Jesteście w stanie wyjść z pokoju pełnego zagadek w 60 minut? Czas to sprawdzić, już 10 marca każdy za darmo będzie mógł się o tym przekonać. Właściciele Escape Roomów zapewniają, że atrakcja jest w pełni bezpieczna.

Od pewnego czasu coraz więcej mówi się o bezpieczeństwie Escape Roomów. Czy ktoś zamknięty na około godzinę, zazwyczaj w ciemnym pomieszczeniu może czuć się bezpiecznie? Jestem przekonana, że tak. Dlaczego? Doświadczyłam tego na własnej skórze i to wielokrotnie. Z okazji dnia Escape Roomów (pisaliśmy o tym TUTAJ) właściciele Let Me Out zaprosili dziennikarzy do gry. Był to już mój czwarty pokój (pierwszy, z którego wyszłam i pierwszy w gronie ludzi, których średnio znałam) i za każdym razem świetnie się bawiłam i w żaden sposób nie odczuwałam zagrożenia.

Co czeka nas za drzwiami?

– Ogólnopolski kodeks powstał, aby dać wszystkim wyraźny sygnał, że zapewnienie najwyższych standardów jakościowych i bezpieczeństwa, od samego początku było dla nas priorytetem. Jeśli firma chce utrzymać się na rynku i sprawić, aby klienci ją odwiedzali, jest to wręcz wymóg podstawowy – informuje Michał Kuzborski, współwłaściciel House of Crime. – My sami nawzajem gramy w swoich pokojach. Są to więc zasady, które zawsze były dla nas niezwykle ważne i na podstawie których opracowaliśmy własne systemy i rozwiązania, zapewniające bezpieczeństwo, które często znaczenie wychodzą ponad górne wymogi – dodaje.

Pokoje są różne. Jedne mniej straszne, inne bardziej. Każdy jednak jest pełen zagadek. Tym razem, już na wejściu dostaliśmy opaski na oczy, które mogliśmy zdjąć dopiero po wysłuchaniu wprowadzenia. Początkowo byliśmy trochę zdezorientowani, z racji tego, że pokój był bardzo mały. No i zaczęło się…Przeszukiwanie każdego kąta, sprawdzanie każdej dziury, ściany, szpary i wszystkiego wkoło. Kiedy rozwiązaliśmy pierwszą zagadkę, reszta szła ekspresowo. W pewnym momencie znaleźliśmy klucz do drzwi wyjściowych. Zdziwiliśmy się: co to, już koniec zabawy? Okazało się, że wcale nie. Klucz otworzył nowe pomieszczenie, z nowymi zagadkami. Wszystko zaczęło się od nowa. Przeszukiwanie, zastanawianie się. Nie było czasu na strach czy obawy. Każdy starał się otworzyć kłódki w drzwiach i skrzynkach oraz rozwiązać łamigłówki. Trudność pojawiła się przy jednej zagadce, z układaniem puzzli (ale nie mogę za wiele zdradzić, gdybyście chcieli kiedyś się tam wybrać). Parę razy musieliśmy skorzystać z podpowiedzi, bo brakowało nam pomysłów w jaki sposób złamać szyfr. Koniec końców jednak wszystko się udało i cali, i zdrowi wyszliśmy z pokoju po ok. 40 minutach.

Bezpieczeństwo przede wszystkim

Będąc, w którymkolwiek z Escape Roomów nigdy nie czułam się zagrożona. Pamiętam jak byłam pierwszy raz, w swoim rodzinnym mieście, w pokoju szalonego doktora. Był to rzeczywiście najstraszniejszy pokój. Co chwilę różne części ciała wyskakiwały z szafy lub z różnych kątów, cały czas towarzyszył nam półmrok no i jeszcze ta szpitalna atmosfera… Jednak nawet tam dobrze się bawiłam, choć parę razy zdarzyło mi się krzyknąć ze strachu (ale o to przecież też chodzi). Gdyby jednak coś nagle się stało, właściciele zawsze mnie zapewniali, że przy drzwiach jest klucz awaryjny, z którego można skorzystać i po prostu wyjść z pokoju. Cały czas jest też kontakt z pracownikami przez krótkofalówki. Poza tym, idąc z grupą znajomych, myślimy raczej o dobrej zabawie, a nie o miejscu, do którego boimy się iść. We Wrocławiu wybór Escape Roomów jest na tyle bogaty, że nawet jeżeli ktoś nie lubi horrorów, to może wybrać bardziej przygodowy pokój, gdzie nie ma się czego bać.

– Stały monitoring, nadzór tzw. mistrzów gry, apteczki czy wyjścia ewakuacyjne to podstawa. Wiele firm ma własne rozwiązania maksymalizujące bezpieczeństwo. Są to np. czujniki i system SAP połączony z jednostką Straży Pożarnej, przyciski czy klucze awaryjne, które umożliwiają opuszczenie gry w dowolnym momencie i z każdego miejsca. Jest tego sporo i trzeba też podkreślić, że zamykanie graczy jest umowne, na potrzeby gry – wyjaśnia Karol Skraba, współwłaściciel Let Me Out. – W ramach branży wymieniamy się doświadczeniami i wspieramy w utrzymywaniu najwyższych standardów z jednego prostego powodu: klienci escape roomów są naszymi wspólnymi klientami. Mało kto gra po kilka razy w jednym pokoju, to już nie są te emocje, dlatego tak ważne jest dla nas to, aby wszystkie pokoje trzymały poziom – dodaje.

Bez względu na to czy idziemy pierwszy czy piąty raz, zawsze jesteśmy instruowani przez pracowników jak powinnyśmy się w danym pokoju zachować, na co uważać i co zrobić, kiedy coś złego zacznie się dziać. Na drzwiach zawsze wisi też regulamin. Po swoich doświadczeniach mogę śmiało powiedzieć, że jest to przyjemna rozrywka, dużo lepsza niż siedzenie przed komputerem. Można oderwać się od rzeczywistości na chwile, przeżyć przygodę i po prostu dobrze się bawić. Byłam w czterech różnych miejscach i nigdy nie stało się nic, co by zagrażało mojemu życiu czy zdrowiu, dlatego z czystym sumieniem mogę polecić Escape Roomy.


Autor: Adrianna Machalica
Zdjęcia: Let Me Out Wrocław, House of Crime Wrocław, Adrianna Machalica