Toronto Raptors pierwszy raz w historii swojej organizacji zagrają w finale NBA. Na ich drodze stanie Golden State Warriors, czyli drużyna, której aspiracje wiążą się z sięgnięciem po tytuł trzeci rok z rzędu. 

Pierwszy raz w historii ligi, finałowe mecze będą rozgrywane w Kanadzie. To wielkie wydarzenie nie tylko dla Toronto, ale i całego kraju. Wielka „klątwa” play-off, która ciążyła na Dinozaurach minęła, między innymi dzięki staraniom tego człowieka:

Kawhi Leonard
Do Toronto zawitała nowa gwiazda, czyli „The Claw”. Źródło: Instagram

W Toronto jest ten „Pazur”

Kawhi Leonard, bo o nim mowa, musiał przez jakiś czas pracować nad odbudowaniem swojego wizerunku. Sezon 2017/18 w większości spędził poza boiskiem San Antonio Spurs z powodu kontuzji. Pomimo pozwolenia powrotu do gry The Claw odmówił. To doprowadziło do wymiany z Toronto Raptors. Cała sytuacja odbiła się szerokim echem w całej lidze. Do Spurs trafił DeMar DeRozan, czyli ówczesna gwiazda kanadyjskiej drużyny. Kibice z żalem musieli pożegnać koszykarza, który mocno utożsamiał się z organizacją. Najczęściej w mediach społecznościowych można było przeczytać, że Raptors oddali swojego gwiazdora za zwykłego „gbura”, który gra tylko kiedy mu się zechce.

Obecnie chyba nieliczna garstka kibiców uważa, że ta wymiana była niekorzystna dla Raptors. Oczywiście, sposób w jaki do niej doszło był co najmniej niepoprawny. Oddali oni bowiem jednego ze swoich kluczowych zawodników, a zarazem najlepszego przyjaciela Kyle’a Lowry’ego bez jakiegokolwiek uprzedzenia. Rozgrywający Raptors podkreślał później w wielu wywiadach, że czuł się „oszukany” przez organizację. Wymiana ta przyprowadziła jednak do Toronto zawodnika o prawdziwych mistrzowskich aspiracjach. Dowodem może być zajęcie drugiego miejsca w sezonie zasadniczym jak i sam udział w Finałach NBA.

Toronto Raptors
Historyczne zwycięstwo Wschodniej Konferencji przez Toronto Raptors. Źródło: Instagram

Najgroźniejszy Dinozaur w historii

Ich przygoda w tegorocznych play-off również nie wyglądała kolorowo. Przegrali pierwszy mecz z o wiele niżej rozstawionym Orlando Magic, przez co spotkali się z wielką falą krytyki. Szybko jednak otrząsnęli się i zwyciężyli pierwszą rundę 4-1. Następnie przyszła pora na znacznie większe wyzwanie w postaci Philadelphii 76ers. Ci doprowadzili do jednej z najbardziej emocjonujących serii w tym roku, a o zwycięstwie Raptors w siódmym, decydującym meczu przesądził ten oto kosmiczny rzut (tak, zgadliście) Kawhiego Leonarda:

Każdy zaczął wierzyć w sukces. Kibice szaleli. Nawet The Claw krzyczał z radości, choć jest on spokojnym i wycofanym człowiekiem, który stroni od wyrażania swoich emocji. Przyszła pora na finał, a tam czekała na Raptors najlepsza drużyna sezonu zasadniczego – Milwaukee Bucks, dowodzona przez (najprawdopodobniej) przyszłego MVP ligi, Giannisa AntetokounmpoKozły miały wszystko, czego potrzeba: talent, młodość, wolę walki. Udało im się szybko wyjść na prowadzenie w serii. Przy stanie 2-0 rywalizacja przeniosła się z Milwaukee do Toronto, gdzie mogliśmy być świadkami przemiany Raptors.

Kyle Lowry przez lata był wyśmiewany, sądząc, że pod presją play-off nie radzi sobie na parkiecie. Teraz ma jednak u swego boku Kawhiego Leonarda, młodego Pascala Siakama, doświadczonego Marca Gasola i wielu innych utalentowanych koszykarzy. Demony przeszłości odeszły w niepamięć, a Toronto zwyciężyło następne cztery spotkania z rzędu i w pięknym stylu zameldowało się w Finale NBA.

Do trzech razy sztuka

Dużo było o Toronto, przyszła pora powiedzieć coś o Warriors. Przed rozpoczęciem sezonu większość spodziewała się Golden State w Finałach. Tak też się stało. W dwunastu meczach play-off przegrali tylko cztery razy. Pomimo braków kadrowych Stephen Curry staje na wysokości zadania i razem z Draymondem Greenem i Klay’em Thompsonem chcą zdobyć tytuł mistrzowski trzeci rok z rzędu.

No właśnie, braki kadrowe. Kontuzja Kevina Duranta, DeMarcusa Cousinsa czy Andre Iguodali może okazać się gwoździem do trumny dla Warriors. Problem w tym, że Golden State grają o wiele przyjemniejszą dla oka koszykówkę pod nieobecność tych graczy. Curry szaleje, a w finale Zachodniej Konferencji, gdzie Wojownicy rozgromili Portland Trail Blazers 4-0, rzucał  średnio 36,5 punktów na mecz.

Golden State Warriors
Pomimo kontuzji Golden State z przytupem i wielkimi aspiracjami zdobyli miejsce w Finale NBA. Źródło: Instagram

Wiadomo już, że w pierwszym meczu nie zagra Durant i Cousins. Mają jednak wrócić jeszcze w trakcie Finałów. Co to może oznaczać? Powrót starego (wciąż skutecznego) stylu gry Warriors. O wiele mniej aktywny stanie się Draymond Green, który został cichym bohaterem podczas Finałów Konferencji. Warto również wspomnieć, iż sam Leonard boryka się z problemami kolana. Ile jeszcze da rade wytrzymać?

Piękna historia z happy endem dla…

Pytanie można zostawić otwarte i poczekać, co przyniesie los. W tym pojedynku to Golden State jest typowane na faworyta do mistrzostwa. Stephen Curry gra jak z nut, a Kyle Lowry nie słynie z solidnej obrony. Z drugiej strony to Kawhi Leonard rzuca średnio najwięcej punktów podczas tych play-off. Podczas sezonu zasadniczego w bezpośrednich meczach to Toronto Raptors dwukrotnie schodziło z parkietu jako zwycięzca.

Niezależnie od wyniku obie drużyny tworzą historię. Dinozaury debiutują w Finałach, co już teraz jest dla nich ogromnym sukcesem. Wojownicy natomiast meldują się w nich piąty raz z rzędu. Ostatni raz taka sytuacja miała miejsce w 1966 roku.

Pierwszy mecz odbędzie się o 3:00 w nocy z czwartku na piątek. Jeżeli ani razu podczas tych play-off nie „zarywaliście nocki” to zróbcie to teraz, kiedy dwie najlepsze drużyny będą walczyć o najważniejsze trofeum NBA.


Autor: Filip Skiba
Zdjęcia: Instagram