych transferów. 

Sezon 2018/2019 dobiegł końca, a mistrzowski tytuł trafił do Kanady. Teraz na świeczniku znajdują się ekipy, które na najwyższe laury dopiero czekają. Młodzi gracze wybrani w drafcie mają zaprowadzić ich ku lepszej przyszłości.

Poniżej sylwetki zawodników wybranych w pierwszej czternastce draftu NBA.

1. New Orleans Pelicans – Zion Williamson (skrzydłowy)

Od początku nie było żadnych wątpliwości. Pelicans wybrali największy koszykarski talent od czasów LeBrona Jamesa. Odłóżmy na bok wszelkie uwagi. Zion jest ciężki – może też być minimalnie za niski, ale to ktoś wyjątkowy. Fundament pod budowanie zespołu. Wybryk natury. Z miejsca najefektowniejszy i najsilniejszy gracz w NBA.

2. Memphis Grizzlies – Ja Morant (rozgrywający)

Grizzlies miejsce w pierwszej piątce dla Moranta, zrobili już dzień przed draftem. Wytransferowali swojego dotychczasowego rozgrywającego – Mike Conleya, do Utah Jazz. Zamysłem klubu jest oparcie przyszłości na swoim nowym nabytku i wyborze z zeszłorocznego draftu – Jarenie Jackson Jr. Co można powiedzieć o Morancie? To wszechstronny i bardzo drobny gracz z „dynamitem w nogach”. Podobny casus jak De’aaron Fox.

3. New York Knicks – RJ Barrett (obrońca/skrzydłowy)

Knicks postawili na przyjaciela i byłego kolegę z zespołu Ziona. Jeszcze rok temu był uważany za murowany numer nr 1 w swoim roczniku. Ma wszystko by zostać gwiazdą – wątpliwości budzą wyłącznie charakter i złe nawyki na parkiecie. Przypadek Andrew Wigginsa pokazał, że niestety, nie są one łatwe do wyeliminowania. Kibice nowojorskiej drużyny liczą jednak, że NBA nauczy Barretta defensywnej dyscypliny i chęci do dzielenia się piłką.

4. Atlanta Hawks – De’andre Hunter (skrzydłowy)

Atlanta początkowo posiadała ósmy numer w drafcie, ale przeprowadziła wymianę z Pelicans, aby móc wybierać już z czwórką (jeszcze wcześniej ten wybór należał do Lakers). Czy było warto? Hawks na pewno bardzo zależało na zawodniku, który ubezpieczy w obronie duet Trae Young – John CollinsHunter to wysoki i atletyczny skrzydłowy, który wniesie do Hawks połączenie dobrej defensywy z rzutem zza łuku. Na początku kwietnia został mistrzem ligi akademickiej NCAA.

Naczelny fan Hawks – raper Quavo, jest podekscytowany wyborem swojej drużyny.

5. Cleveland Cavaliers – Darius Garland (rozgrywający)

Ten wybór może uchodzić za niemałe zaskoczenie, ponieważ Cavaliers na rozgrywającego postawili już w zeszłorocznym drafcie. Według Adriana Wojnarowskiego z ESPN, klub nie rezygnuje jednak z Colina Sextona i zamierza korzystać z usług obu zawodników. Garland jest obdarzony wielkimi umiejętnościami strzeleckimi – z łatwością trafia trójki z miejsca, jak i po koźle. Jego wadą jest samolubność. Jak na rozgrywającego, zbyt mocno skupia się na zdobywaniu punktów.

6. Timberwolves – Jarrett Culver (skrzydłowy)

Timberwolves pozyskali szósty numer od Phoenix Suns, oddając w zamian Dario Sarica i jedenasty numer. Culver jest wszechstronnym skrzydłowym, który sprawdza się po obu stronach parkietu. Posiada solidny rzut z dystansu i potrafi kreować grę pod swoich kolegów. Karierę prawdopodobnie rozpocznie od wchodzenia z ławki, o ile zespół nie wytransferuje kogoś z dwójki – Wiggins/Robert Covington.

Lider Timberwolves nie może doczekać się gry z Culverem.

7. Chicago Bulls – Coby White (rozgrywający)

Bulls od dłuższego czasu poszukiwali rozgrywającego i wreszcie dopięli swego. Coby White jest szybkim i wysokim playmakerem (196 cm), który z miejsca powinien wejść do pierwszej piątki ekipy z Chicago. Krytycy zwracają uwagę na jego braki fizyczne, a w szczególności krótkie ręce. Natura obdarzyła go jednak bardzo szybkim pierwszym krokiem – White z łatwością mija obrońców i znajduje sobie miejsce do wejść pod kosz.

Oby talent White’a przyćmił jego czuprynę.

