Wszyscy je znają i większość nawet lubi. Pochodzą z Belgii, a dziś znajdziemy je na całym świecie. Frytki, czyli po prostu smażone ziemniaki mają swoje święto, które obchodzimy 13 lipca.

Choć z pewnością nie należą do najzdrowszych pozycji, to często bywają zbawienne. Zwłaszcza gdy impreza trwała za długo albo kiedy nie mamy pomysłu na ambitny obiad. Narodziły się w Belgii, wtedy smażono je jeszcze na łoju wołowym. Z czasem jednak zaczęto używać zwykłego oleju rzepakowego, który jest w wiele lepszej jakość, ale także bywa droższy.

Ile miejsc, tyle pomysłów

Na całym świecie sposób podawania frytek może wyglądać inaczej. Oczywiście najbardziej znanym jest wersja posolona z ketchupem. W Wielkiej Brytanii popularną potrawą jest Fish and Chips, czyli ryba z frytkami. Tam do ziemniaków dodaje się octu i podaje się je z majonezem. Te tradycyjne – belgijskie, są grubo krojone, dwukrotnie smażone i także spożywane z majonezem. Często można spotkać także sos, który łączy w sobie ketchup i majonez.

Gdzie we Wrocławiu je zjeść?

Odpowiedź na to pytanie nie może być inna, jak św. Antoniego 14. Tam właśnie mieści się budka Frytki + sos, obowiązkowy punkt dla największego miłośnika smażonych ziemniaków z przeróżnymi sosami.

Najlepsze? Te domowe!

Wszyscy jednak dobrze wiem, że żadne nie są w stanie konkurować z tymi domowymi. Grubo pokrojone wrzucone na patelnie z odrobiną oleju albo do piekarnika smakują najlepiej. Do tego gruboziarnista sól, ketchup i można zapomnieć o liczbie kalorii. Smacznego!


Autor: Zuzanna Kuczyńska
Zdjęcie: Pixabay.com