Faza pucharowa Intel Extreme Masters Katowice 2019 za nami. Z ośmiu drużyn, które testowały nawzajem swoje umiejętności w Spodku, można było wyłonić dwóch faworytów. Jak przebiegły rozgrywki?

Po ustawieniu drabinki, każdy był zadowolony. Dwie obecnie najsilniejsze drużyny – Team Liquid oraz Astralis, znalazły się po przeciwnych jej stronach. To stwarzało możliwość spotkania się tych zespołów w finale – coś, co na ostatnich turniejach zdarzało się regularnie.

Team Liquid oraz dławienie się na 15:8 – znajdź lepsze duo

Niestety, amerykański sen o pokonaniu Astralis w finale Majora szybko przeszedł do historii. Team Liquid, dość szybko, bo już na etapie ćwierćfinałów, pożegnali się z turniejem. Tam zmierzyli się z nową fińską drużyną – ENCE, która jest sklejką czterech młodych obiecujących graczy i weterana sceny – allu. Dla ekipy zza Atlantyku miał być to prosty mecz, aczkolwiek okazał się wielkim wyzwaniem, którego koniec końców nie zdołali przejść. Przegrali 16:11 na Mirage, a potem 19:16 na Inferno, gdzie prowadzili w pewnym momencie 15:8! Szokujące, ale niestety dla fanów Liquid, można by rzec, że typowe.

To pierwszy wielki turniej dla ENCE.

Ez4Ence

Finowie po niespodziewanym sukcesie w ćwierćfinałach, w półfinale spotkali skład Natus Vincere – legendarnej organizacji, która polowała na swojego pierwszego wygranego Majora. Na’vi co prawda z łatwością poradziło sobie z międzynarodową drużyną Faze Clan. Ta po porażce w ćwierćfinałach, będzie szukać nowego In Game Leadera i robić pewne rotacje. Niko nawet sobie radzi z tą rolą, ale jednocześnie, kiedy musi dowodzić, upadają jego umiejętności mechaniczne, z których był znany.

S1mple pomimo dania 200% swoich umiejętności, znowu będzie musiał przełknąć gorycz porażki.

Allu i reszta fińskiej ekipy odniosła niespodziewane zwycięstwo także tutaj. Gwiazda zespołu z rejonu CIS – s1mple, najlepszy gracz 2018 roku, starał się jak mógł, wielokrotnie wyciągając Na’vi z opresji. Okazało się to jednak za mało, żeby zapewnić sobie miejsce w finale. Było to zdecydowanie bliższe starcie, niż każdy z ćwierćfinałów – drużyny zabrały nas do 3 map. S1mple i spółka triumfowali 16:3 na Dust2, za to Skandynawowie wynikiem 16:14 ugrały Traina i Mirage.

W stylu po puchar

Po drugiej stronie, zmagania były o wiele mniej emocjonujące. Astralis pewnie pokonało swoich pierwszych przeciwników, ulubieńców widowni w Spodku – Ninjas in Pyjamas, dominując ich na początku 16:2 na Mirage, a potem, z trudem, 16:14 na Dust2. W półfinale zdarzyła się podobna historia. W pocie czoła wygrali z MIBR 16:14 na ich mapie, Overpassie, tylko po to żeby zdominować swój wybór  Inferno 16:7.

MIBR pomimo odpadnięcia w półfinale, świetnie sobie radzi, jak na krótki okres bycia razem. Świetlana przyszłość przed nimi.

Miał być emocjonujący finał, a wyszedł jeden z najszybszych w historii

Veto map w niedzielnym finałowym pojedynku faworyzowało Finów. W końcu zaczynało się od Traina – ich najlepszej mapy. Na ich nieszczęście, Astralis to tytani na każdej z obecnych. Po mocnym CT side, obrońcy tytułu triumfowało wynikiem 16:11. Drugie starcie, to historia kompletnie do zapomnienia dla ekipy z Północy. Na Inferno, mapie Duńczyków, zniszczyli oni przeciwników 16:4. W ten oto sposób, zostali oni drugą drużyną w historii CS:GO, która obroniła tytuł Majora. Pierwszą byli Fnatic, którzy dokonali tego w 2015 roku. MVP turnieju został Magisk. Finowie mogą być z siebie jednak dumni. Posiadają bardzo młody i obiecujący skład. Dojście do fazy play-off było wielkim sukcesem, nie mówiąc już o finale. Nic tylko życzyć im szybkiego rozwoju i pierwszych pucharów w nadchodzącej przyszłości.

Zasłużona nagroda – Magisk na niektórych bombsite’ach był nie do przejścia.

Autor: Mateusz Miter
Zdjęcia: Instagram @hltvorg, @MIBR