8. New Orleans Pelicans –  Jaxson Hayes (center)

Wielu kibiców Pelicans spodziewało się wyboru bardziej znanego i popularnego – Bola Bola. Hayes w oczach przeciętnego fana NBA jest postacią nieco anonimową. Jego historia robi wrażenie. W przedostatniej klasie liceum był rezerwowym, a w ciągu ostatnich dwóch lat urósł ponad 10 cm. To niezwykle sprawny i lekko poruszający się center. Pelicans liczą, że wraz z Zionem stworzy jeden z najlepszych podkoszowych duetów nadchodzącej dekady.

9. Washington Wizards – Rui Hachimura (skrzydłowy)

Rui zostanie dopiero trzecim graczem w historii NBA, który urodził się w Japonii (pierwszym wybranym w drafcie). Na uczelni Gonzaga spędził trzy lata. Przez ten czas rozwijał zarówno swoje umiejętności koszykarskie, jak i znajomość angielskiego. Hachimura wyrósł na atletycznego skrzydłowego, którego główną motywacją jest zdobywanie punktów. Aby wejść na wyższy poziom, musi poprawić rzut zza łuku i grę w obronie. W Wizards od zaraz będzie mógł liczyć na sporo minut na parkiecie.

10. Atlanta Hawks – Cameron Reddish (skrzydłowy)

Trzeci, obok Williamsona i Barreta, członek cudownego tercetu uczelni Duke. Cam przychodził do NCAA z wielkimi oczekiwaniami, których nie udało mu się spełnić. Rzucał z poniżej 40% skutecznością, notował wiele strat i pozytywnie wypadał tylko dwóch aspektach – rzucie za trzy i przechwytach. Mimo nieudanego sezonu, eksperci wciąż uważają go za jeden z największych talentów w drafcie. W Atlancie będzie mógł skupić się na grze w obronie i korzystaniu z podań Trae Younga.

Kontrowersyjny ekspert telewizji Fox uważa, że Reddish w NBA wejdzie na właściwą ścieżkę.

11. Phoenix Suns – Cameron Johnson (skrzydłowy)

Suns mają w zwyczaju podejmowanie nietypowych decyzji. Johnson w większości przewidywań, typowany był dopiero w okolicach numerów 20-30. Co może wnieść do zespołu z Arizony? Przede wszystkim – rzut za trzy. W poprzednim sezonie NCAA był jednym z najlepszych strzelców w lidze, trafiając trójki z 46% skutecznością. Wątpliwości budzi jego wiek – obecnie ma 23 lata, a w ciągu nadchodzącego sezonu skończy 24. Ostatnie lata pokazały jednak, że postawienie na dojrzałego gracza, wcale nie musi być złym ruchem. Popatrzymy na Malcolma Brogdona, który jako niemal 25-latek został w 2017 roku wybrany najlepszym debiutantem w lidze.

12. Charlotte Hornets – PJ Washington (skrzydłowy/center)

Hornets z obawą patrzą na możliwość pożegnania się z największa gwiazdą zespołu, Kembą Walkerem. Budowanie nowego zespołu zaczynają od bezpiecznego i pewnego wyboru w drafcie. PJ wydaje się być stworzonym pod obecne realia NBA. To wszechstronny i dobry w obronie skrzydłowy, który coraz lepiej radzi sobie z rzucaniem zza łuku. Pod względem warunków fizycznych dorównuje najlepszym (203 cm wzrostu, 220 cm rozpiętości ramion).

13. Miami Heat –  Tyler Herro (obrońca)

Jego ulubionym zawodnikiem jest Devin Booker. Podobnie jak gwiazda Suns, Herro uczęszczał do collegu Kentucky. Teraz został wybrany z numerem trzynastym, tym samym co Booker cztery lata temu. Na tym podobieństwa się nie kończą. Miami dostaje zawodnika, który znakomicie czuje się z piłką w rękach i posiada niemal wzorową technikę rzutu. Z drugiej strony – ma zbyt krótkie ręce i niewystarczający atletyzm, aby seryjnie kończyć akcje spod obręczy.

Komentatorowi stacji ESPN podoba się gra Herro, ale zwraca uwagę na wysokie wymagania jakie stawia swoim zawodnikom klub z Miami.

14. Boston Celtics – Romeo Langford (obrońca/skrzydłowy)

W ostatnich latach w NBA kluczową kwestią jest umiejętność rzucania z dalszych odległości. To niestety największa słabość Langforda – w minionym sezonie NCAA trafiał z 27.2% skutecznością za trzy i 72.2% z osobistych. Z drugiej strony, jest solidnym obrońcą, agresywnie wchodzi pod kosz i posiada znakomite warunki fizyczne. Jak wiele wart jest jednak obrońca, który nie potrafi rzucać? Celtics liczą, że sztab trenerski i praca pod Bradem Stevensem, uczynią Langforda choćby przyzwoitym strzelcem.

Pozostałe wybory (15-60)


Autor: Kacper Marciniak
Zdjęcie: Instagram