Ich nowożytna historia zaczęła się w Atenach w 1896 roku. Wtedy po raz pierwszy od 393 roku wznowioną tradycję igrzysk olimpijskich po blisko 15 stuleciach przerwy. Jeden dzień jest poświęcony ich pamięci – 6 marca obchodzimy święto tych, bez których to nie byłoby możliwe. O kim mowa? Przekonajcie się sami.

Raz na cztery lata wszystkie oczy skierowane są na nich. Dyscyplina nie ma znaczenia, w olimpijskiej wiosce wszyscy żyją razem. Konflikty polityczne czy społeczne swoich krajów zostawiają za plecami. Liczy się tylko sport i hołd oddany własnemu państwu. To oni – olimpijczycy, nie raz doprowadzili nas do łez wzruszenia i dumy z własnego pochodzenia. To właśnie 6 marca obchodzimy światowy dzień olimpijczyka.

Ilu ich właściwie było?

Dla polskich sportowców ta historia zaczęła się nieco później, bo w 1924 roku na Igrzyskach Olimpijskich w Paryżu. Wtedy po raz pierwszy pojawiła się polska reprezentacja. Początkowo liczyła jedynie siedmiu zawodników. Największą popularnością cieszyły się Igrzyska w Moskwie w 1980 roku z wiadomych względów. Tam wystąpiło aż 306 Polaków. Cztery lata później w Los Angeles Biało-Czerwonych zabrakło również z przyczyn politycznych. W sumie Polskę dotychczas reprezentowało 2097 sportowców podczas letnich igrzysk, a 473 podczas zimowych. A w polskim dorobku spoczywa 284 medali.

Nigdy o nich nie zapomnimy

W ciągu tych lat pojawiło się wielu wybitnych sportowców, którzy ówcześnie byli na językach całego sportowego świata. Mowa między innymi o Otylii Jędrzejczak, która w Atenach w 2004 roku zdobyła aż trzy medale.

Tomasz Majewski czy Anita Włodarczyk po dwa złota na letnich igrzyskach. Kamil Stoch z trzema złotymi i brązem, Adam Małysz z trzema srebrnymi krążkami i brązem razem z Justyną Kowalczyk, która w dorobku ma dwa złota, dwa srebra i brąz – całkowicie zawładnęli historią zimowych igrzysk w wykonaniu Polaków.

Najwybitniejsi

Do absolutnej czołówki należy jednak Robert Korzeniowski z czterema złotymi medalami w chodzie na 20 i 50 km. Korzeniowski wystąpił na Igrzyskach w Atlancie, Sydney i Atenach. Zaraz po nim w klasyfikacji medalowej znajduje się Irena Szewińska. Lekkoatletka zdobyła więcej krążków, bo aż siedem, w tym trzy złote, dwa srebrne i dwa brązowe. Stratowała w biegach sprinterskich na 100, 200 i 400 metrów, a także w skoku w dal. Przez wielu uważana za najwybitniejszego polskiego sportowca ubiegłego stulecia. Natomiast Witold Woyda i Jerzy Pawłowski niegdyś należeli do szermierskiej elity. Obaj zdobyli łącznie dziewięć medali.

A co z resztą świata?

Zdecydowanym liderem klasyfikacji multimedalistów olimpijskich jest Michael Phelps. Amerykański pływak swoją przygodę z igrzyskami zaczął w Atenach w 2004 roku. Wtedy zdobył sześć złotych i dwa brązowe medale. Do historii przeszedł zdecydowanie dzięki Igrzyskom w Pekinie cztery lata później. Osiem złotych krążków wyniosło go na sportowy piedestał, na którym długo pozostał. Pobił siedem rekordów świata i jeden olimpijski. Gdyby jego dorobek był wtedy uwzględniony jako oddzielny w klasyfikacji medalowej zająłby 10. miejsce, wyprzedzając chociażby reprezentację Francji czy Polski. Po raz ostatni wystąpił w Rio de Janeiro. W całej karierze zgromadził aż 23 medale olimpijskie.

To święto jest hołdem dla ludzi, którzy trenują, żeby usłyszeć hymn swojego kraju na olimpijskim podium. Taka jest jego definicja. Więc może zatrzymajmy się na chwilę, bo to te momenty nas łączą, a nie dzielą. Dziś to chyba szczególnie ważne. Choć liczba medali wzbudza podziw świata i naszą narodową dumę, to co innego jest całą istotą. A to wszystko ich sprawka. Dziękujemy!


Autor: Zuzanna Kuczyńska
Zdjęcie: Instagram