SUMO – czyli impreza stand up’owa w nowatorskiej formule – odbyła się w środę, 15 marca w pubie Stara Piwnica. Wybrałem się tam, żeby sprawdzić, czy taka forma rozrywki jest warta opuszczenia strefy komfortu (patrz: odejścia sprzed ekranu komputera).

Stand up, to forma komediowa, polegająca na wygłoszeniu monologu przed publicznością. Ale co dokładnie kryje się za określeniem „formuła open mic”? Chodzi o to, że do występu może zgłosić się każdy. Na scenie pojawiali się więc komicy zajmujący się stand up’em od lat ale także debiutanci. Efekt – jak możecie się domyślić – był różny. Czasem publiczność wybuchała salwą niekontrolowanego śmiechu, a czasem w chwili pauzy, którą występujący przygotował na wybrzmienie żartu i oklaski, panowała niezręczna cisza. Wiadomo – nikt nie rodzi się wybitnym komikiem. Wszystko wymaga praktyki. Na szczęście przeważała ta pierwsza reakcja, a ludzie świetnie się bawili.

Po występach udało mi sie porozmawiać z jednym ze stand up’erów – Kamilem Ozimińskim.

Jak to się wszystko zaczęło? Skąd w twoim życiu wziął się stand up?

Mój pierwszy obejrzany special to Eddie Murphy „Delirious”, potem był „Raw”, a później już poszło – Carlin, itp. , itd. Od 2013 roku rozkręcaliśmy, z Patrykiem Czebańczukiem i Rafałem Paczesiem, łódzką scenę stand up’ową. Generalnie zawsze chowałem się za organizacją. Trochę występowałem, trochę jeździłem. Przez jakiś czas załatwialiśmy występy, później poszło lawinowo (dla chłopaków). Muszę tu podkreślić ogromny wpływ Patryka i Rafała, którzy swoim poziomem sprawiali, że publiczność chciała wracać. Z open mic’a na open mic, poziom wzrastał. Dlatego ta scena jest tak rozhulana. Wydarzenia były spoko, chociaż mogły być lepsze pod względem organizacyjnym. Tak samo jak mój stand up, który mógłby być spoko, ale był na takim a nie innym poziomie. Generalnie zawsze występowałem na jakichś open mic’ach. Tak to szło… raczej średniawka.

Jak poznałeś sie z chłopakami z SUMO?

Znamy się, krótko mówiąc, z branży. Cały czas o sobie pamiętamy i jeśli jest jakaś opcja na open mic, to sie zapraszamy albo do siebie wbijamy.

A z ludźmi z Wrocławia poznałem się przez Bartka Zalewskiego, który rozkręcał tu stand. Teraz jest już w Warszawie, jeździ ze Stand-up Polska.

Jesteś z Łodzi, więc skąd wziąłeś się we Wrocławiu?

Zostawiłem miasto. Wyjechałem w góry. Miałem półtora roku przerwy od występów.

W Bieszczady?!

W Góry Stołowe. Do Pasterki. Niedaleko Kudowy-Zdroju. Chociaż wszyscy myślą, że w Bieszczady.

To pewnie przez ten żart. „Może by tak wszystko pier****** i wyjechać w Bieszczady?”

Taak…

Dobrze, że dzisiejsza impreza nie była transmitowana szerszej publiczności, bo po tych kawałkach o Łodzi mógłby Cię spotkać los Lindy.

To tylko żarty. Łódź kocham, od zawsze na zawsze. Taki regionalny nacjonalizm. Ma coś w sobie to miasto. Zawsze mówię, że to nie jest tak, że to Łódź się lubi, to ona musi polubić ciebie.

Tymczasem wróćmy do Wrocławia.

Ostatnie dwa miesiące przyjeżdżam do Wrocławia. I tak trochę piszę, trochę nie. Staram się bardziej temu poświęcać. Zajaweczka mi po prostu wróciła. Teraz wziąłem 2 tygodnie urlopu i zacząłem sobie organizować open mic’i. W sumie przez dwa tygodnie, od 8 marca ogarnąłem sobie ich z dziesięć. Dla mnie to ogromna praktyka. Jak wychodzisz raz na miesiąc na scenę, to nic Ci to nie daje. Oprócz tego serduszko mi się cieszy, że tak się to wszystko udało. A to tylko open mic’i. Do tego dochodzą normalne, płatne występy. Na jednej scenie z ludźmi, którzy są w branży od początku i mają już dobry skill. Więc będzie gdzieś tego razy dwa. Co prawda jest to rozrzucone po całej Polsce…

Ale mimo to, całkiem tego sporo. Stand up staje się coraz popularniejszy. Nawet patrząc tutaj. Jest środek tygodnia, 23.00, a sala pełna.

