Byli pisarze, naukowcy, ale i wojownicy i księżniczki. Około trzech tysięcy fantastów, fanów i zajawkowiczów odwiedziło w ubiegły weekend (7-9 lipca) Centrum Kultury Zamek. Bawili się na trzynastej edycji największego odbywającego się na Dolnym Śląsku konwentu: wrocławskich Dniach Fantastyki. Od latających smoków po latające miotły, atrakcji było mnóstwo.

Wrota podwrocławskiej twierdzy leśnickiej były jak portal do innego świata. Zamkowy park krajobrazowy został oblegany przez setki gości oraz dziwacznie poprzebieranych cosplayerów. Rozłożyste namioty, szermierze na scenie amfiteatru, armaty, wioska postapokaliptyczna, Słowianie, rekonstruktorzy historyczni. Do tego roztaczająca się muzyka i gwar. Taki widok dla wytrwałych konwentowiczów nie jest niczym zaskakującym. Dni Fantastyki to jedna z wielu odbywających się w Polsce imprez z branży fantastycznej. Co roku, organizowana w tym samym miejscu, skupia ludzi z fantazją i o nieograniczonej, wybujałej wyobraźni. Po prostu fanów i pasjonatów szeroko pojętej fantastyki.

W ciągu trzech dni festiwalu mamy aż 300 punktów programu, które odbywają się codziennie. Zapewniamy wiele innych atrakcji. Całe podziemie zamku to strefa gier. Organizowane są świetne warsztaty, np. z tworzenia filmów techniką virtual reality. Jest również strefa pokazów wokół zamków, atrakcyjnie wizualny konkurs cosplay. Nasza impreza z roku na rok się poszerza. Co raz bardziej wychodzimy poza zamek. Co roku liczba uczestników obejmuje ok. 3 000 ludzi – opowiada Piotr Makarewicz, organizator.

Zdecydowanie bogaty program imprezy satysfakcjonuje każdego: od nieopierzonego, zielonego uczestnika po pełnokrwistego Fantastę przez duże F. W salach Centrum Kultury Zamek przez trzy dni odbyły się setki prelekcji: spotkania z autorami, ilustratorami, naukowcami, twórcami gier. Panele pasjonatów dziedziny, które ledwo mieściły zgromadzonych w jednym pomieszczeniu. Cały program skupiał kilka podstawowych bloków, m.in.: fantastycznonaukowy, filmowy, popkulturowy. Creme de la creme takich festiwali są jednak spotkania i dyskusje z zaproszonymi gośćmi. Organizatorzy wrocławskich Dni Fantastyki, którzy w 2012 roku odpowiedzialni byli również za aranżację największego konwentu fantastyki w Polsce-Polconu, zapewniają uczestnikom spotkania z wieloma znawcami w dziedzinie, nie tylko z Polski. W tegorocznym wydaniu brali udział m. in. rysownik z Gruzji Lazare Gvimradze, amerykański pisarz fantasy Brian McClellan, brytyjski publicysta Angus Watson oraz twórca powieści grozy, Graham Masterton.

Przy Dniach Fantastyki pracuje bardzo dużo ludzi. To jest ogromna impreza, więc proces zapraszania zagranicznych gości do Polski polega na współpracy ze sztabem organizacyjnym oraz wykorzystywaniu kontaktów. Czasami rozmawiamy bezpośrednio z pisarzami, czasami z menagerami twórców lub poprzez wydawnictwa – przypomina Piotr Makarewicz.

Przeważała jednak, nie gorsza jakościowo, pula gości z kraju. Na Zamku pojawili się m. in. pisarz i publicysta Marek Oramus, aktor filmowy Jarosław Boberek, artysta Artur Wabik, naukowiec Artur Zimniak i wielu innych. Jednym z zaproszonych prelegentów był także Łukasz Śmigiel, wykładowca Uniwersytetu Wrocławskiego oraz wydawca pulpowego magazynu Coś oraz czasopisma Złota era komiksu.

Prelekcja była o tajemnicach cmentarzy. Zawsze niezwykle mnie cieszy, że na tego rodzaju opowieści o trupach, obrzędach pogrzebowych i cmentarzach przychodzi cała masa młodych ludzi. Mało się, dzisiaj mówi o tym, że właściwie już od czasu embrionu umieramy. Gawiedź od czasu do czasu się śmiała, a od czasu do czasu patrzyła na mnie z politowaniem, więc chyba się podobało – mówił o swojej prelekcji Łukasz Śmigiel.

