Dzień Pracoholików to święto, które należy obchodzić poza pracą. Ma ono przypominać, że jest to równie groźne uzależnienie co alkoholizm czy narkomania i może prowadzić do poważnych chorób. Dlatego 12 sierpnia każdy powinien zrobić coś miłego dla siebie, co nie jest związane z pracą.

Pracoholizm można nazwać chorobą XXI wieku. Ustanowiono ten dzień nie po to, aby gloryfikować uzależnienie od pracy, lecz po to, aby uświadomić o skutkach, które mogą wynikać z tego tytułu. Nie jest to wcale mniejsze czy „lepsze” uzależnienie niż alkoholizm czy narkomania. Tak samo potrafi wyniszczyć człowieka psychicznie i fizycznie.

Nadmiar stresu, bóle głowy, kłopoty ze snem czy nikłe kontakty z rodziną i przyjaciółmi to tylko niektóre objawy, pojawiające się u pracoholików. Pracoholizm jest groźną chorobą, która może zarówno doprowadzić do rozpadu małżeństwa, wyobcowania z życia rodzinnego czy nawet skończyć się zawałem serca. Coraz częściej do szpitala trafiają 30/40-latkowie po wylewie czy zawale.

Tak jak każda walka z uzależnieniem, tak i bój z pracoholizmem jest trudny. Wiele uzależnionych osób nie dostrzega tego problemu u siebie, wręcz przeciwnie, w niektórych krajach dumą jest bycie zapracowanym. Nie mylmy jednak bycia pracowitym z pracoholizmem. Każdemu zdarzy się czasami zostać dłużej w pracy czy przynieść obowiązki do domu. Jednak kiedy robi się to nagminne, a my nie mamy nawet czasu, żeby wziąć dzień urlopu, wtedy trzeba zacząć się zastanawiać, że coś jednak jest nie tak.

Polacy bardzo pracowici

Polacy należą do pracowitego narodu. Według danych OECD Polska jest w czołówce państw europejskich pod względem liczby przepracowanych godzin, to ok. 1792 godziny rocznie! Z badania Nationale-Nederlanden wynika, że aż co czwarta osób na urlopie czyta służbowe e-maile. Najczęściej dotyczy to osób między 18 a 29 rokiem życia. Jak sobie radzić z pracoholizmem? Terapia ma za zadanie wymusić na pracowniku wykonanie obowiązków, które wcześniej zajmowały 80 godzin, w 50 godzin.

W niektórych państwach wprowadzono dzień pracy zdalnej, który ma promować zdrowe zwyczaje zawodowe. Przykładem jest Japonia, słynąca raczej z gloryfikacji pracowitości. Pracoholizm stał się tam już tak dużym problemem, że wprowadzono socjomedyczne pojęcie karōshi, oznaczające nagłą śmierć z przepracowania. Trzeba pamiętać, że pracoholik nie zawsze jest dobrym pracownikiem. W pewnym momencie człowiek się wypala, wkrada się rutyna, a osoba z obsesją na punkcie pracy stopniowo przestaje być wydajna i kreatywna.

12 sierpnia – na pewno nie w pracy!

Dzień Pracoholików ma ostrzec wszystkich przed naprawdę groźnym uzależnieniem. Ten dzień ma właśnie przypominać, że poza pracą też jest życie, a tam spotkania towarzyskie i chwila dla siebie. Dlatego właśnie w ten dzień warto pójść do kina, poczytać dawno odłożoną książkę, spotkać się z przyjaciółmi lub z rodziną. Przecież świat się nie zawali jak o 16 zamkniecie drzwi za sobą. Jutro też jest dzień!


Autor: Adrianna Machalica
Zdjęcie: pixabay