Święta lada dzień, większość z nas będzie wypoczywać w domowym zaciszu i cieszyć się słodkim lenistwem. Niestety gastronomia nie odpoczywa! Studenci dorabiający w gastro znają smak pracy na kacu po sylwestrowym szaleństwie lub w wigilijny dzień, kiedy pozostali już dawno wrócili w rodzinne strony.  

A wszystko dlatego, że ludzie chcą jeść. Czują niezaspokojony apetyt w niedziele, dni wolne od pracy i oczywiście święta. Co więcej czują wtedy intensywniejszą potrzebę konsumpcji niż zwykle. Dodatkowo, wolą celebrować posiłki w szerszym gronie, ponieważ są zwierzętami stadnymi. Oczywiście danie smakuje im lepiej, gdy jest przyrządzone specjalnie dla nich przez kogoś innego, bo po cóż się wysilać, jeśli można zapłacić, pięknie się ubrać i cieszyć aromatycznymi potrawami w restauracji. Gdy nieświadomy klient spokojnie czeka na zamówione rarytasy po drugiej stronie barykady trwa wojna. Wojna: z czasem, z ilością przygotowywanych w jednym momencie dań, z niecierpliwością gości, brakiem tuszu w kasie fiskalnej, zacinającym się terminalem czy brakiem drobnych by wydać resztę. A bohaterami tej batalii są oczywiście głównie kucharze i kelnerzy. Ja swoją uwagę skupię na tych drugich. 

Kelnerzy to osoby, które cechują się niezmierzonymi pokładami spokoju i cierpliwości.

Mają wyćwiczony uśmiech i serdeczny ton na każdą okazję. Zachowują kamienną twarz nawet w kryzysowych sytuacjach. Zawsze: nienaganni, pomocni, życzliwi. Weterani, którzy biegają z przeładowanymi tacami w dni, w które reszta społeczeństwa odpoczywa. Ten pozorny spokój to jednak tylko zasłona dymna. Kto nie pracował w gastronomii nie wie jak to wygląda naprawdę.

Postaram się Was uświadomić jakie zachowania najbardziej drażnią kelnera. A lepiej go nie drażnić, bo to on podaje Ci jedzenie a sfrustrowany kelner to kelner kreatywny.  

Pierwsza, najważniejsza zasada: gdy wchodzisz do lokalu oczywiście zajmij nie posprzątany jeszcze po poprzednich gościach stolik. Nie zważaj na to masz do wyboru inne, czyste, tylko pretensjonalnym tonem zwróć uwagę kelnerom, że mają posprzątać!

Tacy goście to największa zmora obsługi, która widocznie z powodu dużego ruchu zwyczajnie nie ma czasu uporządkować tego konkretnego miejsca, w którym akurat Ty wymarzyłeś sobie usiąść. Jeśli siedzisz przy takim zastawionym brudnymi talerzami stoliku i rzucasz znaczące spojrzenia to narażasz się jeszcze bardziej. Widocznie życie Ci nie miłe. Najlepiej po wejściu do lokalu zapytaj obsługi o wolne stoliki. Ktoś z pewnością wskaże Ci miejsce, które możesz zająć i uniknąć faux pas już po przekroczeniu progu.

Bądź mądrzejszy od wszystkich. Przecież Ty najlepiej wiesz, jak danie powinno smakować, pachnieć, wyglądać. Oczywiście przepytaj kelnera z całej karty.

Kto pyta, nie błądzi, ale zasypywanie biednego człowieka lawiną pytań: a z czym to? a po co? dlaczego z czosnkiem? czy ta ryba jest świeża? czy tu jest gluten? hmmm tego nie ma w karcie, ale czy można u Państwa dostać ….? Nie, jeśli w karcie nie ma to nie można. Narażasz się również tzw. zabawami w masterchefa, dekomponując dania: „Chciałabym zamienić ziemniaki na cukinię, kurczaka na cielęcinę a marchew na ogórki”. Jak masz własną koncepcję dania to lepiej zjedz w domu i nie denerwuj ludzi.

-Najbardziej bawią mnie klienci, którzy pytają się mnie czy dana pozycja z karty jest dobra, po czym stwierdzają, że przecież ja tu pracuję więc moja odpowiedź jest niemiarodajna, ponieważ zawsze będzie pozytywna – komentuje Kinga, kelnerka jednej z wrocławskich restauracji.

Traktuj kelnera bezosobowo.

Po co zaprzątać sobie głowę życzliwym dzień dobry, poproszę, dziękuję, skoro ekonomicznie można skrócić komunikat do: Ryba z frytkami!

Stwórz na talerzu arcydzieło z resztek jedzenia.

Ułatwianie obsłudze posprzątania i poukładanie talerzy w stertę to oczywiście absurd, skoro możesz puścić wodze fantazji: wylać na talerz sok, rozrzucić po stoliku sztućce w artystycznym nieładzie i potraktować naczynia jak kosz na śmieci, tworząc w nich surrealistyczny miszmasz wszystkiego.

Przyjdź do obleganego lokalu, zajmij kilkuosobowy stolik po czym zamów soczek.

Najlepiej wyciągnij laptopa, papiery i rozgość się tam na kilka następnych godzin. Nie dziw się tylko, że obsługa rzuca ci wrogie spojrzenia, ponieważ tym sposobem narażasz lokal na straty, a biednych kelnerów pozbawiasz szansy na napiwek od kogoś kto zamówiłby jedzenie, ponieważ w restauracji się JE, a nie sączy soczek.

I na koniec tzw. combo, czyli jak wkurzyć nie tylko kelnerów, ale również kuchnię.

Zawitaj to restauracji, tuż przed planowanym zamknięciem. Niech nie zraża Cię brak innych gości. Rozsiądź się wygodnie, zamów pół karty i nieśpiesznie delektuj się kielichem wina. Przecież pracownicy są tu dla ciebie. To nic, że jest noc. Masz prawo tu być. Po czym łaskawie opuść lokal nie zostawiając ani grosza napiwku.

-Być może to nieładnie, ale tak – obgadujemy gości i komentujemy kto, ile zostawił tipa, kto był wredny, kto się czepiał, a kto był całkiem spoko. Najwięcej wyzwisk leci pod adresem delikwentów, którzy nabijają rachunki na kilkaset złotych, a nam nie zostawią nawet złotówki  – komentuje Bartek.

Podsumowując pamiętaj, że kelner to też człowiek, swoje granice wytrzymałości ma.

Jeśli lubisz życie na krawędzi i niepewność tego co w Twej zupie pływa, proszę bardzo, możesz igrać z ogniem. Siedząc w restauracji, miej na uwadze, że panujący wokół Ciebie spokój jest względny. Możesz być pewien, że Ci uprzejmi, zawsze uśmiechnięci pracownicy pewnie już nie raz rzucili pod nosem mięsem podczas zmiany, z powodu irytujących klientów. Nie bądź głośny, arogancki i bądź gościem, a nie „gościem”. Pamiętaj nawet o drobnym napiwku! Bo kto nie pracował w gastro nie zna życia, a stałym elementem kelnerskiego życia jest wyjście po zmianie na jednego i odreagowanie po ciężkim dniu.


Autor: Natalia Twardzik
Zdjęcia: www.pixabay.com