Prawnik, żołnierz, a wreszcie szpiegGiovanni Francesco Gemelli Careri nie planował podróży dookoła świata. Stał się jednak jednym z pierwszych backpackerów i być może pierwszym człowiekiem, który samotnie odbył taką trasę drogą lądową. Dziś mówi się, ze był inspiracją do „W 80 dni dookoła świata” J. Verne’a.

Przypadek Giovanniego Careri udowadnia, że internet nie zawsze umożliwia łatwy dostęp do wszelkich informacji. Wzmianek o tej postaci na próżno szukać w polskich publikacjach. Co ciekawe, nawet Wikipedia w języku angielskim zawiera dość ubogie wiadomości na temat tego człowieka. Dopiero włoskie źródła przybliżają nam nieco lepiej jego sylwetkę.

Młodość

Urodził się w 1651 r. w Taurianovie, mieście leżącym na południu Włoch. Mając 22 lata ukończył studia prawnicze w Neapolu. Szybko zaczął swoją karierę w administracji tamtejszego sądu. Pracował tam prawie 15 lat, ale przez kilka niefortunnych nieporozumień stracił stanowisko.

Pierwsza podróż

W poszukiwaniu zarobku Giovanni przemierzał kolejne europejskie kraje. Swoich sił próbował na terenach dzisiejszych Niemiec, Hiszpanii, Francji i w końcu Węgier. Nigdzie jednak nie udało mu się zatrzymać na stałe. Nawiązał jednak wiele korzystnych przyjaźni, które w przyszłości uratowały go od kłopotów i ułatwiły podróż.


Kiedy przebywał na Węgrzech, niespodziewanie wcielony został do austriackiego wojska i wziął udział w obronie Budapesztu przed Turkami. W trakcie bitwy został ranny, ale zdążył się wyróżnić na tyle, że Cesarz Leopold I nagrodził go kolejną posadą w sądzie w Neapolu. Pracę jednak stracił, gdy wyszło na jaw jego niskie urodzenie.

Włoski szpieg

Znów bezrobotny, niespełniony prawnik postanowił wyruszyć w drogę. Za namową swojego brata, który był duchownym, Giovanni obrał za cel Ziemię Świętą. Jak opisuje w swoich książkach, nawet przez myśl mu nie przeszło, że wkrótce okrąży cały świat.

Dość szybko udało mu się złapać statek płynący do Egiptu. Wykorzystując nadarzającą się okazję, zwiedził najpopularniejsze dziś atrakcje turystyczne, takie jak piramidy, czy dolina królów. Wkrótce potem ruszył do Jerozolimy. Ta, będąca dość częstym celem europejskich podróżników, nie zrobiła na nim wielkiego wrażenia.

Jako drogę powrotną wybrał trasę lądową przez Konstantynopol. Jednak w tym czasie Turcja toczyła wojnę z Wenecją. Giovanni nie przewidział, że włoski włóczęga kręcący się w porcie może wzbudzić podejrzenia. Podczas poszukiwań łodzi, która przewiozłaby go na drugą stronę cieśniny, został aresztowany i oskarżony o szpiegostwo.

Sprawa mogłaby się skończyć stryczkiem, jednak życie uratował mu francuski konsul – przyjaciel poznany podczas pierwszej podróży. Ten wstawił się za Giovannim i doprowadził do jego natychmiastowego uwolnienia. O pokonaniu cieśniny nie było już jednak mowy. Niedoszły skazaniec postanowił więc ruszyć na wschód.

Gdy kończyły się pieniądze

Mimo licznych przyjaciół, Gamelli wciąż potrzebował pieniędzy na finansowanie swojej wyprawy. Nie był wybredny zarówno jeśli chodzi o środki transportu, jak i lokum. Okazało się jednak, że koszty i tak były za duże.

Wkrótce Gamelli odkrył na to sposób. Kupował takie towary, które w jednym miejscu były tańsze, a następnie sprzedawał je drożej po przekroczeniu granicy innego kraju.

