Chyba każdy go kojarzy. Żółta kulka wcinające wszystko na swojej drodze, łącznie z duszkami jeśli akurat łyknęło się te jedną większą. Ikona lat osiemdziesiątych, obiekt westchnień nerdów, gwiazda, celebryta, nieposkromiony żarłok, Pac-Man.

Świat ujrzał Pac-Mana za sprawą Namco, które wydało grę najpierw na automaty, później trafiała jednak na prawie wszystkie ówcześnie popularne komputery, konsole (w tym te przenośne, bo była wersja na GameBoya). Proste do nauczenia zasady sprawiały, że grać mógł praktycznie każdy. Ot, sterowaliśmy żółtą kuleczką, która zjadała mniejsze kuleczki rozrzucone po labiryncie. Aby ukończyć dany poziom należało zjeść wszystkie. W tym ambitnym i głębokim zadaniu przeszkadzały duszki, w liczbie czterech, z których każdy zachowywał się w zupełnie inny sposób.

via GIPHY

Po zjedzeniu kulki większej od reszty, zwierzyna zamieniała się w łowcę i można było zjeść duszki, które wracały do klatki na środku planszy by się zregenerować. Kolejne poziomy rozgrywały się w identycznym labiryncie, jednak wzrastał poziom trudności, bo Pac-Man poruszał się coraz wolniej, od 25 poziomu po zjedzeniu wspomnianej kulki nie dało się i tak już dogonić duchów.

Rekord świata w Pac-Manie został pobity w 1999 roku przez Billy’ego Mitchella i generalnie nie da się go już pobić. Wszystkiemu winna jest architektura programowania z tamtych czasów, gra nie przewidywała więcej niż 256 poziomów, z czego ostatni i tak się wykrzaczał i ładował w dziwny sposób (nie będę wchodził w szczegóły, bo masa w tym programistycznego języka).

Pac-Man doczekał się wielkiego powrotu na ekrany bez konieczności zakupu starego komputera czy konsoli (a ceny tych sprzętów obecnie to jakiś kosmos i żerowanie na nostalgii) za sprawą NES Classic Edition, który na półki sklepowe trafił w 2016 roku z zainstalowaną na stałe grą (i wieloma innymi oczywiście). Żółta kulka zjadająca mniejsze kulki to ikona i symbol, który przeniknął do popkultury, swojej interpretacji na łamach internetu doczekał się też za sprawą pierwszego w historii prakstera, Remiego Gaillarda.


Autor: Patryk Rudnicki
Zdjęcie: youtube.com