Jesień tego roku minęła nam pod hasłem “Stranger Things” do tego stopnia, że wielu z nas mogło przeoczyć inne seriale, które swoją polską premierę miały w listopadzie. Kanadyjskiej produkcji “Grace i Grace” nie brakuje jednak atmosfery, tajemnicy i zmysłowego podejścia do zbrodni. Na podstawie nagrodzonej powieści Margaret Atwood, reżyserka Mary Harron I (“American Psycho”) stworzyła 6-odcinkowy miniserial opowiadający historię irlandzkiej pokojówki oskarżonej o morderstwo w 1843 roku.

Fabuła “Grace i Grace” oparta jest na prawdziwej historii – Grace Marks była prawdziwą pokojówką w Południowej Kanadzie, która wraz z Jamesem McDermottem, skazana została za morderstwo swojego pracodawcy i jego gospodyni. Książka Atwood fabularyzuje ten historyczny moment. Netflixowy serial zaś wiernie przenosi powieść na ekrany w formie psychologicznego thrillera z podłożem kryminalnym.   

W serialowej adaptacji w tytułową postać wcieliła się Sarah Gadon, która przykuwa oko sposobem, w jaki oddaje dwuznaczność Grace w każdym jej zachowaniu, spojrzeniu i słowie. Razem z Edwardem Holcroftem, czyli dr Jordanem, prezentują oni niedopowiedzianą relację pełną wzajemnej fascynacji, ale też podszytą strachem i podejrzeniem. Kerr Logan pojawił się jako szorstki James McDermott, a Rebecca Liddiard wcieliła się w pełną życia i śmiechu postać Mary Whitney. Aktorsko serial stoi na bardzo wysokim poziomie i pozwala nam na wyłapywanie subtelnych szczegółów w zachowaniach bohaterów, które okazują się często istotne w późniejszej akcji.

Wizualnie również jest się czym zachwycać. Cały obraz utrzymany jest w bardzo surowym tonie i w zimnych kolorach. Często widzimy kontrasty pomiędzy wnętrzami więziennymi, a bogato zdobionymi salonami ludzi zamożniejszych. W klimacie występuje pewna przygnębiająca ciągłość, która nieobecna jest w samej fabule, która rozwija się w sposób bardziej mozaikowy. W trakcie oglądania usłyszeć możemy dwie różne narracje, które, choć czasami podobne, przedstawiają kompletnie inne wersje wydarzeń. Dzięki temu możemy być obserwatorem nie tylko otoczenia, ale również tego co dzieje się w głowie Grace. Dowiadujemy się co widzi ona oraz co widzą inni w jej otoczeniu.

“Grace i Grace” jest jedną z wielu produkcji Netflixa, które pojawiły się w ostatnim czasie. Jest to też jednak mała perełka, zgłębiająca tajniki mrocznej dziewiętnastowiecznej psychiki. Fabuła jest prosta, ale iskrę ekscytacji wnosi podwójna narracja, która przez całe sześć odcinków skłania nas do zastanawiania się, co jest prawdą, a co nie. Serial jest przepełniony drobnymi zagadkami i niedopowiedzeniami – widzowie, którzy oczekują wartkiej akcji wgniatającej w fotel i jasnych odpowiedzi, mogą skończyć rozczarowani. Tutaj tempo jest spokojne, a fabuła rozwija się powoli. Największym brakiem tej produkcji jest zdecydowanie muzyka, która nie wpada w pamięć i nie jest dużą częścią wykreowanego nastroju. Otwarte zakończenie pozostawia wiele pytań bez odpowiedzi, ale prawdziwą wartością tej serii jest to, że znaczenie ma nie tylko historia Grace, ale też nasza własna. To my wybieramy sobie zakończenie. Istotne jest to co siedzi w naszej głowie. To my odpowiadamy sobie na najważniejsze pytanie serii: kto tak naprawdę jest mordercą – Grace czy Grace?


Autor: Natalia Poloczek

- POLECAMY -
Eleven Bike Fest