To co zastali w domu Karla Denkego przechodziło ludzkie pojęcie. Gdzie nie stanąć, słychać dało się chrupot kości, na parapecie policjanci znaleźli dowody tożsamości ofiar, a w szafie spore ilości zakrwawionych ubrań. Jeden z funkcjonariuszy kilka razy wybiegał z domu, nie mogąc powstrzymać torsji – pisze Patryk Rudnicki.

Urodził się 11 lutego 1860 roku w Kalinowicach Górnych. Już od wczesnych lat nie radził sobie w szkole, sądzono, że jest odrobinę opóźniony w rozwoju. Gdy osiągnął pełnoletność toczono postępowanie mające na celu ubezwłasnowolnienie młodego Karla, nikt nie mógł przecież przewidzieć czym zajmie się w przyszłości. Gospodarstwo rodziców przejął jego brat, sam tymczasem kupił za swoją cześć spadku kawałek ziemi i przeprowadził się do Ziębic (ówcześnie Münsterberg) Był tam jednym z bardziej szanowanych mieszkańców, słynął wręcz ze swojej dobroduszności względem bezdomnych, którym często oferował ciepły posiłek i dach nad głową. Nikt nie zauważał, że zaproszeni żebracy z jego domostwa nie wychodzili.

Jak później się okazało zapraszał do siebie nie tylko bezdomnych, ale również prostytutki. Ten fakt też nikogo nie dziwił, wszak żył samotnie, a na tego typu usługi stać go było dzięki wynajmowaniu jednego z pokoi w jego mieszkaniu. Po pierwszej wojnie światowej całe Niemcy ogarnął kryzys gospodarczy, ciężko było o podstawowe artykuły, tymczasem obrotny Karl Denke odwiedzał regularnie wrocławski targ ze swoim peklowanym mięsem. Głód zaglądał wszystkim w oczy, więc nie ustalano skąd owo mięso pochodzi.

Przełom nastąpił, kiedy jedna z jego potencjalnych ofiar, Vincenz Olivier, uciekł z jego domu i od razu pobiegł w kierunku posterunku policji. Karl trafił za kratki jeszcze tego samego dnia i od razu powiesił się w celi. Policjantów zastanawiał fakt tak desperackiego targnięcia się na swoje życie, wszak Denke do samobójstwa użył swojej chustki do nosa. Funkcjonariusze ruszyli więc do domu denata i zastali obraz, którego nikt nie pożyczyłby najgorszemu wrogowi.

Na wieść o morderstwach, a co więcej o produktach, którymi Denke handlował w całej okolicy wybuchła panika. Wrocław bał się mięsa, Ziębice zresztą również. Wkrótce po całym zajściu upadła tamtejsza fabryka konserw, ponieważ powszechnie uważano, że była zaopatrywana przez Karla. Ponadto przez dłuży okres czasu Ziębice zaopatrywać musiały się w wodę w beczkowozach, uważano, że miejscowa jest zanieczyszczona trupami zakopywanymi przez Denkego.

Autor | Patryk Rudnicki

  • Zdjęcie | pixabay.com
PODZIEL SIĘ
Poprzedni artykułGrudzień dla dramatu
Następny artykułSztuka śpiewania
Jego pasją są gry komputerowe oraz gra na saksofonie. Ponadto od dłuższego czasu odnajduje się w pisaniu. Jest totalnie uzależniony od muzyki, której nie dzieli na gatunki, gdyż uważa to za krzywdzące.