„Jak, do diabła, możemy żyć, wiedząc…?” – to pytanie, które przewija się przez całą książkę argentyńskiego dziennikarza – Martina Caparrosa. To reportażowa waga ciężka.

Lektura uświadamia fakt zgoła odwrotny – możemy żyć spokojnie, właśnie dlatego, że nie wiemy.

 

Niebezpieczna wiedza

 „Głód” był jedną z pięciu książek, finalistek tegorocznej Nagrody im. Ryszarda Kapuścińskiego za reportaż literacki, a także moim osobistym faworytem. Opinię tę podzieliło studenckie jury nagrody, złożone ze studentów Instytutu Dziennikarstwa i Komunikacji Społecznej, które swoje wyróżnienie przyznało właśnie Caparrosowi.

Największą zaletą, a zarazem niebezpieczeństwem obcowania z literaturą tego rodzaju jest uposażanie nas w wiedzę i budzenie naszej świadomości. Zmienia ona sposób postrzegania świata oraz wpływa na zachowanie czytelnika. Szczególnie czytelnika wrażliwego, na którym może odcisnąć bardzo trwałe piętno.

Reportaż Caparrosa to najcięższa kategoria wagowa wśród literatury faktu, nie przez swoją objętość (choć jest przeszło 700-stronnicową cegłą), lecz przez ważność kwestii, których dotyka. Od „Głodu” ciężko oczekiwać przyjemności czytania. To książka, która wpycha Cię w zakłopotanie, a niekiedy nawet wstyd. Dziennikarz udowadnia w niej, że głód nie jest problemem, jakichś nierealnych ludzików z wydętymi niczym balon brzuchami, żyjących tysiące kilometrów od nas. Jest problemem całego świata. A z każdym kolejnym akapitem staje się on coraz bardziej Twoim własnym problemem.

Porażająca moc statystyki

Odwiedzenie krajów takich jak Niger, Indie i Bangladesz, ale także rodzimej Argentyny, i USA, zebranie dziesiątek świadectw oraz ogromna wiedza autora zaowocowały napisaniem wnikliwej analizy struktur głodu na świecie. Ogromnym atutem tej analizy jest solidne rusztowanie zbudowane z bezlitosnej statystyki. To właśnie ona uderza w książce najmocniej.

 „…co niespełna cztery sekundy jedna osoba umiera na skutek głodu, niedożywienia i wywołanych tym chorób. Siedemnaście w ciągu każdej minuty, dwadzieścia pięć tysięcy każdego dni, ponad dziewięć milionów w ciągu roku. Półtora Holocaustu rocznie.”

„Największy kraj demokratyczny na świecie – jak lubią się wyrażać Hindusi – ma 1,2 miliarda mieszkańców… Z tej liczby 680 milionów nie ukończyło szkoły podstawowej, 800 milionów nie ma telewizora, 950 milionów nie ma kuchenki gazowej, 980 milionów – toalety”.

„Siedemdziesiąt siedem procent Hindusów może wydać jedynie dwadzieścia rupii dzienni, mniej niż pół dolara.”

Cytaty podobne do tych mógłbym wypisywać w nieskończoność. Nie chcę jednak odzierać Was z tego szoku, który wywołuje czytanie „Głodu”. Na co dzień jesteśmy bombardowani ogromną ilością agresji, okrucieństwa i cierpienia, na skutek czego obojętniejemy, ulegamy procesowi habituacji, stajemy się nieczuli na ludzkie nieszczęście. To ogromna wartość, gdy w dzisiejszych czasach, literatura potrafi nami jeszcze wstrząsnąć. Jeśli za owym wstrząsem idzie refleksja, jak w przypadku tej książki, mamy do czynienia z prawdziwym skarbem.

Ten okrutny świat

Caparros, pod postacią reportażu o głodzie, sprzedaje nam  swego rodzaju encyklopedię –  kompendium wiedzy o świecie, historii, ekonomii i ludziach. Obnaża głupotę ślepego podążania za tradycją; okrucieństwo i bezmyślność wielkich korporacji oraz bezradność międzynarodowych organizacji. Gra na strunach naszych nerwów. Wypycha ze strefy komfortu. Każe myśleć o tym „Jak, do diabła, możemy żyć wiedząc, że dzieją się takie rzeczy?” Wymusza na nas zmianę.

„Głód” jest pozycją obowiązkową, nie tylko dla wszystkich dziennikarzy i fanów reportażu, ale dla każdego, kto chce trochę lepiej zrozumieć świat.

 


Autor: Kamil Rzetelski
Na zdjęciu głównym: Martin Caparros
Zdjęcie: Alejandra Lopez / Wydawnictwo Literackie