Jak na PRO8L3M przystało na ich nowe dzieło trzeba było trochę poczekać. Przez prawie rok spekulowano, jaki będzie następny krok grupy i w jaką tematykę pójdą — od ostatniej EPki minęło ponad 10 miesięcy, a duet powrócił niespodziewanie 16 marca z mixtape’em. Czy warto było tak niecierpliwie wypatrywać nowego materiału od rapera i producenta?

Ground Zero Mixtape to piąty krążek warszawskiej grupy muzycznej. Choć w ich dorobku tego typu dzieło już się kiedyś pojawiło (właściwie był to ich pierwszy większy materiał, Art Brut Mixtape) to widać między nimi liczne różnice. Steez i Oskar eksplorują nowe obszary muzyczne i tekstowe, choć sami określają brzmienie płyty jako „muzyczny powrót do dojrzewania w latach 90’”. Ground Zero to „techno i breakcore w 70 BMP z trance’owymi inspiracjami przetworzone na brudne, rapowe podkłady”. Bity Steeza, choć każdy różny, składają się na jedną spójną całość, a mixtape’u słucha się dosłownie na jednym wdechu. Dość długim wdechu, bo duet przygotował aż 27 utworów, w sumie daje to prawie godzinę nieustannej muzyki.

Bety, hazard i kobiety

Już w pierwszych sekundach czuć mroczne i toporne brzmienie, które przepływa przez głowę jak fala, do tego dochodzi charakterystyczny, momentami lekko zachrypnięty głos Oskara. Rozpoczyna pierwszą opowieść mocno i agresywnie, wręcz atakuje swoimi słowami (nie zacytuję, nie wypada mi tu przeklinać). Styl Sportowy robi tu za intro i zapowiedź tego co czeka nas dalej: pieniądze, hazard, szybkie, samochody, narkotyki i piękne kobiety. W kawałku słychać również Steeza, ale nie tylko na bicie, producent sam rapuje — szczerze mówiąc, miło go słyszeć, bo jego głos jest też całkiem ciekawy.

Pierwszy kawałek narzuca konkretne tempo, a kolejne utwory, Macki Meduzy i V8 jeszcze bardziej je nakręcają. Wstawki, w których słychać wycie syren i ruch uliczny w drugim utworze wprowadzają w uliczny klimat. Tym co drażni może być fragment właśnie z Macek Meduzkonkretnie: Po prawej diabeł, po lewej szaber, podajesz że spałeś, polej se kawę
Odmawiasz różaniec, czy dukasz alfabet? Brzmi to trochę jakby Oskar właśnie dukał te słowa, a ostatnie wymawia trochę głośniej. Po kilku przesłuchaniach można się przyzwyczaić (ale czy na pewno o to chodzi?), być może to kwestia specyficznego stylu rymowania.

20 lat wstecz

Było już o najtisowym klimacie bitów, ale nawiązania do lat 90. słychać również w tekstach, choćby we wcześniej wspomnianym Stylu Sportowym, kiedy to Steez mówi o „dancingu, niebieskich rzęsach i glanach Martensach„. Co więcej, jeden utwór parafrazuje kultowe Dzieci Wybiegły Elektrycznych Gitar. Puerto Rico nie jest jednak mocną stroną płyty — zaryzykowałabym stwierdzenie, że jest to najsłabszy track krążka. Dlaczego? Jest to jeden z tych kilku kawałków, w których Oskar nie tylko melorecytuje, ale i również śpiewa. Jakkolwiek znośne jest to w innych przypadkach, to tutaj zwyczajnie drażni. Tekst również nie powala, brzmi jak zlepek randomowych słów, które się ze sobą rymują (choć podobno ma dotyczyć współczesnej młodzieży), a refren irytująco zapętla się.

