Rozpoczynając drugi weekend europejskich rozgrywek League of Legends, wiele drużyn oczekiwało zgarnięcia dwóch zwycięstw. Niektórzy chcieli iść za ciosem i utrzymać swoją pozycję lidera. Inni chcieli się podnieść z kolan i zacząć wygrywać gry. Jak potoczyły się rozgrywki?

Po pierwszym tygodniu a szczycie znajdowało się G2 i Misfits. Pierwsza z nich, prowadzona przez junglera w postaci polaka – Jankosa. Druga ekipa, to wybuchowa mieszanka gwiazd, od top do bot lane’a. Obydwie za cel postawiły sobie pozostanie na pozycji numer 1 jak najdłużej. Aczkolwiek, poprzedni weekend nie był taki łatwy do przejścia.

Pierwszy dzień niezbyt zaskakujący.

W Piątek, pomimo faktu, że każdy rozegrał dopiero dwa spotkania, można było całkiem łatwo przewidzieć, kto jest faworytem w danym spotkaniu. Chociaż, jak to mówią, Europa to region, gdzie najlepszy może przegrać z najgorszym, i jest to normalne.

Jiizuke miał powody do zadowolenia – Vitality wygrało obydwa spotkania.

Spotkania zaczynał największy obecnie znak zapytania, czyli zespół Fnatic, który grał przeciwko Team Vitality. Wiele fanów miało nadzieję, że zeszłoroczni finaliści mistrzostw świata, zdobędą pierwsze w tym sezonie zwycięstwo. Niestety, Cabochard, MVP spotkania, pokazał, że jego Jayce jest nie do przejścia. Dodatkowo, Fnatic popełniło sporo błędów. Od wybierania przegrywających match-upów, po błędy na dolnej linii. To wszystko sumując przyniosły im niestety kolejną porażkę, a nie pierwszą wygraną.

Kolejne spotkania, przebiegły wedle tego, jak się spodziewano. Splyce bez problemu pokonało Rogue, które po pierwszym tygodniu wyglądało marnie. Wcześniej wspominany obrońca pozycji lidera, G2, również pokonało swojego przeciwnika, jakim było Excel. Tuż po tym, Soaz pokazał, dlaczego jego poprzedni skład nie powinien go wypuszczać. Zgarnął nagrodę MVP w meczu, w którym wraz z resztą Misfits pokonali Origen.

Można się zacząć martwić.

Kiedy w Sobotę rywalizację znowu otwierało Fnatic, tym razem z Schalke , to można było zacząć się już niepokoić. Niektóre drużyny, tak jak właśnie oni, posiadali wynik 0-3, co można bezdyskusyjnie przyznać, jest słabym startem sezonu. Tym bardziej, że ze wcześniej wspomnianym Schalke, również przegrali, co daje im początek 2019 roku z rekordem 0-4. Mają się tym bardziej czym stresować, jeśli weźmie się pod uwagę fakt, że mają do zagrania jeszcze z takimi drużynami jak Splyce, G2 czy Misfits. Na pewno będzie to dla nich większe wyzwanie, nich dotychczasowe mecze.

Owe drużyny za to wygrały swoje drugie spotkania w tym tygodniu, z wyjątkiem Misfits, który poślizgnął się i poniósł porażkę ze składem Vitality. Ekipa YamatoCannona pokazała, że powracają do swojej formy z mistrzostw świata. Za to SK Gaming z łatwością przeszło Excel, skazując oponentów na drugą połowę tabeli.

Odwróć tabelę, Fnatic na czele…?

To wszystko tworzy nam bardzo ciekawą sytuację w tabeli. Na szczycie, samotnie na chwilę obecną, utrzymuję się prawdziwa super-drużyna G2 Esports. Z meczu na mecz pokazują, że przejście Perkza na AD Carry, to udany ruch, a Caps idealnie wpasowuje się w synergie z pozostałymi członkami G2. Za nimi mamy aż cztery drużyny ex aequo na drugim miejscu, to jest Schalke, Misfits, Splyce oraz Vitality. Trzy z nich zakończyły weekend z dwoma wygranymi, więc na pewno po nabraniu pewności siebie, będą patrzyły na więcej sukcesów w kolejnym tygodniu.

Ukłony w stronę Capsa. Nie ma się co dziwić, za taką grę się należy.

Na dnie pozostają nam ironicznie, Rogue i Fnatic, z wynikiem 0-4. Patrząc na ich grę, obydwa składy są tam zasłużenie. Różnica między nimi jest taka, że przed rozpoczęciem rozgrywek LEC, powszechnie uważano że jedna z nich będzie najgorsza w lidze, a jedna najlepsza.

 


Zdjęcia : Instagram @lolesports, @g2esports