Netflix ma w swojej ofercie coraz więcej dokumentów sportowych. Kolejną pozycją jest Formula 1: Drive to Survive, która przedstawia kulisy rywalizacji w 2018 roku, jednak robi to w unikalny sposób.

W trakcie dziesięciu odcinków poznajemy losy zespołów, kierowców oraz ludzi związanych z królową sportów motorowych. Niektóre historie są intrygujące lub chwytają za serce, jednak każdy odcinek ma w sobie inną zawartość i nie pozwala oderwać wzroku od ekranu.

To nie jest kolejne podsumowanie sezonu

Jeśli szukacie szczegółowego podsumowania sezonu z zachowaną chronologią i dokładnym przedstawieniem rywalizacji od pierwszego do ostatniego Grand Prix, nie włączajcie tego dokumentu. Tutaj czystej rywalizacji sportowej jest niewiele. Drive to Survive skupia się na pokazaniu kulis, które w przypadku Formuły 1 są niezwykle złożone i interesujące. Poznajemy historie kilku kierowców i zespołów, choć zdecydowanie najwięcej czasu poświęcono Danielowi Ricciardo i ekipie Red Bulla.

Zwiedzając padok

Przechodząc przez kolejne odcinki dokumentu, można się poczuć jak na wycieczce po świecie Formuły 1. W tym przypadku obraz świetnie spełnia rolę naszego przewodnika. Dla widzów, którzy są na bieżąco i uważnie śledzili poprzedni sezon, ten dokument nie wniesie wiele nowych informacji i niczym nie zaskoczy. Może za to dać zupełnie inne spojrzenie na kilka tematów i przybliżyć sylwetki niektórych kierowców.

Ferrari i Mercedes nie dojechały

Największym minusem dokumentu jest mała ilość materiałów o najlepszych zespołach w stawce, czyli Ferrari i Mercedesie. Nie jest to wina reżysera, ponieważ oba zespoły nie wpuszczały kamer do swoich garażów. Mimo wszystko, ma to znaczący wpływ na całość. Dokument o sezonie, w którym nie ma choćby jednego odcinka poświęconego na przedstawienie kulis walki o mistrzostwo, zwyczajnie nie jest kompletny.

Formula 1: Drive to Survive to pozycja, której z pewnością nie można pominąć. Skarbnica wiedzy i ciekawostek dla kibica, który ogląda wyścigi okazjonalnie lub wraca do oglądania wraz z powrotem Roberta Kubicy. Ci, którzy o F1 wiedzą znacznie więcej, również znajdą coś dla siebie i z pewnością nie będą zawiedzeni.


Autor: Grzegorz Krawczyk
Zdjęcie: screen z Youtube