Oskar i jego wszystkie miłości

W Mackach Meduz Oskar szerzej wypowiada się na jeden ze wspomnianych wcześniej tematów — kobiety. Jest to pierwszy z wielu tego typu na Ground Zero. Trudno stwierdzić jaki ostatecznie jest stosunek Oskara do płci pięknej; raz je gloryfikuje, uwielbia i wyznaje miłość, a raz traktuje jak wiedźmy uprzykrzające życie, które mają zaspokajać tylko jego potrzeby i pragnienia. Uprzedmiotawianie kobiet w wykonaniu Oskara wielu może drażnić i irytować, ale czy to czasami nie jest zwyczajnie fikcja literacka, a raper w rzeczywistości bardzo szanuje kobiety?

Z jednej strony mamy Na Audiencji, najwulgarniejszy track na płycie (nazwać go można też prostackim i chamskim), który jednoznacznie określa jak wygląd zewnętrzny kobiety działa na Oskara i czego od niej wymaga, a z drugiej pierwszy singiel promujący cały materiał, Flary w którym wręcz poetycko wychwala walory estetyczne (prawdopodobnie) innej. Wychodzi na to, że Oskar to w połowie bandzior, a w połowie zakochany romantyk.

Miłość to temat, który przewija się co jakiś czas od samego początku aż do końca — Oskar pokazuje jej różne oblicza; na początku opisuje swoją ukochaną jako tę wyjątkową (albo ona, albo nie chcę żadnej), która towarzyszy mu w jego wszystkich szaleństwach narkotyczno-alkoholowych, nie szczędząc przy tym wulgaryzmów i przekleństw. Relacja z nią nie przeszkadza mu jednak w romansach z wieloma innymi. Nie wstydzi a wręcz chwali się swoimi zdradami, ale koniec końców żałuje swoich wyskoków jednak jest za późno. Winą obarcza kobietę by na końcu w Iskrach, utworze-spowiedzi przyznać się do swoich błędów. Życiowe? Przeogromnie.

Z każdym kolejnym trackiem płyta rozpędza się coraz bardziej, ale nie odczuwa się, że gdzieś „ucieka”, a cisza rozdzielająca utwory została zastąpiona skitami. Kwestię tę PRO8L3M rozwiązał kreatywnie, bo przerywniki mają formę rozmów telefonicznych — 5 międzynarodowych i 2 krajowych. Same skity nie zwalniają tempa, ale płyta mniej więcej w połowie traci swój rozpęd i rytm z początkowych utworów.

Vanitas vanitatum et omnia vanitas

Pod przykrywką alkoholu, dragów i miłosnych podbojów Oskar ukrył kilka refleksji życiowych, które ujawniają się dopiero pod koniec, jak gdyby był w narkotycznym transie i zaczynał trzeźwieć, wracać do rzeczywistości (sytuacja taka opisana jest w utworze Golden). I tak mamy tu też wcześniej wspomniane Iskry, ale i również Półsny (znów relacje damsko-męskie, winowajcą jest wciąż kobieta) czy ostatni utwór, Byłem Tam, który idealnie wszystko to zamyka. Można by także powiedzieć, że najlepsze zostawili na koniec, bo Vanitas pojawia się dopiero na 23 z 27 miejsc na płycie. Utwór ten świetnie pokazuje konsumpcjonistyczną naturę człowieka, jego pogoń za posiadaniem, spróbowaniem wszystkiego i ciągłą potrzebę imponowania ludziom, którzy nic dla nas nie znaczą, ale dzięki którym zrealizujemy swoje cele. Całe Ground Zero Mixtape to gonitwa za drogimi rzeczami, uznaniem i uciechami ziemskimi, w której pod koniec człowiek uświadamia sobie jak małą wartość ma to co posiada.

Trudno jednoznacznie określić Ground Zero Mixtape — nie da się zamknąć tej płyty w jednym słowie czy nawet zdaniu. Jak każdy taki twór ma swoje mocne i słabe strony. Docenić jednak trzeba wysiłek jaki duet wniósł w stworzenie tych 27 kawałków oraz kreatywność przy tworzeniu wizualnej strony płyty. Mixtape ten z pewnością będzie mi jeszcze towarzyszył przez kilka następnych miesięcy (oby i lat). Pozostaje teraz tylko czekać na to, jak materiał ten wypadnie na żywo.


Tekst: Hanna Galik

Zdjęcie: YouTube