„Nadszedł czas, żebyśmy zajęli należne miejsce w świecie, w którym my, czarodzieje będziemy wolni. Przyłączcie się lub gińcie” – tak Grindelwald zwraca się do swoich zwolenników w przemowie, która była jedną z najlepszych scen w drugiej części „Fantastycznych zwierząt”.

Polska premiera filmu Fantastyczne zwierzęta: Zbrodnie Grindelwalda miała miejsce 16 listopada i pewnie większość fanów magicznego świata miała już okazję go obejrzeć. Reżyserem jest David Yates, twórca serii o Harrym Potterze. Natomiast scenariusz do dwóch już części Fantastycznych zwierząt napisała J.K. Rowling, cofając nas o 70 lat i poszerzając swoje uniwersum. Dlatego mogłoby się wydawać, że fani mogą spać spokojnie. Czy aby na pewno?

Czarodziejska rewolucja

Akcja filmu Fantastyczne zwierzęta: Zbrodnie Grindelwalda dzieje się około rok po zdarzeniach z pierwszej części. W życiu głównych bohaterów zachodzą pewne zmiany. Newt Scamander (Eddie Redmayne) dalej opiekuje się swoimi zwierzętami, których ciągle przebywa, jednak boryka się z zakazem podróży zagranicznych, dlatego też ma trudności z zadaniem, które powierzył mu do wykonania młody Albus Dumbledore (Jude Law). Tina Goldstein (Katherine Waterstone) zostaje aurorem i mierzy się z można powiedzieć tą samą ważną misją. Losy tych dwoje zatem znowu się przecinają, więc próbują poradzić sobie ze wzajemnymi uczuciami.

Jednak to nie wątek miłosny jest rdzeniem tej historii, a tytułowy Grindelwald (Johnny Depp), który po ucieczce z niewoli w Nowym Jorku zbiera ludzi, popierających jego wizję rewolucji. A najbardziej zależy mu na młodym chłopaku o imieniu Credence (Ezra Miller). Tak jak w poprzedniej części młodzieniec walczy ze swoimi wewnętrznymi demonami ze względu na brak miłości i okrutne traktowanie w rodzinie adopcyjnej, tak teraz za wszelką cenę próbuje się dowiedzieć czegoś więcej o swoim prawdziwym pochodzeniu. Pomaga mu w tym Nagini (Claudia Kim), która jak już można się było dowiedzieć ze zwiastuna, była kobietą, zmieniającą się w węża.

Mniej zwierząt, więcej zbrodni

Filmów z serii Fantastyczne zwierzęta ma być w sumie pięć. Dlatego tym bardziej śmiało mogę stwierdzić, że Zbrodnie Grindelwalda są tylko przystankiem przed wielkim rozstrzygnięciem. W filmie brakuje wartkiej akcji. Mamy natomiast pogłębienie psychologicznych rysów bohaterów, historie dające nam szerszy niż dotychczas obraz magicznego świata i wątek groźnego dyktatora, który za pomocą świetnych umiejętności retorycznych umie zyskać sobie popleczników i poprowadzić ich do niebezpiecznego buntu. Dlatego też ta druga część może wydawać się bardziej odpowiednia dla starszych odbiorców. Bo niestety dzieci nie nacieszą tutaj długo oczu magicznymi stworzeniami, których pełno było w pierwszej odsłonie.

Pojawiają się także nowe, bardzo ciekawe postacie. Jedną z nich jest oczywiście Nagini. Poznajemy również brata Newta, Tezeusza (Callum Turner) oraz jego narzeczoną Letę Lestrange (Zoe Kravitz). Mamy też okazję wreszcie zobaczyć osławionego właściciela kamienia filozoficznego, czyli alchemika Nicholasa Flamela, co jest ciekawym dodatkiem do fabuły. Dużym rozczarowaniem natomiast była bardzo niewielka, bierna rola Albusa Dumbledore’a w całym filmie. Choć odegrana w moim odczuciu niezwykle trafnie. Dla aktora na pewno było wielkim wyzwaniem zmierzenie się z kultową postacią dyrektora Hogwartu i jego wykreowaną, o 70 lat młodszą wersją. Dla szczególnie zainteresowanych tym wątkiem mogę zdradzić, że w filmie dowiadujemy się nieco więcej na temat stopnia zażyłości między Dumbledorem a Grindelwaldem.

Niezwykłym uczuciem było znaleźć się ponownie w murach Hogwartu, gdzie między innymi w klasie obrony przed czarną magią uczniowie bronili się przed boginami. To wszystko oczywiście tworzy scenografia, kostiumy i efekty specjalne. Do tych technicznych walorów filmu nie można się przyczepić. Gorzej jest już trochę z warstwą fabularną głównie ze względu na bardzo kontrowersyjną informację, która pada na koniec filmu i może być różnorako odebrana przez fanów świata Harry’ego Pottera. Lecz aby dowiedzieć się o co chodzi, musicie już wybrać się do kina, bo ogólnie rzecz biorąc, warto.


Autor: Oliwia Rybiałek
Zdjęcie: skan z YouTube