Barbarka na Wyspie Słodowej w miniony Dzień Dziecka stała się miejscem, w którym biło tętno Instytutu Dziennikarstwa i Komunikacji Społecznej. 10-lecie to rocznica okrągła, która nie mogła obyć się bez imprezy integrującej studentów, wykładowców oraz absolwentów.

Impreza zaczęła się punktualnie o 19, choć na Barbarkę można było wejść już wcześniej. Niezbyt ciepły, rześki wręcz wieczór sprzyjał rozmowom przy złocistym trunku oraz przy muzyce. Rozstrzygnięto również konkursy na najlepsze powiedzonko, Miss oraz Mistera Instytutu oraz wykładowcę Dziesięciolecia. Nagrodzeni zostali:

Powiedzonko 10-lecia: „To się można deską zabić!” prof. Michael Fleischer

Miss 10-lecia: dr Małgorzata Czapiga

Mister 10-lecia: mgr Paweł Pawiński

Kosa 10-lecia: dr Adam Szynol

Wykładowca Dekady: dr Dominik Lewiński

Zapytaliśmy nagrodzonych (tych, którzy po rozdaniu statuetek zostali jeszcze na Barbarce) o wrażenia ze swoich wyróżnień.

Chętnie zamieniłbym się na nagrodę dla Mistera – zaśmiał się dr Dominik Lewiński, w rozmowie z „Nowym Dziennikarstwem”.

Kiedy tak tutaj stoję i myślę sobie, co bym w życiu zmienił, myślę sobie, że nic bym nie zmieniał – odpowiedział filozoficznie mgr Paweł Pawiński.

TENtno było świetną okazją na porozmawianie z wykładowcami i powspominanie początków istnienia Instytutu, jak również zarysowania wizji jego dalszego rozwoju.

W ciągu dziesięciu lat zmieniło się wiele. Na lepsze. Zmieniliśmy siedzibę. Z ulicy Pocztowej, czego obecni studenci nie pamiętają, gdzie mieliśmy zaledwie kilka pokoi. W budynku, który jak głosi legenda, przed wojną spełniał zadanie zamtuzu dla bogatych wrocławian. Przenieśliśmy się gościnnie i nadal jesteśmy gościnnie w Instytucie Informatyki, który udzielił nam schronienia i jakiejś siedziby, która jest tymczasowa, więc nadal jesteśmy „Instytutem Tymczasowym”. W ciągu dziesięciu lat zmieniła się też liczba studentów. Początkowo było ich około dwustu. Teraz jest ich dwa tysiące. To jest spora zmiana. Pojawił się też nowy kierunek, czyli Komunikacja Wizerunkowa. Zmieniło się to, że mamy dwa kierunki studiów anglojęzycznych, gdzie mamy wszystko od Jezusa po Lenina, bo mamy kolegę z Hiszpanii, który ma na imię Jesus i kolegę z Ekwadoru, którego rodzice obdarzyli drugim imieniem: Lenin. Czego on się wstydzi, a ponoć w Ekwadorze była kiedyś taka moda. Jak widać zmieniło się sporo. Czy zmienili się studenci? Pewnie trochę tak, jak to z każdym nowym pokoleniem. Trochę zmieniła się też kadra, ale myślę, że trzon został podobny – mówił prof. dr hab. Arkadiusz Lewicki, Dyrektor Instytutu Dziennikarstwa i Komunikacji Społecznej. Na pytanie czy zobaczymy się za kolejne dziesięć lat odpowiada z uśmiechem – Nigdzie się nie wybieram. A może uda spotykać się częściej i będziemy tak wspólnie świętowali kolejne urodziny Instytutu, bo myślę, że warto. Ta atmosfera, która tutaj jest sprawia, że możemy ze studentami funkcjonować trochę na innej stopie, nie tylko na stopie naukowej, ale też towarzyskiej, to jedna z zalet tego Instytutu, że próbujemy staramy się i mam nadzieję, że to nam wychodzi, choć została też przyznana „Kosa dziesięciolecia”, więc mam nadzieję, że jedno drugiego mam nadzieję nie wyklucza, że próbujemy traktować studentów w sposób partnerski. To się przekłada na zainteresowanie studiami, że wciąż mamy rzesze kandydatów na te studia i wciąż mamy studentów, co w tym okresie niżów demograficznych nie jest takie oczywiste.

Dr Marek Graszewicz tak natomiast wypowiedział się w swój charakterystyczny sposób na temat samej idei takiego spotkania: – Każde przedsięwzięcie, które integruje ludzi, które jakoś zbliża ich, uważam za bardzo fajne.

Choć główną ideą byłą wspólna zabawa studentów i wykładowców, ta byłą odrobinę utrudniona za sprawą DJ’a rezydującego na Barbarce – Tomka Markowicza, posługującego się pseudonimem Markowitz. Rozumiem, że piwko w scenerii Wyspy Słodowej popija się najlepiej przy powolnie sączącym się bicie, jednak do zabawy potrzebna jest muzyka z większą namiastką linii melodycznej czy wokalu. Na liczne prośby zmiany muzyki zza konsoli słyszeć dało się tylko jedną odpowiedź. DJ nie miał innej muzyki. Pomijając fakt, że będąc osobą odpowiedzialną za audio podczas imprezy nie miał mikrofonu, to w dodatku ciężko było z nim ustalić jakąkolwiek zmianę w kwestii tego, do czego można było się pobawić. Szybko zatem pożegnaliśmy Markowitza, by bawić się przy muzyce puszczanej przez dr. Łukasza Klisia i to właśnie ten moment był przełomem całej imprezy, bo właśnie wtedy parkiet zaczął pękać w szwach.

TENtno było świetną okazją do rozmowy, wspólnej zabawy i przełamania granicy między studentami i wykładowcami, jednocześnie pokazując, że wszyscy razem potrafili świetnie bawić się do późnych godzin.


Autor: Patryk Rudnicki
Materiał wideo: Szymon Zdobylak