W krainie Buddy

Znajomości wśród międzynarodowej dyplomacji bezsprzecznie pomogły mu podczas tułaczki. Gdy dotarł do Persji, do swojego domu przyjął go tym razem polski konsul w Isfahanie. Tam był światkiem wielkiego wydarzenia, jakim było nadejście nowego sułtana Persji – Husajna.

Giovanni niczym XXI-wieczny turysta był ciekaw wszelkich zabytków i atrakcji.  Podczas pobytu w Persji zwiedził ruiny starożytnego miasta Persepolis – jedną z czterech stolic Imperium Persji. W czasach swojej świetności uważano je za jedno z najbogatszych na świecie, ale Aleksander Wielki spalił je doszczętnie po jego podbiciu. Carerri nie mógł przegapić takiej okazji.


Apetyt rośnie jednak w ramach jedzenia, więc Giovanni popłynął do Indii. Tam złożył wniosek o audiencję u władcy Wielkiego Imperium Mogołów. Jego prośba została odrzucona. Niezrażony niepowodzeniem, zwiedził Goa, a następnie drogą morską wyruszył do Makau.

Watykański szpieg spotyka cesarza

Ku zaskoczeniu Gamelliego, w Chinach znów przywitano go z otwartymi ramionami. Tym razem gospodarzami byli augustianie hiszpańscy. W sobie wiadomy tylko sposób dowiedzieli się o jego wyprawie i o tym, kiedy przybywa do Makau.

Ugościli go po królewsku, ponieważ byli pewni, że ktoś kto ma takie koneksje musi być papieskim szpiegiem. Gamelli nie potwierdził ich przypuszczeń. Ale też nie zaprzeczył i to wystarczyło.

Bracia pomogli mu dostać się do Pekinu, gdzie z kolei portugalscy jezuici również uznali go za papieskiego wysłannika. Wkrótce Gamelliemu udało się zaprzyjaźnić z jednym najważniejszych jezuitów Filippo Grimaldim, pełniącym wówczas funkcję prezesa trybunału matematyki. Grimaldi wciąż myśląc, że Gamelli jest szpiegiem, przedstawił go cesarzowi.

Gamelli rusza za wielką wodę

8 stycznia 1696 roku Gamelli opuścił Chiny i ruszył na podbój Filipin. Tam po raz kolejny zostaje uznany za ważną osobistość i zapewnia mu się wszelką wygodę. Gamelli miał ogromny talent do zjednywania sobie ludzi i wkrótce zaprzyjaźnił się z gubernatorem, który pewnego razu zaprosił go do siebie.

Dzięki swoim konszachtom znalezienie statku, który zabierze go na drugą stronę Pacyfiku, było tylko kwestią czasu. Wkrótce znalazł się hiszpański galeon, na pokładzie którego Giovanni Francesco Gemelli Careri wyruszył w kierunku Ameryki.

Niestety, tu fakty się kończą, a zaczynają domysły. Wiadomo tylko, że Gamelli trafił do Meksyku, a później na Hawannę. Jednak w swoich dziennikach opisał te zdarzenia pobieżnie.

Wielki podróżnik czy chory na umyśle pisarz?

4 grudnia 1698 roku Gamelli Carreri wrócił do Neapolu. Niedługo potem zapiski ze swojej podróży opublikował w formie książki „Voyage du tour de Monde” („W podróż dookoła świata”), która rozniosła się szerokim echem w całej Europie.


Gdy jego książka osiągała sławę, on sam został oskarżony o oszustwo. Znaleźli się świadkowie, którzy twierdzili, że Gamelli jest chory na umyśle i przez cały ten czas był zamknięty w domu. Sam autor temu zaprzeczał, jednak spowodowało to falę oburzenia wśród czytelników.

Po kilku latach prawda ujrzała światło dzienne. Nieoczekiwanie do Gamelliego doszedł list od portugalskiego jezuity, który jednoznacznie potwierdzał, że Gamelli był w Pekinie i został przedstawiony cesarzowi. To raz na zawsze zamknęło usta krytykom. A Gamelli pozostał wielkim podróżnikiem, którego historia zadziwia do dziś.


Autor: Kamil Kuchta