Jasne. Pamiętam na początku jak chodziliśmy po klubach – jakieś 3-4 lata temu – i mówiliśmy, że chcemy zrobić stand up, wszyscy myśleli, że chodzi o standy. Te takie potykacze. Teraz wchodzimy, robimy open mic, wjazd za 5 zł i jest full.

A jak jest z mniejszymi miejscowościami?

Ciężko powiedzieć. Tak często w nich nie występuję. Ale po tych występach, które dawałem, wydaje mi się, że ludzie są tam bardziej otwarci i – może to głupio zabrzmi – ale lepiej sie śmieją. „O! to coś nowego. Coś innego. Coś się w końcu u nas dzieje.” Byliśmy w Tomaszowie Mazowieckim. Pacześ występował i opowiadał taki żart o „pierdzących cipkach (cytuję), a za nami 60-letnie babcie się śmiały. Uniwersalne poczucie humoru. Cytując Luisa C. K. – „Pierd jest śmieszny, bo wychodzi z twojego tyłka, śmierdzi jak kupa i wydaje śmieszny dźwięk małej trąbki. Nie musisz być mądry, żeby się z tego śmiać, ale musisz być głupi żeby się nie śmiać.”

Stand up, to twoje główne zarobkowe zajęcie? Da się z tego wyżyć?

Nie. Czysta zajawka. Są osoby w Polsce, które z tego żyją, bo mają skilla i umiejętności, i są osobowościami, ale w moim przypadku to tylko zajawka. Wiadomo jak pojawi się prawdziwa kasa, to czemu nie. Chyba marzeniem każdego jest zarabiać na zajawce. Wierzę, że jak robisz swoje to będzie to wynagrodzone. W taki czy inny sposób.

standup, stara piwnica, rozrywka, open mic, śmiech, scena, ludzie
Kamil Ozimiński podczas występu

Pomysłodawcą SUMO był mój kolega Michał Jurkowski. Jest to jedyna impreza we Wrocławiu, której osią główną jest open mic. Organizowane są oczywiście płatne występy znanych stand up’erów, ale jeśli chodzi o formułę open mic można powiedzieć, że jesteśmy pionierami. Była to już VII edycja imprezy, która odbywa się mniej więcej co miesiąc, od około pół roku. Tym razem zdecydowaliśmy się zwiększyć liczbę występujących z 10 do 12 i całkiem nieźle się to sprawdziło – tłumaczył współorganizator i konferansjer wydarzenia Jarosław „Isiek” Adam.

Występy zaczynały się o godzinie 20.00. Wstęp do klubu był darmowy, więc od samego początku panował tłok. W kulminacyjnym momencie, w środku było sporo ponad 300 osób. Troje kelnerów biegało w kółko serwując jedzenie i polewając alkohol. Zasuwali na bardzo wysokich obrotach. Mimo to, na piwo trzeba było czekać nawet 10-15 minut. Dobrze obrazuje to tłum jaki ściągnęła impreza. Nic dziwnego. Kto nie chciałby się ubawić za friko?

Na scenie pojawili się m.in. Ukrainiec Sviatoslav Maryniak, Amerykanin Jim Williams czy stand up’owy debiutant Krystian Marciniak, który miał (nie)przyjemność rozpoczynać występy. Pokazuje to jak różnorodnych ludzi ściąga SUMO.

standup, stara piwnica, rozrywka, open mic, śmiech, scena, ludzie
Nie trzeba było siedzieć przy samej scenie, żeby dobrze widzieć występ. W całym lokalu, wyświetlany był on na ekranach telewizorów i ścianach.
standup, stara piwnica, rozrywka, open mic, śmiech, scena, ludzie
Wystrój pubu jest bardzo przyjemny. Wszędzie stara cegła, a za barem stos beczek, z których barmani nalewali kraftowe piwo.

Następne wydarzenie z cyklu SUMO jest zapowiedziane na 4 kwietnia, także w Starej Piwnicy. Wszystkie miejsca dla występujących są już zarezerwowane. Wydarzenie można śledzić na facebooku: (https://www.facebook.com/profile.php?id=278660315888415&fref=ts).

SUMO to na prawdę fajna alternatywa dla wszystkich, którzy szukają czegoś nowego. Jeśli nudzi Cię wysiadywanie w pubie z kuflem piwa i wgapianie sie mecz, a nie jesteś też fanem clubbingu, warto sprawdzić tę formę rozrywki. A nóż stand up stanie się twoim konikiem i zapragniesz zostać zawodowym komikiem.


Autor: Kamil Rzetelski