Mglisty, jesienny wieczór to idealna okazja na opowieści z teatrem w tle. W otoczeniu książek, o książkach rozmawia się najlepiej, dlatego Czytelnia im. Ludwika Flaszena na chwilę zamieniła się w studium o teatrze. Przedmiotem dyskusji były „Nie tylko o teatrze. Studia, rozmowy i szkice o kulturze współczesnej” Piotra Rudzkiego.

„To poszukiwanie jedności w różnorodności” – tak autor mówi o swojej książce. Z pasją i ogromnym zaangażowaniem, takim, które mnie wciągnęło. Kołatały mi w głowie co raz to nowe, złapane w pamięć złote myśli. Próbując nie uronić ani słowa zastanawiałam się nad słusznością stwierdzenia: „W tym, jak jesteśmy różnorodni możemy znaleźć to, jacy jesteśmy podobni” – brzmi jak uniwersalna prawda o życiu, z którą, swoją drogą, ogromnie się utożsamiam. W kontekście tego dokładnie tak, jak Piotr Rudzki, uważam, że podróże to największe błogosławieństwo jakie mogliśmy otrzymać. Poszerzanie horyzontów, konfrontacja światopoglądów, trenowanie empatii, zmiana punktu widzenia – to wszystko pozwala pokorniej spojrzeć na świat, kulturę, sztukę i teatr.

Słuchając o historii przemian Teatru Polskiego, o tym, że w dzisiejszym świecie „dziełem sztuki jest to, co powstaje w głowie artysty„, przez myśl przeszło mi, że żyjemy w, pewnego rodzaju, kulturowym matriksie. Sam Rudzki wspomina, że „kultura to siatka znaczeń, którą stworzył człowiek, żeby się komunikować„, tak naprawdę punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Od wrażliwości odbiorcy, jego historii, jego wnętrza, umiejętności interpretowania, bądź jej braku, znaczenie mają małe rzeczy, które składają się w całość. Ale całość, która w odbiorze jest różna. Mimo tego, że na pozór taka sama. I w tym całym matriksie okazuje się, że to, co było początkiem naszej kultury, jest zupełnie gdzieś indziej. I to jest, w pewnym sensie, dramat. Kiedy uświadamiasz sobie, że wiesz, że coś jest, ale nie rozumiesz skąd i po co jest.

Jak już sobie uświadomiłam, że „nie jesteśmy centrum świata„, to jakoś tak lżej mi się zrobiło, że podczas gdy my tutaj dyskutujemy o teatrze, gdzieś tam daleko dzieją się równie, lub bardziej, fascynujące rzeczy. Które zapewne nadały kształt naszej obecnej kulturze. I jednocześnie jakoś krytyczniej pomyślałam o tym, co uważam za „dzieła sztuki”. Czy aby nie kluczę gdzieś, wśród kulturowego disco-polo.

Słuchając Piotra Rudzkiego, skupiona, miałam takie dumne poczucie, że ot, jestem tu i należę do ostatniego bastionu obrońców świadomego postrzegania sztuki i świata. I tym wszystkim myślom i przemyśleniom muszę dać się ułożyć, ale to wiem już teraz- był to mocny wieczór. I teraz już wiem, po co wiem.

Brać, czytać, myśleć.


Autorka: Karolina Augustyn