Każdy prócz dobrej zabawy chciał wynieść z konwentu jakąś przydatną wiedzę. O tym pierwszym nie można oczywiście zapominać, więc o to również organizatorzy zadbali. Wokół zamku rozpościerało się pole atrakcji. Zaraz obok przestrzeni chilloutowej, na której można było usiąść, odpocząć, skosztować potraw kilku foodtracków oraz napić się kraftowego piwa, miały miejsce stoiska i sklepy. Wedle uznania można było zaopatrzeć się w kolorowe pluszaki z ulubionej kreskówki Adventure Time, czy w paradoksalnie uroczą i słodką maskotkę przerażającego przedwiecznego Cthulhu z utworów H.P Lovecrafta. Kilka kroków dalej uczestnicy kupowali książki (nie tylko o tematyce fantasy), dużą popularnością cieszyły się również ukochane przez konwentowiczów gry bez prądu oraz biżuteria steampunkowa. Wrocławskie Dni Fantastyki odwiedził także znany bądź nieznany Jakub Dębski, zwany Demem. Youtuber, rysownik ubrany w odznaczającą się, czerwoną koszulę sprzedawał osobiście swoje komiksy. Za niewielką cenę można było zakupić u niego kilka egzemplarzy, a żarcik dostawało się w gratisie.

Przyjeżdżam na konwent zawsze z wesołym uśmiechem i radością na twarzy. Mam moje komiksiki, które sam wydaje. Tam sobie rysuje, a potem sam sprzedaję i daję na nich autografy. Teraz bywam na wielu festiwalach i konwentach. Wrocławskie Dni Fantastyki to jest mój wielki finał. Wyróżniają się tym, że w porównaniu do innych konwentów odbywają się również na zewnątrz i na świeżym powietrzu. Dni fantastyki – jesteście bardzo specjalne – mówił Jakub Dębski

Nie samymi fantami jednak żyje człowiek, szczególnie na takim festiwalu. Nudzić się też nie sposób. Wokół Zamku swoje manatki rozłożyli rekonstruktorzy historyczni, tworząc Wioskę Słowian. Byli również zajawkowicze postapo, budując Wioskę Postapokaliptyczną (którzy puszczając retro utwory inspirowane grą Fallout umilali konwentowiczom czas). Sztuka również zagościła na podzamcze. Wrocławski artysta Walter Brund przez dwa dni tworzył w zamkowej fosie oraz w obecności zainteresowanych swój obraz Gniew Otchłani. Jedna grupa wyróżniała się jednak na tle innych. Obserwując drużynę graczy, biegających po polu z długim kijami między udami, zbijających się piłkami i rzucającą do dziwnych okręgów na drążkach czuje się głównie dezorientację. Zdziwienie przeistaczało się jednak w entuzjastyczny podziw, gdy odkryło się, że naszym oczom ukazuje się wrocławska drużyna quidditcha, inspirowana sportem z uniwersum Harrego Pottera, która zapraszała wszystkich do zabawy.

Quidditch to połączenie siatkówki i zbijaka. Są ścigający i zbijający, podobnie jak w Harrym Potterze. Są trzy tłuczki i jeden kafel. Gramy tak zawsze naszą drużyną. Założyliśmy grupę Wrocław Wanderers w listopadzie ubiegłego roku. Organizujemy nabory, treningi otwarte. Mimo, że w Polsce quidditch nie jest uznawany jako pełnoprawna dyscyplina sportowa, w Stanach Zjednoczonych jest to normalny sport, za który można dostać stypendia naukowe. Mimo wszystko cieszy się to u nas szerokim zainteresowaniem. Podobne drużyny działają w Poznaniu, Olsztynie, Warszawie, Krakowie czy Bydgoszczy. Cały pomysł wyszedł co prawda z Harrego Pottera, ale wcale nie trzeba być jego fanem, aby cieszyć się grą w quidditcha – opowiada Agata z Wrocław Wanderers.

Można wyliczać inne atrakcje w postaci sal gier elektronicznych, plenerowych pokazów kina superbohaterskiego, prezentacji bionicznej ręki. Najlepiej jednak zobaczyć i przeżyć to samemu. Za nami 13. edycja tej prestiżowej imprezy, która niezmiennie od 2004 roku nawiedza i czaruje Centrum Kultury Zamek. Niech miłośnicy, pasjonaci i zwykli goście przybywają tam liczniej co rok, dając się ponieść fantastycznej zabawie.


Autor: Maja Budka

zdjęcie: https://www.facebook.com/DniFantastyki/